W przeciwieństwie do UPR-u Korwina-Mikke – partii księżycowych pomysłów, Unia Europejska uprawia politykę realną, wpływając na losy milionów mieszkańców naszego kontynentu. Polityka jest sztuką tego, co możliwe. To, co możliwe, komplikuje się, gdy trzeba uzgadniać nie tylko interesy partyjne, ale także narodowe, w trójkącie Komisja Europejska – Rada – Parlament Europejski. Wypadkowa tych interesów często jest daleka od szumnych deklaracji. Doskonałą ilustracją jest rozpatrywana właśnie regulacja, wiążąca fundusze europejskie z stanem praworządności. Dotyczy wszystkich 27 krajów, ale oczywistej inspiracji dostarczył Budapeszt i Warszawa. Sankcja finansowa, czyli możliwość zawieszenia funduszy dla kraju, który łamie zasadę państwa prawa, pojawiła się, gdy bezzębna okazała się procedura z art. 7 traktatów, wszczynana w razie naruszenia wartości Unii. Zatem chodziło o to, by tym razem nie skończyło się na gadaniu. Dlatego Komisja Europejska zaproponowała szeroki zakres okoliczności, które usprawiedliwiają uruchomienie sankcji oraz formułę tzw. odwróconej większości kwalifikowanej (qualified reversed majority), która utrudnia odrzucenie tej decyzji. No i zaczęła się unijna real-politik. Trzeba było pozyskać zgodę Orbana i Morawieckiego, gdyż grozili zablokowaniem całego pakietu budżetowego, przy którym obowiązuje zasada jednomyślności. Zatem, na forum Rady zawężono przesłanki uruchomienia sankcji, a ułatwiono ich zablokowanie. W ten sposób szumne zapowiedzi sankcjonowania krajów, które jawnie łamią zasadę praworządności mogą zamienić się w równie bezzębną procedurę jak procedura z art. 7. Nie zgadza się na to Parlament Europejski, ale polityka realna zdaje się wygrywać z deklaracjami.
Unia polityki realnej
REKLAMA
Nie jedyna to ilustracja rozejścia się unijnych rozstrzygnięć z unijnymi wartościami. Największym sukcesem europejskiej integracji jest wspólny rynek. Ogromna szansa dla naszych krajów po historycznym spotkaniu Zachodu ze Wschodem w roku 2004. Znakomicie przez nas wykorzystana. Zrodziło to jednak kontrofensywę, z Francją w roli głównej. Nowe regulacje dotyczące pracowników delegowanych i pakietu mobilności są sprzeczne z ideą wspólnego rynku, mają posmak protekcyjny. Szczególnie bolesny dla Polski. O ile w Parlamencie Europejskim udało się wynegocjować zadawalające kompromisy, na forum rządowym ujawniła się słabość rządu PiS.
Obszarem notorycznych napięć pomiędzy deklarowaną obroną unijnych wartości, a prozaicznymi interesami, przede wszystkim gospodarczymi, są relacje z krajami trzecimi, przede wszystkim z Rosją. Nawet w epoce awanturniczej polityki zagranicznej Putina (aneksja Krymu, wojna w Donbasie) i represyjnej polityki wewnętrznej, trudno jest osiągnąć wspólny front 27 krajów, gdy mowa jest o sankcjach. Tu także wychodzi słabość dzisiejszej Polski, która wcześniej miała istotny wpływ na politykę wschodnią całej Unii.
Wniosek może być tylko jeden. Jeśli chcemy być podmiotem polityk wewnętrznych i zagranicznych Unii Europejskiej, trzeba odzyskać wiarygodność, utraconą po roku 2015!
