Pierwowzór był dziełem premier Szydło. Haniebna intryga wymierzona w własnego rodaka przyniosła historyczną porażkę w proporcji 1:27. Takie ośmieszenie powinno być ostrzeżeniem, ale Polska PiS dalej wstawała z kolan i nabijała sobie guza. Pałeczkę przejął premier Morawiecki. Seria porażek pod jego przewodem - od pracowników delegowanych, przez ETS, po projekt budżetu 2021-27 - była publicznie mniej zauważalna. Doszło jednak do nowego rozdania ról w Unii Europejskiej latem 2019 roku. Patrzymy na to z wysokości dotychczasowych polskich zdobyczy.
REKLAMA
10 lat temu był to spektakularny wybór Jerzego Buzka na prezydenta Parlamentu Europejskiego. Pierwszy, który przełamał monopol Zachodu na najwyższe funkcje w UE! Buzek uzyskał rekordowe 555 głosów, czyli 86.2 proc. wszystkich ważnych głosów. Głosowanie było wyrazem uznanie dla osoby i dla naszego kraju. Dla porównania, świeżo obrany prezydent, Sassoli uzyskał 345 głosów. Oceniamy obecne rozdanie z perspektywy nominacji Donalda Tuska na funkcję przewodniczącego Rady Europejskiej w roku 2014, nie zapominając także o rekordowym budżecie dla Polski na lata 2014-20 oraz szansie współdecydowania o losach Europy w ramach Trójkąta Weimarskiego.
Takiej Polski już nie ma. Do obecnej rozgrywki o unijne szczyty przystąpiła Polska PiS. Naburmuszona, napinająca nieistniejące muskuły, niezdolna uczyć się na błędach, czyli wyciągać wnioski z wcześniejszych, dotkliwych porażek. Narzuciła Grupie Wyszehradzkiej nonsensowną, jednowymiarową strategię obstrukcji: „byle nie Timmermans”. W efekcie dostali Ursulę von der Leyen w pakiecie z Timmermansem, czyli tandem przyjaciół Polski demokratycznej i zarazem mocnych obrońców europejskich wartości. PiS-owskie uczulenie na Timmermansa uzupełnił premier Orban o niechęć do Manfreda Webera, naszego kandydata na szefa Komisji Europejskiej. Miał w tym mocarnego sojusznika w osobie prezydenta Macron. Ten jednak przeprowadził swój plan kadrowy: Ursula van der Leyen na Komisję Europejską, Josep Borell na unijną służbę zagraniczną, a nade wszystko Christine Lagarde na Europejski Bank Centralny.
Natomiast Orban z Morawieckim, wespół zespół strzelili gola samobója sobie i całemu regionowi. Po raz pierwszy od lat Europa Środkowo-Wschodnia nie uczestniczy w podziale europejskiego tortu! Morawieckiemu udało się zarazić naszą część Europy bezpłodną strategią destrukcji, bez żadnego planu pozytywnego.
Skoro Szydło „poniosła zwycięstwo” w proporcji 1:27 to nie wątpię, że porażka Morawieckiego też zamieni się w sukces w telewizji Kurskiego. Ten zmyślony świat, w którym czarne zamienia się w białe, kończy się na Odrze i Nysie. Dalej panuje zdumienie, że kraj budujący Unię i zbierający przez lata bogate owoce swej pozytywnej postawy, zaczął sam sobie szkodzić i dobrowolnie zasiadł w unijnej oślej ławce.
