O autorze
Jestem szefem kuchni i entuzjastą kulinariów. Doświadczenie zdobywałem u boku ojca - Macieja Kuronia oraz w wielu restauracjach w Polsce i za granicą. Edukowałem się w prestiżowej szkole kulinarnej - Le Cordon Bleu w filii londyńskiej.

Szczególnie interesuje mnie tradycyjna kuchnia polska oraz historia kulinariów. Jedzenie traktuję nie tylko, jako pewną świadomość smaku, receptur i produktów, ale także jako płaszczyznę do komunikowania się i relacji z bliźnimi - nie jestem jednak osobą, która rozmawia wyłącznie na temat kulinariów! Interesuję się sportem, dobrym filmem, świetną muzyką i (po dziadku) jestem wrażliwy na ludzką krzywdę, więc sprawy społeczne są mi wyjątkowo bliskie.

Od 5 lat prowadzę z żoną "Kuchnię Kuronia", gotując na pokazach oraz warsztatach kulinarnych w całej Polsce. Staram się propagować zdrowy styl życia, świadome odżywianie i szacunek do produktu.

Mam 3 przygarnięte i mocno doświadczone przez życie psy, które kocham całym sercem, mimo, że dają się nam w domu mocno we znaki - zwłaszcza niewidomy i nadpobudliwy Homer.

moja oficjalna strona: www.kuchniakuronia.pl

Marzec - miesiącem urodzin moich najbliższych!

Tak się w moim życiu jakoś złożyło, że najbliżsi mi ludzie urodzili się w marcu. Mój dziadek, mój ojciec, moja przyszła żona (urodziny ma w dniu urodzin dziadka). Jest to więc dla mnie bardzo wyjątkowy miesiąc.


Sądzę, że trwałość i wartość tego, co jest między dwojgiem ludzi, zależy od treści ich życia. Im ciaśniejsze mają horyzonty, im mniejsze cele sobie stawiają, tym mniejsze i mniej trwałe jest to, co ich łączy. To wielki los na loterii codzienności, że spotkałem takiego człowieka jak Ty i że idziemy razem -- jestem cholernie szczęśliwy”.


Tak pisał mój dziadek – Jacek Kuroń do swojej ukochanej Gajki, czyli mojej babci. Tak też mógłbym i ja dziś napisać do mojej narzeczonej. Pozwolę sobie jednak powyższe zacytować, z szacunku, pamięci i chęci wspomnienia kogoś bardzo wyjątkowego, bowiem lepiej bym tego w słowa nie ubrał, niż On. Postanowiłem skorzystać z tego cytatu, bowiem idealnie łączy w sobie to, o czym chciałem dziś napisać. Jest już 1 marca, co oznacza, że za 2 dni rocznica urodzin dziadka. 3 marca skończyłby 76 lat. Za dni 7 natomiast - rocznica urodzin mojego ojca, ten świętowałby swoje 52 urodziny. Postanowiłem więc wspomnieć ich, w odniesieniu nie do tego, co robili w życiu, czym się zajmowali i co zdziałali. Chciałbym opowiedzieć o tym, jak wielkie mieli serca (te bowiem są w naszej rodzinie dziedziczone w 100%).


O miłości dziadka i babci powstały książki, programy tv i wiele artykułów. Wszystko to, na podstawie wspomnień ich przyjaciół, znajomych i rodziny. Byli wyjątkową parą, kochali się pomimo częstej nieobecności dziadka, pomimo problemów i działań polityczno-społecznych, które wypełniały ich życie do cna. Byli dla siebie wszystkim.


"Jest coś takiego miedzy ludźmi, że jak się zaczyna miłość, to przylatuje anioł, którego nikt nie widzi na świecie oprócz tych, którzy się kochają. Ja czułem tego anioła, ale nie miałem odwagi powiedzieć, że to tak. Więc się broniłem, jak mogłem. I jedyna pieszczota, to było to branie za warkocz. Nie wiem, czy jak się kogoś bierze za warkocz, to on to czuje czy nie. Gajka czuła, ale może nie przez warkocz, tylko inaczej".

Dziadek kochał babcię najlepiej jak potrafił. Pełno w nim było ciepła i swego rodzaju romantyzmu. Była między nimi magia i ogromna miłość, dzięki której pojawił się ich jedyny syn - Maciej.

Ojciec mój, wzorując się na dziadku, również żył z sercem na dłoni. Stosunkowo wcześnie – bowiem już w przedszkolu, spotkał swoją połowę, swoją bratnią duszę, i pozostał z nią do końca. Rodzice moi przeszli wiele, w tym także swego rodzaju powtórki z życia dziadka. Wspólnie mieszkali na Żoliborzu, wybudowali dom w Izabelinie, wychowywali czwórkę dzieci. Jak ojciec kochał mamę? Dla niego świat rozpoczynał się i kończył w jej oczach oraz jej uśmiechu. Spędzali wiele godzin wieczorami na wspólnych rozmowach. Śmiali się, dzielili opiniami, szanowali. Wiecznie otoczeni byli przyjaciółmi, z którymi potrafili bawić się i śmiać do łez. Często rozumieli się bez słów. To były zupełnie inne temperamenty, jednakże idealnie się uzupełniali. Mama racjonalna i wesoła, tata z sercem na dłoni.

I tak doszedłem do ostatniej osoby marcowej, mojej przyszłej żony. Mam ogromną nadzieję, że w genach, wychowaniu tudzież we krwi odziedziczyłem umiejętność kochania po dziadku i ojcu, że nie popełnię błędów, że nigdy jej w żaden sposób nie skrzywdzę. I, pomimo tego, że słowa te w obecnych czasach jakby straciły na wartości, mogę napisać, że kocham i kochać będę.

p.s. I dziękuję losowi za te urodzenia w marcu, bo nad wyraz ważni dla mnie ludzie przyszli na świat w tym miesiącu. Niektórzy już odeszli, choć podobno „żyją ci, o których pamięć w nas jest wciąż żywa”…