Witam Was serdecznie tu, w moim kąciku. Tym razem, dla odmiany, mniej kulinarnym, bowiem bez przepisów ale z pomysłami, z informacjami i odrobiną mnie samego.
REKLAMA
Postanowiłem rozpocząć od krótkiej notki na temat wydarzeń z ostatnich dni, a mianowicie mojej wizyty w Łodzi. Byłem tam na konferencji Banków Żywności im. Marka Edelmana i gotowałem z dziećmi warzywną zupę – minestrone i placuszki z mango. Przez pół dnia rozmawialiśmy z dzieciakami o nie marnowaniu jedzenia, o tym, jak wykorzystywać żywność, aby jej nie wyrzucać.
To była fantastyczna zabawa, ogrom pracy i setki wniosków po wszystkim. Inicjatywę Banków Żywności w zakresie szkolenia najmłodszych popieram z całego serca, jak też całość kampanii dotyczącej nie marnowania jedzenia. Dodatkowo, przyjemnie jest, gdy kampanię społeczną nie wykorzystuje się do promowania sponsora, tj. konkretnej marki, firmy, produktu – zwłaszcza w przypadku dzieci. Nauka poprzez zabawę okazała się w przypadku kampanii Banków Żywności strzałem w 10!
To była fantastyczna zabawa, ogrom pracy i setki wniosków po wszystkim. Inicjatywę Banków Żywności w zakresie szkolenia najmłodszych popieram z całego serca, jak też całość kampanii dotyczącej nie marnowania jedzenia. Dodatkowo, przyjemnie jest, gdy kampanię społeczną nie wykorzystuje się do promowania sponsora, tj. konkretnej marki, firmy, produktu – zwłaszcza w przypadku dzieci. Nauka poprzez zabawę okazała się w przypadku kampanii Banków Żywności strzałem w 10!
Sam pochodzę z rodziny wielodzietnej. Było nas w domu czworo. Ja, dwóch braci i najmłodsza siostra. Wiem z doświadczenia, jak ważne jest, aby uczyć już od najmłodszych lat, jak gotować, co z czego zrobić i co do czego wykorzystać. Przy okazji, może to także być super zabawa i sposób na wspólnie spędzony czas. My często wołani byliśmy przez ojca na dół do kuchni. Gotowaliśmy wraz z nim, choć z czasem ojciec coraz bardziej pozostawał przy pozycji mentora, który udzielał wskazówek i opowiadał o potrawach, składnikach i przygotowaniu – w końcu miał wykształcenie także historyczne.
Wspominam ten czas jako dobre, pełne radości chwile, które nie rzadko powracają do mnie przy gotowaniu konkretnych dań. Wtedy też ojciec powtarzał nam, gdy dodawaliśmy przyprawy, składniki itp. „kuchnia to nie apteka”. Miał wiele racji, kuchnia bowiem to miejsce, gdzie możemy realizować tysiące fantastycznych pomysłów i modyfikować potrawy wedle naszych gustów i chęci!
Przy okazji, opowiem krótką anegdotkę, dotyczącą mojej najmłodszej siostry (która imię otrzymała po babci, żonie dziadka Jacka). Gdy była bardzo młoda, miała może 5-6 lat postanowiła, że także przygotuje coś smacznego – sama. Zawsze była niezbędną pomocą dla nas ale wraz z bratem jesteśmy od niej starsi o 9 i 11 lat, więc czynności przez siostrę wykonywane były dostosowane (w naszym mniemaniu) do jej wieku. Pewnego ranka zeszliśmy do kuchni, a nasza rodzinna najmłodsza pociecha smażyła naleśniki (!!!). I wszystko byłoby pięknie (choć bardzo nas zaskoczyła), gdyby tylko nie dodała do ciasta ogromu soli. Naleśniki były kształtne, cienkie i bardzo „wytrawne” ☺. Dziś moja siostra wyrosła na piękną młodą kobietę, która świetnie gotuje i piecze fantastyczne ciasta. Jej pierwsze doświadczenia kulinarne pozostają dla nas jednak zabawną anegdotą, bo przecież „kuchnia to nie apteka”...
