Już wiemy dlaczego nasilają się ataki na związki zawodowe. Organizacje pracodawców i przychylne im media starają się odwrócić uwagę od pogłębiającej się zapaści na rynku pracy, o której związkowcy mówią od wielu tygodni. Również rząd beztrosko drzemie. Tylko w zeszłym miesiącu przybyło aż 65 tys. bezrobotnych i łącznie jest ich już ponad 2 miliony. Niestety w ostatnich miesiącach sytuacja nieustannie się pogarsza. Codziennie słyszymy o kolejnych planowanych zwolnieniach z pracy tysięcy ludzi: w przemyśle chemicznym, na kolei, w sektorze bankowym.

REKLAMA
Kilka dni temu spółka Fiat Auto Poland SA ogłosiła, że zamierza zwolnić 1500 pracowników etatowych spośród 4900 zatrudnionych. A to przecież nie wszyscy, bo pracę stracą także osoby zatrudnione na umowach śmieciowych i pracownicy firm powiązanych z Fiatem. Zwolnienia w tyskiej fabryce mogą wywołać lawinę zwolnień w przedsiębiorstwach z nią kooperujących. Co na to rząd? Nowy minister gospodarki, Janusz Piechociński, poucza pracowników: „Dzisiaj nie czas wyprowadzać ludzi na ulice”. A co musiałoby się stać, panie ministrze, aby taki czas nadszedł? Jeżeli utrata pracy nie jest wystarczającym powodem, to co nim jest? Tortury w miejscu pracy? Przywrócenie niewolnictwa? Naszym zdaniem nie czas na zwolnienia, na obniżki płac, na pozbawianie ludzi ich podstawowych praw.
Fakt, że zatrudnienie tracą pracownicy jednej z największych i najbardziej wydajnych firm motoryzacyjnych w Europie, powinien budzić niepokój premiera. Wszak sektor motoryzacyjny stanowi jedno z kół zamachowych gospodarki. Warto też pamiętać, że Fiat otrzymał pomoc na uruchomienie produkcji w Polsce w postaci różnego rodzaju ulg podatkowych. Okazało się jednak, że ulgi dla koncernu były bezinteresownym prezentem od polskich władz. Kiedy kierownictwo Fiata zapowiadało, że nowy model samochodu Panda będzie produkowany we Włoszech, a nie w Polsce, protestowali związkowcy i eksperci. Rząd rozkładał ręce, wycofując się z odpowiedzialności za los pracowników. Dlaczego rząd amerykański, włoski czy francuski sprawują nadzór nad gospodarką, a rząd polski traktuje pracodawców jak książęta, którzy korzystają z wielu przywilejów, a niczego się od nich nie oczekuje?
Liberalni komentatorzy rozkładają ręce, zauważając, że w Polsce spada popyt na nowe samochody. Trudno się temu dziwić, skoro pracy jest coraz mniej, a płace coraz niższe. Za co nasi rodacy mają kupować samochody, skoro pieniędzy w portfelach im ubywa?
Panie premierze, nadszedł już czas, aby wziąć się do roboty i podjąć aktywne działania na rzecz ratowania sektora motoryzacyjnego. Jeżeli nic Pan nie zrobi, fabryka w Tychach podzieli los warszawskiej FSO. A wtedy już na pewno nadejdzie czas, aby „wyprowadzać ludzi na ulice”.