Od kilkunastu dni dowiadujemy się, że polskie władze sytuują się w światowej awangardzie demokracji, praw człowieka i rozbudowanego dialogu społecznego. Donald Tusk, Radosław Sikorski, a wraz z nimi dziesiątki „misyjnych” dziennikarzy głoszą wszem i wobec, że Polska poprowadzi Ukrainę ku świetlanej, demokratycznej, dialogowej przyszłości. Nasi rodzimi eksperci od dialogu i demokracji najwyraźniej zapominają, że sami nie mają na swoim koncie sukcesów.
REKLAMA
Od kilku miesięcy dialog społeczny w Polsce nie istnieje. Rząd demonstracyjnie lekceważy głos obywateli, wdraża kolejne rozwiązania bez żadnych konsultacji społecznej, rządzi dekretami, a nie rozwiązaniami wypracowanymi na drodze konsensusu. Jednocześnie poparcie dla premiera i jego ministrów utrzymuje się na bardzo niskim poziomie. Czy w tej sytuacji władze mają podstawy, aby rozpowszechniać swoją praktykę rządzenia? Śmiem wątpić.
Polskie elity przedstawiają naszą transformację ustrojową jako wzorcową dla Ukrainy. Czy naprawdę jest się na czym wzorować? Lawinowy wzrost bezrobocia, skokowy wzrost ubóstwa i rozwarstwienia dochodowego, spadek płac i świadczeń społecznych – to tylko niektóre skutki naszego „cudu gospodarczego”. Po 25 latach reform wciąż mamy ponad 2 miliony bezrobotnych i 2,5 miliona osób żyjących poniżej minimum egzystencji. Czy bieda i brak pracy mają być naszymi produktami eksportowymi?
Rząd Donalda Tuska nie ma się czym chwalić ani w zakresie polityki gospodarczej, ani co do dialogu społecznego. Zamiast pchać się nieproszonym do wewnętrznej polityki ukraińskiej i narzucać naszym sąsiadom drogę rozwoju, radziłbym premierowi, aby zajął się dobrobytem i jakością dialogu w Polsce.
