Związki zawodowe odrzucają pozorowany dialog z rządem, ale zarazem potrafią konstruktywnie zgłaszać swoje projekty i przekonywać do nich pracodawców. Niedawno w siedzibie OPZZ doszło do spotkania między przedstawicielami największych centrali związkowych i pracodawców z PKPP Lewiatan, Pracodawców RP, Związku Pracodawców i Przedsiębiorców oraz Związku Rzemiosła Polskiego. Dyskusja dotyczyła ustawy o zamówieniach publicznych. Jest to niezwykle istotna sprawa, ponieważ wartość polskiego rynku zamówień publicznych przekracza 140 mld zł i dotyczy setek tysięcy pracowników.
REKLAMA
Obecnie w zdecydowanej większości zamówień publicznych kryterium rozstrzygającym jest cena (w ciągu ostatnich lat ten czynnik decydował w około 90% zamówień). W konsekwencji dochodzi do upadłości wielu firm, lawinowych zwolnień pracowników i promowania przez państwo przedsiębiorstw zatrudniających pracowników na umowach śmieciowych. Najtańsza oferta bardzo często opiera się na wyzysku i na nierealistycznie niskich szacunkach kosztów. W efekcie firmy wygrywające przetargi bankrutują, a państwo ponosi dodatkowe koszty. Obecna sytuacja nie tylko jest szkodliwa dla pracowników, ale też uczciwych pracodawców, którzy przestrzegają praw pracowniczych i wiarygodnie przedstawiają rachunek kosztów. Od początku było dla nas jasne, że bieżące prawo nie przystaje do rzeczywistości, co potwierdza cała seria chybionych przetargów budowlanych oraz spektakularne upadki firm budowlanych skutkujące zwolnieniami pracowników.
Dlatego podjęliśmy starania na rzecz ustawowych zmian mających na celu wyeliminowanie z zamówień publicznych firm, które nie przestrzegają podstawowych praw pracowniczych i zaniżają ceny. Stąd zaproponowaliśmy zmianę ustawy o zamówieniach publicznych tak, aby wygrywały oferty o najwyższej jakości, a nie, jak dotychczas, o najniższej cenie.
Związkowcom OPZZ udało się przekonać do swojego stanowiska największe organizacje pracodawców. W dokumencie przyjętym przez stronę związkową i pracodawców zgodziliśmy się, że należy wprowadzić obowiązek weryfikacji przez zamawiających, czy wykonawca w złożonej ofercie uwzględnił rzeczywiste koszty zatrudnienia, w tym konieczność zapewnienia pracownikowi wynagrodzenia na poziomie co najmniej płacy minimalnej oraz bezpiecznych i higienicznych warunków pracy. Ponadto zgodnie z naszymi pomysłami pracownicy będą musieli być zatrudnieni na podstawie umowy o pracy, a nie jak dzisiaj na umowie śmieciowej. Z taką formą zatrudnienia wiąże się większe bezpieczeństwo ekonomiczne i socjalne niż w przypadku umów zlecania. Według propozycji, popartej wstępnie przez pracodawców zrzeszonych w tak dużych organizacjach jak Lewiatan czy Pracodawcy RP, nowe zasady powinny być brane pod uwagę obligatoryjnie i każdorazowo, już na początkowym etapie oceny ofert i obowiązywać również podwykonawców.
Przy szczegółowych pracach nad zmianami ustawowymi pewnie pojawią się różnice, ale zgodziliśmy się, że przetargi publiczne powinny być traktowane jako element popularnej w Unii Europejskiej koncepcji zrównoważonego rozwoju. Pamiętajmy, że administracja samorządowa i rządowa, szpitale, uczelnie i inne podmioty publiczne stanowią największą grupę zamawiających. Dotyczą one bardzo ważnych wymiarów życia społecznego. Nie możemy się zgodzić, aby państwo na nich oszczędzało. Warto też pamiętać, że wybór oferty najtańszej często kosztuje podatnika kilkakrotnie więcej, bo trzeba naprawić to, co źle zostało wykonane. Paradoksalnie na tych zmianach skorzystają wszyscy, w tym przedsiębiorcy. Będą, co prawda, musieli zatrudniać na podstawie umowy o pracę, ale poszerzą skalę swojej działalności, bo ograniczymy skalę nieuczciwej konkurencji, która zatrudnia na czarno i nie płaci podatków. Poza tym wraz z wynagrodzeniem wypłaconym pracownikowi do systemu ubezpieczeń społecznych, w którym od dawna brakuje środków, trafią składki ubezpieczonych.
Polskiego państwa nie stać na buble. Jesteśmy krajem niebogatym, ale tym bardziej powinniśmy kupować produkty, które są dobrej jakości, aby służyły nam jak najdłużej i jak najlepiej.
