Zanim dopadła nas pandemia, największym kłopotem UE był brexit. Zwłaszcza bezumowny brexit i jego skutki. Są trudno policzalne, ale wiadomo, że - oprócz szczególnego przypadku Irlandii - w grupie krajów najbardziej stratnych jest Polska. Nie tylko dlatego, że Wielka Brytania to dla nas trzeci rynek eksportowy (58.2 mld zł w roku 2018). Także dlatego, że nieuregulowana kwestia migracji uderza w setki tysięcy naszych rodaków na Wyspach. Sygnały dochodzące z Londynu świadczą o woli ograniczenia liczby gastarbeiterów na tamtejszym rynku pracy.

REKLAMA
Na razie jesteśmy w rocznym okresie przejściowym, który wygląda tak, jakby w relacji Unia – Wielka Brytania nic się nie zmieniło. Ale to cisza przed burzą. Już przed pandemią, uzgodnienie przyszłych relacji do końca 2020 roku graniczyło z cudem. Jest tego mnóstwo, a wszystko skomplikowane. Od handlu po status cudzoziemców w Anglii. A teraz? Teraz nikt nie ma głowy do brexitu, zajęty ratowaniem ludzkiego życia i gospodarki. Zbladła także idea Europejskiego Zielonego Ładu! Kosztowne regulacje ekologiczne mogłyby utrudnić odbudować gospodarkę po głębokiej recesji.
Premier Johnson, swoim zwyczajem, gra va banque. Tak jak z koronawirusem, za co zapłacił on sam i setki jego rodaków. Teraz ryzykuje zdrowiem gospodarczym UE i własnego kraju. Odrzuca możliwość przedłużenia okresu przejściowego. Świadom szczególnych okoliczności, chciałby pewnie docisnąć europejskich liderów, licząc na ich odpowiedzialność - by ugrać maksimum korzyści i minimum zobowiązań. Korzyści to oczywiście dostęp do wspólnego rynku, szczególnie do rynku finansowego dla londyńskiego City. Liczy na złamanie solidarności 27 krajów. Tym bardziej potrzebny jest zwarty front UE, z którego chętnie wyłamywała się Polska PiS. Szykuje się wojna nerwów, w najmniej stosownym momencie. Przy takim podejściu, groźba „twardego” Brexitu jest większa, niż szansa wynegocjowania porozumienia.
To jest niepokojąca perspektywa, ponieważ w drugiej połowie 2020 roku europejska gospodarka powinna budzić się z hibernacji, wspomagana przez pakiety stymulacyjne, zastępujące pakiety osłonowe. Narodowe i unijne. Koronawirus zerwał łańcuchy dostaw towarowych, pomimo wysiłków Brukseli, by ocalić tzw. „zielone korytarze”. Będą wiązane na nowo, ale trzeba sobie wyobrazić dramat na granicy celnej z Wielką Brytanią w styczniu 2021 roku – w sytuacji chaotycznego brexitu!
Rysuję czarny scenariusz dla Europy, w nadziei, że się nie spełni. Dźwigając się z gospodarczej zapaści, głębszej niż w roku 2009, europejska gospodarka może doznać nowego szoku, w wyniku nieuregulowanego brexitu. Nie będzie to szok współmierny z szokiem koronawirusa, ale zdarzy się w najgorszym możliwym czasie. Byłaby to wielka porażka polityki, ale piłka jest niezmiennie po drugiej stronie kanału La Manche - od czasu nieszczęsnego referendum roku 2016.