Kaczyński traktuje zwycięskie wybory 2019-20 jako przyzwolenie na niszczenie tych enklaw niezależności, które przetrwały „dobrą zmianę”. Solą w oku jest samorząd terytorialny – niezależny prawnie i finansowo od rządu w Warszawie.

REKLAMA
Samorząd, już przed pandemią, był szykanowany na wiele sposobów. Po pierwsze, finansowo. Rośnie luka pomiędzy kosztami zadań zleconych przez rząd, a dotacjami (oświata itp.), do czego dochodzą straty w dochodach, spowodowane reformą PIT. Tak okaleczony samorząd nie został objęty tarczą antykryzysową, chociaż został mocno dotknięty przez zamrożenie gospodarki. Towarzyszy temu propaganda, oskarżająca samorządy o zamach na integralność terytorialną Polski.
Niepokorne Pomorze od lat stanowi podręcznikową ilustrację rozprawy z „warczącymi” samorządami. Dziś jest to dramat Lotosu – gospodarczej lokomotywy regionu, najważniejszego mecenasa kultury i sportu. To, co jest nazywane fuzją z Orlenem, jest de facto rozgrabieniem Lotosu. Zgoda Komisji Europejskiej jest warunkowa, a te warunki to wstrząsająca lektura, bo oznaczają zaprzepaszczenie wieloletniego dorobku Lotosu (utrata 80 proc stacji benzynowych, składów paliw, magazynów, udziałów w spółce dostarczającej paliwo lotnicze itp.). Na tych kawałkach ma się założyć konkurent zagraniczny, któremu trzeba zafundować terminal w Szczecinie. Sensu w tym nie widzę!
A przecież, przed Lotosem, łupem Orlenu padła inna kluczowa dla Pomorza firma – Energa. Przejęta w kwietniu 2020 r. przez Orlen za ułamek wartości, którą to wartość traciła za sprawą wmuszenia firmy w ratowanie górnictwa węglowego i nonsensowną budowę bloku węglowego w Ostrołęce. Doświadczenie z kolonizacją sektora państwowego przez „miernych, ale wiernych” to zły prognostyk dla tworzonego koncernu, który jest molochem na krajowym podwórku, ale niewielkim graczem na europejskim rynku.
Nie tylko „pulpity sterownicze”, zabierane z Pomorza, świadczą o tym, że region jest w niełasce. Cierpią priorytety transportowe regionu. Trasa S6 łącząca Trójmiasto z Szczecinem przestaje interesować rząd w okolicy Słupska. Newralgiczny odcinek wschodni ma być budowany w formule Partnerstwa Publiczno-Prywatnego. A to znaczy, że będzie później i drożej. W toku kampanii wyborczej PiS zdobył się na paskudny szantaż po opowiedzeniu się prezydenta Gdyni po stronie Trzaskowskiego: wygra Trzaskowski, to nie będzie Drogi Czerwonej, życiodajnej arterii dla miasta i portu!
Na transporcie i finansach się nie kończy. Jest jeszcze tandem ministrów Gliński-Sellin, którzy zabrali się za ikony pomorskiej kultury i pamięci z wdziękiem godnym politruków PRL-u. Przejęli Muzeum II Wojny Światowej, najmądrzejsze z wojennych muzeów, bo pokazywało wojnę jako śmierć i zniszczenie. Nękają Europejskie Centrum Solidarności, aktualnie próbując zawłaszczyć historyczne tablice z Sierpnia 1980.
PiS zachowuje się na Pomorzu jak kolonizator na podbitych terenach. Przyczółkiem zdobywców jest wojewoda, który ostrzegał, że Kaszubi czyhają na jednolitość naszego państwa, ale nie był skory do pomocy dla ofiar nawałnicy z sierpnia 2017 roku. Na szczęście, Unia Europejska uruchomiła Fundusz Solidarności na pokrycie strat na Pomorzu. Oto paradoks –„wyimaginowana wspólnota” pomaga, gdy własny rząd szkodzi! Pomorze to poligon doświadczalny dla rozprawy z samorządnością, ostatnią redutą polskiej demokracji.