Opowiedział mi mój przyjaciel z Anglii, że cała klasa jego córki przez kilka minut skandowała „chcemy zostać w Unii Europejskiej!”. Ten krzyk rozpaczy 10-latków, zapewne nieodosobniony, dobrze ilustruje stan ducha kraju, który na falach demagogii popłynął w nieznane. Nie widać zadowolonych. Gwiazdorzy Brexitu gdzieś się poukrywali. Widać otwarty bunt młodzieży, Szkotów i Ulsteru. Dominuje niepewność i rozgoryczenie - słowem Regrexit.
REKLAMA
Brytyjski kac po referendalny nasuwa trzy uwagi.
Po pierwsze, mamy kolejny dowód, że vox populi to nie jest vox Dei. Głos ludu jest prawomocny, ale może zgotować nieboski los, gdy ujawniają się skutki dokonanego wyboru. Demokracja wygrywa wtedy, gdy spór polityczny daje szansę edukowania ludzi w sprawach publicznych. Na wyspach decydowało o swym losie społeczeństwo posiadające najmniejsza wiedzę o Unii Europejskiej. Sycone przez lata przez tabloidy niechęcią wobec Brukseli. Teraz dopiero Brytyjczycy szukają w Google elementarnej wiedzy i zyskują świadomość wyborczego oszustwa. Za późno. Ofiarą tej kampanii, która zniżyła się do poziomu angielskiego futbolu, padła polska imigracja, obstawiona w roli czarnego luda, jak wcześniej polski hydraulik w czasie referendum francuskiego. Trumf demagogii, uprzedzeń, sztucznie rozbudzanych lęków, jaki dotknął kolebkę parlamentaryzmu trudno nazwać zwycięstwem demokracji. Ważne ostrzeżenie dla zwolenników kolejnych plebiscytów ludowych:, kto sieje wiatr ten zbiera burzę!
Po drugie, bolesną lekcję przerabia angielska młodzież. Ma poczucie, że starsi zabrali jej europejską przyszłość. Ostatni sondaż wskazywał, że 82 proc. 16-i 17-latków wybierało Unię Europejską! Ci jednak nie mogli głosować. Prawdziwy dramat tego referendum to młodzi wyborcy, wprawdzie uprawnieni, ale nieglosujący. Ponad 75proc. w grupie do 25 roku życia widziało się w obozie „Remain”. Ale się nie pofatygowali do urny! Obowiązek obywatelski wypełniła jedna trzecia. Natomiast dyscyplinę wykazali starsi zwolennicy „Leave” Głosowało ponad 80 proc. ludzi w wieku 65 lat plus! Niech to będzie wielka lekcja obywatelskiej powinności. Złych wyborów dokonują ludzie, którzy w dniu wyborów pozostają w domu!
Po trzecie: brytyjska lekcja powinna dotrzeć dla polskiej młodzieży. Uczestniczy w Unii Europejskiej z wyboru swych rodziców, którzy pamiętają realia socjalizmu. Młodzi nie znają szczelnie strzeżonych granic i kolejek po wizę i paszport. Wrastają w Europę bez granic. Chyba, dlatego, w ramach młodzieżowego buntu, chętnie słuchają rozmaitych znachorów, namawiających ich na kolejną geopolityczną przygodę. Po co nam nudna Unia, ruszajmy w nieznane...Tyle, że nieznane dla młodych Anglików to nadal bezpieczne wyspy za Kanałem La Manche, a dla kraju sąsiadującego z Rosją Putina to ponowne prowokowanie przekleństwa geopolityki, którego doświadczyły poprzednie pokolenia. Geografii się nie zmieni, trzeba, więc pielęgnować przyjazną geopolitykę!
