Na co dzień media - niby publiczne, a tak naprawdę rządowe - obrzydzają Unię Europejską, jako siedlisko moralnej zgnilizny, przystani dla arabskich uchodźców i nieporadności w zmaganiach z koronawirusaem. Od święta, Unia wraca do łask, bo daje pieniądze na obietnice wyborcze Dudy lub Morawieckiego. Tak było w maju 2019, czyli w czasie eurowyborów, kiedy PiS umieścił Polskę w „sercu Europy” . Oczywiście, ta sezonowa miłość do UE nie przetrwała wyborów europejskich. Wróciło sączenie anty-europejskiego jadu. Od czasu pamiętnego wyprowadzenia przez premier Szydło unijnej flagi ze swego urzędu, UE jest portretowana jako organizacja obca polskim interesom i zagrażająca tradycyjnej polskiej rodzinie. Przyczyna jest prosta – Unia, ze swoimi standardami, przeszkadza Kaczyńskiemu w urządzaniu Polski po swojemu. Podobnie jest na Węgrzech Orbana.
UE wraca do łask, gdy sypnie groszem.
REKLAMA
Ponowne miłosne nawrócenie przeżywa były europoseł, obecnie prezydent Duda. Do niego należą skandaliczne słowa, wypowiedziane12 marca 2018 w Kamiennej Górze. Porównał członkostwo Polski w Unii do utraty przez Polskę niepodległości w wyniku zaborów. Insynuował, że o naszych sprawach decyduje się w „odległych stolicach” i „tam zabiera się pieniądze, które my wypracowujemy” i że „tak naprawdę pracujemy na rachunek innych”. Trudno o bardziej zafałszowany obraz naszej obecności w UE. I nagle, ten sam człowiek, przed eurowyborami 2019 proponował wprowadzenie UE i NATO do naszej konstytucji! Tej, na którą przysięgał i którą wielokrotnie łamał! Po wyborach jego retoryka wróciła na stare tory. Teraz znowu Unia staje się potrzebna, by sfinansować jego obietnice wyborcze.
Podobne zwroty i nawroty łatwo wyśledzić u innych czołowych postaci PiS, na czele z premierem Morawieckim. Nasz mało prawdomówny premier zdumiał uczestników Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach w roku 2018, zaliczając Polskę do płatników netto w Unii. W ten sposób podsumował 110 mld euro pozyskanych już wtedy z Unii na czysto, po odjęciu składki. Ale w sezonie wyborczym 2020, znowu uderza w pro-europejskie tony. Konsekwentna jest jedynie posłanka Pawłowicz, dla której flaga UE to wciąż „unijna szmata”…
Polska jest jedynym krajem członkowskim upomnianym przez Brukselę za to, że notorycznie skrywa unijne źródło pochodzenia funduszy, które pozwalają zrealizować rozmaite inwestycje, a rządowym notablom stwarzają szansę celebry i przecinania wstęgi. Skrywa dlatego, że unijna pomoc przeczy codziennemu praniu mózgów w TVP Kurski, gdzie UE jest piętnowana jako nieużyteczny, biurokratyczny twór, w dodatku nieprzyjazny Polsce.
Sezonowa, wyborcza miłość PiS do Unii Europejskiej nie przetrwa drugiej rundy wyborów prezydenckich. Dlatego ten najwyższy urząd w kraju powinna piastować osoba, która doskonale rozumie wartość UE dla naszego bezpieczeństwa i szans rozwojowych.
