fot. J.Orłowski
fot. J.Orłowski Prywatne archiwum

Większość koncertów gram z czteroosobowym zespołem, w którym mamy bas, perkusję i gitarę elektryczną. Zaczynałem jednak od kameralnych i akustycznych koncertów w małych klubach, podczas których równoważny piosenkom był bliski kontakt z publicznością. Dziś wieczorem w Warszawie wracam do korzeni!

REKLAMA
Parę dni temu zdałem sobie sprawę, że gram już ponad 4 lata. Jak to się zaczęło? W 2009 roku wrzuciłem do Internetu piosenkę Don't think too much. Nie miałem z planach grania koncertów, po prostu chciałem podzielić się nagraniem, które wtedy było najlepszym moim dokonaniem. Utwór spodobał się na tyle, że otrzymałem zaproszenie na koncerty. Nie chciałem występować zupełnie samemu, zaprosiłem więc przyjaciół i wraz z nimi grałem w duecie lub tercecie. To były piękne czasy, a koncerty w stu procentach akustyczne. Niemal nikt nas nie znał, ale to dzięki tym wyjazdom poznałem wielu ludzi, z którymi przyjaźnie się do dziś.
Przed wydaniem pierwszej płyty, powstał zespół, z którym regularnie koncertuje. Otworzyło to bardzo wiele drzwi i sprawiło, że moje piosenki pojawiły się też na większych scenach. Jedyny minus tego jest taki, że kameralne koncerty gramy wyjątkowo rzadko, Tym bardziej gorąco zapraszam dziś do klubu Sztuki&Sztuczki w Warszawie! Razem z Patrycją Stefanowską podamy Wam nasze utwory w kameralnej, akustycznej odsłonie. Piosenki, historie z muzycznej drogi i prawdziwe, muzyczne rarytasty :) Dziś o 20:00, do zobaczenia!