Odnotowując krajowe różnice, warto szukać wspólnych powodów rocznicowej smuty, w 30 lat po wielkim zrywie wolnościowym Europy Środkowo-Wschodniej. Jesień Ludów roku 1989 przyniosła wolność krajom o płytkiej tradycji demokracji i odpowiedzialności za własne losy. Jakże inna była pedagogika komunizmu! Pierwsze zachłyśnięcie wolnością szybko zderzyło się z realiami gospodarki rynkowej i innymi reformami, które wywróciły życie milionów ludzi do góry nogami. Po okresie instytucjonalnej ucieczki od komunizmu, która w Polsce miała szokowy charakter, zaczął się żmudny proces dostosowań do Unii Europejskiej. Nasz świat cierpliwie wypełniał „kryteria kopenhaskie”, warunkujące członkostwo. Nie był to porywający intelektualnie proces, lecz naśladownictwo – importowana okcydentalizacja ustroju, która niosła z sobą ewolucję obyczajową. Na początku pragnienie „powrotu do Europy” przeważało, ale już wtedy obecny był nurt szukający powrotu do korzeni, rodzimej tradycji - choćby siermiężnej, ale swojskiej.

REKLAMA
Unia Europejska jedną ręką nam ten proces dostosowań ułatwiała, ale drugą ręką utrudniała. Osładzała reformy przez fundusze europejskie. Fundusze przyszły w samą porę. Ustrojowo Europa Środkowo- Wschodnia była już bliska europejskim standardom, ale miała wielkie zaległości infrastrukturalne (szczególne Polska). Od roku 2004 pojawił się pieniądz inwestycyjny, szczególnie doceniony przez samorządy. Utrudnieniem było natomiast wspinanie się na wyższy poziom integracji w czasie historycznego rozszerzenia Unii. Po pierwsze, w postaci unii walutowej. Po drugie, w postaci konstytucji europejskiej. Zachodnie elity forsowały traktat konstytucyjny nie bacząc na wrażliwość krajów od niedawna suwerennych, dla których konstytucja jest zwieńczeniem państwa narodowego. Fiasko konstytucji wcale mnie nie zmartwiło, bo podcięło skrzydła europejskim federalistom, którzy chcieli zamienić Unię Europejską w Stany Zjednoczone Europy. Wsiadaliśmy do pociągu, który przyspieszał. Niewygoda!
W Europie Środkowo-Wschodniej łatwiej niż gdziekolwiek o nostalgie za utraconym bezpieczeństwem socjalnym komunizmu. Łatwiej demontować ustrojowe bezpieczniki, słabo zakotwiczone w kulturze politycznej. Łatwiej sprowokować odruchy godnościowe i pragnienie obrony tradycyjnego sposobu życia. Łatwiej o odmrożenie tożsamości etnicznej, plemiennej, tłumionej w dobie komunizmu i nadanie jej wykluczającego, szowinistycznego charakteru, co najbardziej ilustruje los byłej Jugosławii. Była to żyzna gleba dla prawicowego populizmu, zanim dwa wielkie kryzysy rozlały populizm na całą Europę. Kryzys gospodarczy wstrząsnął Południem Europy. Kryzys migracyjny rozpalił nacjonalizmy, uśpione na Zachodzie i na Wschodzie po II wojnie światowej. To dziejowy paradoks, że zarówno 60 -ta rocznica Traktatów Rzymskich (2017), jak i 30-ta rocznica Jesieni Ludów (2019), były świętem elit, a ruchy masowe organizowały się w proteście! Przykry paradoks, bo trudno zaprzeczyć, że wspólnota europejska ponad granicami to najlepszy los, jaki mógł się przydarzyć Europie. Polityczna smuta 30-lecia Jesieni Ludów nie przekreśla ogromnego skoku cywilizacyjnego dawnych krajów RWPG. Ujawnia się on przez porównanie z losem Ukrainy i innych krajów zza wschodniej granicy. A także, z zawiedzionymi nadziejami, łączonymi z Arabską Wiosną roku 2011, która szybko zamieniła się w arabską zimę.
Trudno dziś o sprawiedliwą ocenę minionego 30-lecia, co rodzi niepokój o przyszłość. Unia Europejska mierzy się z nowymi wyzwaniami, będąc w miernej kondycji, tracąc Wielką Brytanię. Pobudzanie narodowych egoizmów przez takich przywódców, jak Salvini, Le Pen, Orban i Kaczyński źle wróży naszej części Europy, którą Putin wciąż uważa za strefę rosyjskich wpływów, czasowo utraconą…