3 lata temu Gazeta Wyborcza rozpoczęła akcję "My, Narkopolacy", która wspierała ideę depenalizacji posiadania narkotyków na własny użytek oraz zwiększenia dostępu do skutecznych form terapii uzależnień. Rzeczpospolita, w myśl zasady "jeżeli Wyborcza powie, że coś jest białe, my musimy powiedzieć, że jest czarne", opublikowała kilka ogólnikowych artykułów reprezentujących przeciwne stanowisko, czyli popierających traktowanie narkomanii (która przez WHO uznawana jest za chorobę) jako problemu, który rozwiązuje się działaniami policji a nie lekarzy.

REKLAMA
Narkomania pozostaje jedyną chorobą w naszym kraju, którą – przynajmniej według części konserwatywnych publicystów, polityków i stróżów prawa – można leczyć za pomocą kajdanek, ale możliwe, że to innowacyjne i unikatowe w skali Europy podejście przeniesiemy również na inne choroby i niedługo raka płuc czy niewydolność nerek również leczyć będziemy 3-letnim pobytem w więzieniu. W porównaniu z tradycyjnym leczeniem w szpitalu koszty są co prawda znacznie wyższe jednak wysyłamy w ten sposób wyraźny sygnał chorobom, że nie są mile widziane w Polsce, dzięki czemu mniej ludzi będzie chorowało w przyszłości.
Po tym epizodzie z przyjemności obserwowałem zmianę, która zaszła w Rzeczpospolitej w ostatnich latach i polegała nie tyle na poparciu reformy polskiej i światowej polityki narkotykowej, co uwzględnieniu różnych głosów w debacie oraz opieranie artykułów raczej na danych naukowych niż na subiektywnych opiniach dziennikarzy, którzy zazwyczaj pojęcie o narkotykach mają mniejsze niż przeciętny uczeń liceum.
Ten pozytywny trend został niestety właśnie odwrócony piórem redaktora Michała Sułdrzyńskiego, który jest autorem artykułu "Wyznania narkofoba", stworzonego na podstawie sondy przeprowadzonej wśród "kilkudziesięciu" prokuratorów w 3 miesiące (!) po wejściu w życie nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, która wprowadziła artykuł 62.A, dający prokuratorom możliwość umorzenia sprawy przed przed rozprawą sądową jeżeli podejrzany posiadał niezdefiniowaną "niewielką ilość" narkotyków, na własny użytek i swoim działaniem nie wyrządził znaczącej szkody społeczeństwu (czyli na przykład nie zażywał narkotyków pod szkołą, co mogłoby zdemoralizować młodzież). Główne przesłanie artykułu z Rzeczpospolitej brzmi: większość osób zatrzymanych z narkotykami przez policję i doprowadzonych przed oblicze prokuratora to dilerzy.
W tym przypadku istnieją 3 ewentualności:
1) Większość ludzi biorących narkotyki to dilerzy. Sprzedawców jest w takim razie więcej niż konsumentów, więc handlują oni narkotykami między sobą niczym maklerzy akcjami.
Nie wydaje się to zbyt prawdopodobne biorąc pod uwagę, że w przeciwieństwie do cen akcji ceny narkotyków nie rosną z czasem.
2) Większość zatrzymanych osób to nie dilerzy, a konsumenci narkotyków (co byłoby logiczne, jako, że zazwyczaj kupujących jest więcej niż sprzedających), jednak policja wspaniałomyślnie wypuszcza ich, zanim skontaktuje się z prokuraturą, rezygnując tym samym z liczb w statystykach, co jest wbrew jej interesom.
Ta opcja również nie jest zbyt prawdopodobna, co z własnych doświadczeń lub opowieści znajomych wie znaczna część młodych ludzi w naszym kraju.
3) Policja w ogóle nie szuka i nie zatrzymuje osób, które posiadają narkotyki na własny użytek. Jej działania są wymierzone tylko przeciwko handlarzom i przeprowadzane z chirurgiczną precyzją. Ta opcja byłaby najbardziej prawdopodobna gdyby nie przytoczone przeze mnie w dalszej części tekstu badania, które mówią min. , że ponad połowa zatrzymań związanych z przestępstwami narkotykowymi ma miejsce podczas rutynowego patrolu na ulicy, a kolejne kilkanaście procent podczas rutynowej kontroli drogowej.
Istnieje również czwarta możliwość, której Rzeczpospolita nie uwzględniła, a która jest jest w moim przekonaniu znacznie bardziej prawdopodobna niż poprzednie: prokuratorzy nie korzystają z możliwości umorzenia postępowania wobec osób posiadających narkotyki na własny użytek. Może to być spowodowane brakiem dostatecznej wiedzy i wytycznych (takich jak definicja "nieznacznej ilości") dotyczących stosowania nowego artykułu, chęcią podniesienia statystyk czy strachem przed byciem postrzeganym jako osoba przyzwalająca na branie narkotyków.
Za tezą mówiącą, że większość osób zatrzymanych z narkotykami to nie handlarze, przemawiają dane z badań naukowych oraz statystyk policji i prokuratury:
1. Dilerzy sądzeni są z artykułu 56 Ustawy, który mówi:
Kto, wbrew przepisom art. 33–35 i 37, wprowadza do obrotu środki odurzające,
substancje psychotropowe lub słomę makową albo uczestniczy w takim obrocie,
podlega grzywnie i karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
Według danych policji w roku 2010 z tego artykułu oskarżono 3797 osób (2969 w roku 2009)
Z artykułu 62, który mówi o samym posiadaniu narkotyków (czyli dana osoba nie została oskarżona o handel, produkcję, przemyt czy udzielanie) sądzono w tym samym roku 35 064 osoby (34122 osoby w 2009). Logiczne jest, że w sprawach osób, których nie oskarżono o handel narkotykami a o samo ich posiadanie, nie mamy do czynienia z dilerami, gdyż ci sądzeni są z innego artykułu. Uprzedzając głosy mówiące, że większość dilerów kamufluje się jako użytkownicy narkotyków, pragnę dodać, że w państwie prawa osoba, która nie została skazana prawomocnym wyrokiem sądu za dane przestępstwo jest uznawana za niewinną. Jeżeli założymy, że każdy kto posiada narkotyki jest dilerem, to równie dobrze każdy pijący alkohol jest bimbrownikiem a każdy posiadacz noża kuchennego zabójcą. Dodatkowo policja na całym świecie nie ma większych problemów z odróżnieniem użytkownika narkotyków od dilera- narkotyki podzielone na wiele "działek", znaczne ilości pieniędzy w kieszeni, wagi i inne przyrządy służące do porcjowania narkotyków w domu, te wszystkie rzeczy pozwalają na szybką weryfikację, kto narkotykami handluje a kto je tylko zażywa. Zwolennicy wspomnianej teorii uważają widocznie polskich policjantów za idiotów, którzy nie są w stanie odróżnić wagi łazienkowej od wagi do ważenia narkotyków.
2. W 2008 roku Instytut Spraw Publicznych przeprowadził wśród policjantów, prokuratorów, sędziów i kuratorów sądowych kompleksowe, ogólnokrajowe badania "Karanie za posiadanie", które dotyczyły właśnie karania osób posiadających narkotyki na własny użytek oraz opinii przedstawicieli wyżej wymienionych profesji na temat tego prawa.
Podobne badania, pod tytułem "Sprawy o posiadanie narkotyków w praktyce sądów krakowskich" przeprowadził w tym samym roku w sądach w Krakowie profesor Krzysztof Krajewski z UJ.
Wyniki obydwu badań były zbliżone, i dobitnie pokazywały, że zdecydowana większość spraw o posiadanie narkotyków dotyczyła ilości jednoznacznie wskazujących na posiadanie ich na własny użytek. W przypadku marihuany była to w 70-80% przypadków ilość poniżej 3 gram (ok. 50% poniżej 1 gram), natomiast w przypadku amfetaminy, czyli drugiego pod względem popularności narkotyku w Polsce, ilość poniżej 3 gram posiadało ok. 70% oskarżonych (50-60% poniżej 1 gram).
Biorąc pod uwagę, że redaktor Sułdrzyński polityką narkotykową zajmuje się raczej weekendowo, a na co dzień przedmiotem jego zainteresowania są raczej tematy takie jak lustracja Lecha Wałęsy czy Żołnierze Wyklęci wątpię, czy miał on okazję zapoznać się z tymi danymi dotyczącymi polskiego prawa narkotykowego (jak i jakimikolwiek innymi niż wyniki niedawnego sondażu Rzeczpospolitej przeprowadzonego wśród prokuratorów).
Ze zdecydowanej większości badań przeprowadzonych zarówno w Polsce jak i innych krajach wynika jasno, że karanie za posiadanie narkotyków nie zmniejsza liczby osób używających nielegalnych substancji odurzających, a ofiarą tego przepisu padają w 90% przypadków osoby używające narkotyków rekreacyjnie i na własny użytek, oraz uzależnione. Naiwne i niebezpieczne jest myślenie, że prawo karne jest w stanie rozwiązać problemy społeczne lub, że powinno dotyczyć tego co dorośli ludzie robią ze swoim własnym ciałem, w swoich domach, nie krzywdząc przy tym innych.
Jako, że jest to mój pierwszy wpis na tym blogu chciałbym wszystkich Państwa serdecznie powitać. Podejmowane przeze mnie tutaj tematy będą oscylowały wokół polityki narkotykowej- od walk karteli narkotykowych w Meksyku i oprysków pól koki w Kolumbii, przez pomysły dotyczące legalizacji marihuany w USA, Holandii czy Polsce, po dostęp do leczenia uzależnień w Rosji i łamanie praw osób uzależnionych w Azji Południowo-Wschodniej.
W przyszłym tygodniu można spodziewać się relacji z 55 sesji Komisji ds. Narkotyków ONZ oraz premiery filmu pokazującego wpływ obecnej światowej polityki narkotykowej na życie młodych ludzi w różnych krajach.