Z góry przepraszam, że w tak burzliwym czasie wrzucam wątek osobisty. Wrzucam, jako ilustrację PiS-owskiej szkoły manipulacji, która ma sukcesy, bo jej pole rażenia wykracza poza lud smoleński. Aż do roku 2015, wracając z Brukseli do kraju postrzeganego jako wzorzec sukcesu, pocieszałem się, że chodzi o zamknięty świat wyznawców Kaczyńskiego i Macierewicza. Ale się myliłem. Rok 2015 ujawnił siłę rażenia zorganizowanego hejtu w Internecie, który zupełnie zniszczył wizerunek prezydenta Komorowskiego – lubianego i szanowanego wcześniej, jako uosobienie godności państwa. Wirtualny świat kłamstwa, który staje się politycznym realem, potwierdził swoją moc w nieszczęsnym referendum brytyjskim i wyborach w USA, doprawionych rosyjskim cyber-wsadem.

REKLAMA
Polskie novum w świecie zachodniej demokracji polega na wiodącej roli telewizji publicznej w kampanii nienawiści, co oznacza powrót do ciemnych kart PRL-u! Stąd pochodzi pierwszy akord, powielany w fabryce hejtu. Dotyka osobiście ludzi istotnych na froncie ocalenia Polski przed „dobrą zmianą”. Wiedzą coś o tym prezes Rzepliński, czy animator KOD-u Kijowski. Także dziennikarze na pierwszej linii frontu: Lis i Olejnik. Dopisuję się nieśmiało do tej listy z racji zasług kombatanckich i obecnej, niewdzięcznej roli w Parlamencie Europejskim. W przekroju całego ćwierćwiecza plasuję się wraz z Balcerowiczem i Michnikiem w czołówce adresatów kampanii negatywnych. Zaś każda debata o nadużyciach władzy w Polsce PiS uruchamia odwet personalny i jestem jego celem. Zaostrzając konflikt, Kaczyński prowokuje kolejne debaty, a ja muszę się liczyć z nowymi atakami.
Dzieje się tak nawet wtedy, gdy z mojej inicjatywy, debata planowana przed szczytem NATO w Warszawie, zatem niekorzystna dla wizerunku kraju, który chce wzmocnienia flanki wschodniej, została przesunięta na wrzesień 2016. Wydźwięk tej debaty był bezlitosny dla autorów „dobrej zmiany”, wspieranych jedynie przez przeciwników UE i przyjaciół Putina. Zaś rządowe „Wiadomości” poświęciły mi sporo minut, starannie wycinając z życiorysu batalię o miliardowe fundusze dla Polski, a epatując tym, że wziąłem odprawę dla byłych komisarzy, która mi prawnie przysługuje. Ani słowa o tym, że wziąłem po konsultacjach z organizacjami charytatywnymi, z którymi współpracuję, by przeznaczyć pieniądze na rozszerzoną akcję pomocową. Potrzeby w Polsce są nieograniczone, a Bruksela sama się wyżywi. W grudniu znowu wnioskowałem o przesunięcie debaty o Polsce na lepszy termin (nie udało się) i na konferencji prasowej wyjaśniłem powody: rocznica stanu wojennego, gorączka wyborcza w europarlamencie i tragedia w Aleppo, która słusznie koncentruje uwagę. Trzeba znaleźć lepszy termin, by więcej uwagi poświęcić Warszawie. Sens mej wypowiedzi był zrozumiały dla dziennikarzy w Strasburgu. Ale telewizja Kurskiego wyrwała z kontekstu jedno zdanie i wrzuciła w Internet, by robić politykę na przekazie, który był zaprzeczeniem oryginalnej treści. Wiem, że miało to swoją siłę rażenia…
Ostrzegam: paliwa dla instytucji europejskich, by zajmować się Polską w Nowym Roku 2017, nie zabraknie. Odwet gwarantowany. Będą nowe manipulacje, obyśmy im nie ulegali…