Sytuacja w Polsce pogarsza się. Rośnie bezrobocie, ubóstwo i zasięg umów śmieciowych, spadają realne wynagrodzenia, nikną nadzieje na lepszą przyszłość dla milionów Polaków i Polek. Jednocześnie większość polskiego społeczeństwa nie ma poczucia wpływu na to, co dzieje się w kraju. W tej sytuacji chcemy sprawiedliwszych rozwiązań gospodarczych, ale też zmiany ustrojowej, która umożliwi Polakom większy udział w podejmowaniu decyzji politycznych dotyczących ich życia.

REKLAMA
Od kilku miesięcy temu trwa ożywiona dyskusja nad wprowadzeniem w Polsce jednomandatowych okręgów wyborczych. To zły pomysł. OPZZ jednoznacznie sprzeciwia się eliminacji partii opozycyjnych i zdominowaniu sceny politycznej przez lokalnych bonzów. Wprowadzenie okręgów jednomandatowych oznaczałoby radykalne ograniczenie demokracji i prowadziłoby do dalszego zniechęcenia społeczeństwa do polityki. Okręgi jednomandatowe to brak reprezentacji dla dużej części społeczeństwa poprzez wykluczanie mniejszych i średnich partii z podziału mandatów. Przy jednomandatowych okręgach zwycięzca bierze wszystko. Plebiscytowy wybór między dwiema największymi partiami zniechęcałby elektorat mniejszych ugrupowań i zubażałby demokrację.
Warto też pamiętać, że wybory parlamentarne dotyczą całego kraju, a nie poszczególnych regionów Polski. Tymczasem okręgi jednomandatowe wiążą się z nadmiernym przywiązaniem deputowanego do terenu, z którego został wybrany. Umacniają sieci powiązań personalnych w danym okręgu.
Należy też przypomnieć, że okręgi jednomandatowe obowiązują już w wyborach do polskiego Senatu. Wbrew argumentom zwolenników JOW Senat został zdominowany przez polityków największych partii. Wybory do Senatu nie charakteryzują się też większą frekwencją niż do Sejmu.
Moim zdaniem należałoby pójść w kierunku odwrotnym niż okręgi jednomandatowe i zadbać o to, aby ordynacja wyborcza sprzyjała większemu pluralizmowi partyjnemu. W tym celu warto obniżyć progi umożliwiające wejście do parlamentu. Gdyby obniżono próg wyborczy do Sejmu z 5% do 2%, w parlamencie znaleźliby się nowi ludzie i nowe partie.
Bardzo przychylnie jesteśmy natomiast nastawieni do zwiększenia roli referendów. W Polsce opinie społeczeństwa są lekceważone. Politycy uwielbiają mówić o społeczeństwie obywatelskim i jego aktywności, ale tylko wtedy, gdy ta aktywność im odpowiada. Gdy dwa miliony osób sprzeciwiło się reformie emerytalnej, rząd zmarginalizował masowy ruch sprzeciwu. Uważam, że w takich sytuacjach rząd powinien być zobligowany do przeprowadzenia referendum.
OPZZ ma jeszcze jedną propozycję zmiany ustrojowej. W ciągu ostatnich lat wielokrotnie dyskutowano o tym, czy polski parlament powinien być jedno- czy dwuizbowy. Część partii chciałaby zniesienia Senatu. OPZZ postuluje pójść w innym kierunku. Naszym zdaniem Senat powinien być zastąpiony przez izbę składającą się z przedstawicieli związków zawodowych, pracodawców i samorządowców. W ten sposób kluczowe kwestie społeczno-ekonomiczne byłyby głosowane i publicznie dyskutowane przez reprezentacje świata pracy i biznesu, jak też przedstawicieli władzy lokalnej. Takie rozwiązanie sprzyjałoby demokracji, włączyłoby w proces decyzyjny nowe gremia, wzbogaciłoby debatę publiczną. Póki co istnieje tylko Komisja Trójstronna, której decyzje są niewiążące, a pracodawcy i rząd nie zgadzają się nawet na transmitowanie jej obrad. My, związkowcy, nie boimy się publicznie wyrażać naszych poglądów. Mamy swoje pomysły i konkretne projekty ustaw. Chętnie weźmiemy współodpowiedzialność za los polskiego państwa.