W Polsce postępuje brutalizacja życia publicznego. Politycy używają wobec siebie coraz ostrzejszych sformułowań, rosną w siłę bojówki prawicowe, media donoszą o kolejnych przypadkach przemocy wobec dyskryminowanych mniejszości. Zarazem rząd podjął prace nad prawnym dookreśleniem walki z mową nienawiści. Wyeliminujmy nienawiść z życia publicznego i zakończmy wojnę polsko-polską – wołają politycy, dziennikarze i zatroskani intelektualiści.

REKLAMA
Warto jednak się zastanowić, kogo mowa nienawiści dotyka w największym stopniu. 11 listopada brałem udział w demonstracji antyfaszystowskiej, protestując przeciwko obecności na ulicach Warszawy skrajnej prawicy. Niepokoi mnie siła organizacji, które z dumą nawiązują do swojej antysemickiej, ksenofobicznej przeszłości.
Mam jednak wrażenie, że największe skupisko mowy nienawiści jest gdzie indziej i niestety mało kto na nie zwraca uwagę. Dla mnie jako związkowca największym problemem współczesnej Polski jest narastająca bieda i bezrobocie, spadające płace i coraz mniej stabilne zatrudnienie. Te negatywne zjawiska nie wynikają z natury, lecz stoją za nimi konkretne decyzje – decyzje, które podejmuje rząd i pracodawcy.
Związki zawodowe często były oskarżane o agresję, populizm i roszczeniowość. Tymczasem walczymy o podstawowe prawa człowieka – do stabilnej pracy i godnej płacy, w które rząd i pracodawcy coraz częściej uderzają. Pracodawcy z uśmiechem na ustach zwalniają tysiące ludzi, jednocześnie przyznając sobie dodatkowe premie. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej wprowadza kolejne pakiety na rzecz uelastycznienia rynku pracy, nie zwracając uwagi na fakt, że umowy śmieciowe krzywdzą ludzi, odbierają im poczucie bezpieczeństwa, niszczą poczucie godności.
Najgorsza mowa nienawiści, która niestety ma bardzo realne skutki, jest używana przez organizacje biznesu, rząd i liberalnych dziennikarzy. Od wielu miesięcy przedstawiciele BCC, Lewiatana czy Pracodawców RP lobbują na rzecz odbierania kolejnych praw pracowniczych, niższych płac, prawa do swobodnego zwalniania pracowników. Oto okrutna nienawiść, która wyniszcza ludzi i odbiera im nadzieję na godne życie. Z drugiej strony mamy uśmiechniętych urzędników rządowych, którzy bez zająknięcia powtarzają frazesy o dialogu społecznym, a w tym samym czasie zamrażają płace w budżetówce, ograniczają wydatki na walkę z bezrobociem, sankcjonują kolejne formy umów śmieciowych. Również od establishmentowych dziennikarzy często słyszymy, że pracownicy walczący o swoje podstawowe prawa są „roszczeniowi”, że związki zawodowe są „reliktem”, że jedyną cechą godną nobilitacji jest „przedsiębiorczość”, a ten, kto jej nie posiada, jest „nieudacznikiem”. To jest najczystsza mowa i praktyka nienawiści.
My związkowcy jesteśmy przeciwko mowie nienawiści w każdej postaci. Protestujemy przeciwko obecności neofaszystów na ulicach Warszawy, ale też zawsze będziemy walczyć z nienawiścią pracodawców i ministrów skierowaną przeciwko pracownikom, bezrobotnym i biednym.