Jose Manuel Barroso po raz trzeci przedstawił stan Unii Europejskiej podczas debaty plenarnej w Strasburgu. I po raz trzeci nie przedstawił przekonującego pomysłu na to, co dalej z Unią. Ważniejsze dalej było oczekiwanie na decyzję niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że mechanizm ESM jest zgodny z ustawą zasadniczą i oddalił niepokoje rynków.
REKLAMA
Poruszane zagadnienia: dalsze wzmacnianie unii fiskalnej, możliwość nakładania kar na banki, zauważenie deficytu demokracji, konieczność dążenia w kierunku federacji ("Nie bójmy się tego słowa: potrzebujemy iść w kierunku federacji państw narodowych"), obawa przed nacjonalistami i populistami w Europie.
Ktoś zaskoczony?
Barroso z jednej strony wzywał do "nowego myślenia", ale jednocześnie prezentował dość stare i przewidywalne odpowiedzi na tematy obecne od dawna, które - jak już widzieliśmy - mają problem z wdrożeniem i funkcjonowaniem. Nawet jeśli potrzebujemy iśc w kierunku federacji - co przecież wciąż jest mocno dyskusyjne dla zdecydowanej większości Europejczyków - to nie usłyszeli dzisiaj żadnego argumentu, który miałby ich do tego przekonać. Hasło "więcej Europy" musi budzić wątpliwości, kiedy obecne "mniej Europy" nie dało sobie rady.
Niemiecki europoseł z liberalnego Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy, Alexander Alvaro świetnie to podsumował, że Barroso powinien skupić się na podpowiedzi, którą dał pewien amerykański muzyk dobre kilkadziesiąt lat temu, a która w wersji unowocześnionej brzmi tak:
