Nieszczęście systemów, które z patologii czynią normę polega na tym, że patologia wrasta w ludzi i instytucje. Zatruwa przyszłość.
REKLAMA
Od roku 2015 szczytne hasło „re-polonizacji” osłania renacjonalizację gospodarki. Nie ma to sensu ekonomicznego, bo wykup zagranicznych aktywów zużywa krajowe oszczędności, które mogły służyć inwestycjom. Nie ma to uzasadnienia w kraju, w którym zagraniczny kapitał ma niższy udział w PKB (ok. 15proc. ), niż wynosi unijna średnia. Jest to sprzeczne z deklarowaną strategią ścigania Zachodu. Nie dościgniemy, jeśli zamraża się sektory – energetykę i górnictwo – w których nasza luka produktywności wobec Zachodu jest największa.
Bezsensowna ekonomicznie renacjonalizacja ma jednak głęboki sens partyjny, godny autorów projektu „Srebrna”. Poszerza się obszar kolonizacji gospodarki przez głodne zastępy PiS. Pierwszym łupem byłą średnio płatna służba cywilna, następnym lepiej płatne agendy rządowe, ale najbardziej dojne okazały się spółki skarbu państwa, wraz z ich przyległościami i kontraktami. Frakcyjne porachunki wprawiły w ruch karuzelę stanowisk. Spółka Energa ma 8-mego prezesa w 3 lata! Każdemu odprawa się należy. Doliczono się już ok. 100 mln zł. w kieszeni PiS-skiej nomenklatury. Leninowską mądrość, że kadry są najważniejsze odświeżył minister Suski: „Spółki te strategiczne, muszą być zarządzane przez ludzi, co do których jest pewność, że będą realizowali program partii”. Sami swoi gorliwie realizują zalecone przez PiS sponsoringi i nonsensowne inwestycje (bloki węglowe w Opolu i Ostrołęce), tracąc ok. 30 proc. swej wartości. W tym czasie CBA nęka byłych prezesów, takich jak Olechnowicz z Lotosu, którzy tworzyli wartość firmy!
Apetyt nie kończy się na sektorze publicznym. Afera KNF-u ujawniła zakusy na sektor prywatny, stawiany wobec oferty nie do odrzucenia, żywcem z „Ojca chrzestnego” – okupisz się albo znajdziemy sposób na przejęcie firmy za złotówkę.
W szybkim tempie rodzi się w Polsce system oligarchiczny, czyli Budapeszt w Warszawie. Jest to skaza całej Europy Środkowo-Wschodniej, która szczęśliwe omijała Polskę. Teraz rozlewa się szeroko, poza imperium ks. Rydzyka i SKOK-ów.
W dzień głoszą dekomunizację, nocą wracają do PRL-u. To nie tylko nacjonalizacja i partyjna nomenklatura, ale też centralizacja i nieufność wobec wszystkiego, co oddolne. Dlatego w niełasce jest samorząd lokalny, zwłaszcza taki, który warczy. Chęć kontrolowania wszystkiego, co się rusza, sięga nawet Kół Gospodyń Wiejskich i Ochotniczej Straży Pożarnej. Konkurencja jest zła, monopol dobry! Nawet jeśli jest tak zły, jak niewydolne „Wody Polskie”. Najlepszy byłby Polski Holding Narodowy, jako nieświadoma podróbka włoskiego konglomeratu IRI z epoki Mussoliniego.
PRL-wskie wzory to także wielkie budy, godne Planu 6-letniego lub Gierka. Są tak narodowe i patriotyczna, że nie wypada pytać o sens ekonomiczny, czy źródła finansowania. Niezrażeni przygodą z przemysłem stoczniowym, której owocem jest rdzewiejąca stępka w Szczecinie, roją o porcie lotniczym na 100 mln pasażerów i przekopie, który zamieni płytki port rzeczny Elbląg w port ściągający statki morskie.
Trzeba nadzwyczaj naiwnego wyobrażenia o gospodarce, by oczekiwać, że etatystyczny, nieufny klimat oraz pokazowe akcje prokuratury Ziobry zrodzą skłonność do ryzyka, co jest przesłanką innowacyjnej gospodarki. Nic z tego. Ucieka grafen, technologia niebieskiego lasera, czy druku 3D. Pułapki ekonomiczne najlepiej sumuje obecny wicepremier Gowin: „Program PiS można streścić w dwóch słowach: populizm i socjalizm!”. Dziś firmuje ten powrót do przeszłości, ale się nie cieszy…
