„Najgorsze w komunizmie jest to, co po sobie zostawia” – usłyszałem od Margaret Thatcher, gdy w roku 1991 przemierzaliśmy helikopterem Polskę, bo chciała zobaczyć pierwsze sprywatyzowane zakłady w naszej części Europy. Ostrzegała nas, gdyż wyczuła naszą optymistyczną wiarę, że „sprzątanie” po komunizmie będzie robotą łatwą, lekką i przyjemną. Miała rację. Na tym polega nieszczęście systemów, które z patologii czynią normę, że patologia wrasta w ludzki i instytucje. Zatruwa przyszłość. Takie właśnie są toksyczne owoce „dobrej zmiany”.
REKLAMA
Teraz ja ostrzegam, bo byłem na początku przemiany komunizmu w demokrację i gospodarkę rynkową. Wiem, ile zła i trującego osadu pozostawił PRL w obyczajach, instytucjach i w głowach ludzi. Teraz trzeba będzie zmierzyć się z spuścizną „dobrej zmiany”. Każdy następny rząd - biorąc odpowiedzialność za przyszłość kraju, a nie tylko za najbliższe wybory, wkroczy na pole minowe!
Jak każde pole minowe, jest ono niewidoczne i ujawnia się dopiero wtedy, gdy ktoś nadepnie na minę. Nawet dzisiejsze szkody nie są dla Polaków powszechnie namacalne, bo PiS szkodzi Polsce pod znieczuleniem przez 500 plus i inne pigułki socjalne. Przez to nie do wszystkich dociera historyczny paradoks: po roku 2015 dzieło zniszczenia dokonuje się bez udziału zaborców, okupantów i władzy narzuconej nam na bagnetach Armii Czerwonej. Dokonuje się niejako własnymi siłami, co budzi ponure analogie z schyłkiem przedrozbiorowej Rzeczpospolitej. Łupem „dobrej zmiany” padła ponad 1000-letnia Puszcza Białowieska, 500-letnie dobre stosunki z Iranem, 200-letnia stadnina koni w Janowie Podlaskim, a nade wszystko dorobek instytucjonalny III RP, który był naszą przepustką do NATO i Unii Europejskiej. W Unii prymus przesiadł się do oślej ławki. Do tego chaos w szkolnictwie, zniszczona służba cywilna, okaleczone muzea i teatry, ośmieszony NBP oraz kabaretowi spece od wypadków drogowych, nazwani dumnie Służbą Ochrony Państwa. Szkodnictwo PiS jest mocno zakrapiane ideologią, o czym świadczy nie tylko zaniechanie programu in vitro, ale także zakaz handlu w niedzielę, uderzający w rodzime sklepikarstwo, czy ograniczenia w obrocie ziemią, które w oryginalnej wersji, na szczęście złagodzonej, uderzały wprost w tradycyjną ojcowiznę. Udało się jednolitą etnicznie i religijnie Polskę tak głęboko podzielić, że jedna trzecia narodu bierze za prawdę każde kłamstwo TVP Kurskiego i gotowa jest innych uznać za własną dewizę senatora PiS Biereckiego, wzywającego „do pełnego oczyszczenia Polski z ludzi, którzy nie są godni należeć do naszej wspólnoty narodowej”. Ponury zwiastun dalszego trwania władzy PiS w Polsce!
Jedni to widzą, innym wystarcza 500 zł na koncie, by nie myśleć o przyszłości. Jedni i drudzy zasługują na ostrzeżenie. Jazda „na gapę” w gospodarce i geopolityce, uprawiana przez PiS, nie jest bezkarna. Cenę zapłacą przyszłe pokolenia, jeśli nie uda się rozbroić pola minowego, które jest spuścizną obecnych rządów. Są tam miny gospodarcze, instytucjonalne, mentalne, środowiskowe i międzynarodowe. Spróbuję w ośmiu odcinkach nakreślić mapę zagrożeń. Jutro, na początek, pułapka demograficzna.
