„Nie przeceniajmy tych środków” – radziła wiernym na antenie Radio Maryja europosłanka Beata Kempa. Mówiła o unijnych euro, w których aktualnie zarabia. To i tak łagodna wypowiedź na tle agresywnej, antyunijnej kampanii, która osłania samobójczą wojnę wypowiedzianą przez rząd PiS całej Europie. Grożąc budżetowym wetem, jeśli fundusze UE będą powiązane z praworządnością, Węgry i Polska przyznały wprost, że łamią rządy prawa. Zgłosiły gotowość pozbawienia własnych społeczeństw miliardowych funduszy, byle tylko mieć wolną rękę na krajowym podwórku. Trzeba więc wytoczyć działa propagandowe ciężkiego kalibru: Polacy, nic się nie stało, przecież PiS broni polskiej suwerenności przed „niemiecką” Unią!

REKLAMA
PiS przeżywał krótką, sezonową miłość do UE w trakcie wyborów europejskich roku 2019. Wtedy nastąpiło europejskie nawrócenie prezydenta Dudy, który zaproponował wpisanie Unii Europejskiej i NATO do naszej konstytucji. Ten sam człowiek straszył Polaków euro jako kandydat na urząd prezydenta w roku 2015. Bowiem próby deprecjonowania Unii i jej zbrzydzania w oczach Polaków mają długą tradycję i bogatą dokumentację. Prezydent ma w tym dziele mocnego konkurenta w osobie premiera. Unia dla Dudy jest „wyimaginowaną wspólnotą, z której dla nas niewiele wynika”. Tak niewiele, że Morawiecki sprowadza pożytek z unijnych funduszy do „pomocy w odnawiania chodników”. Duda w roku 2018 (Kamienna Góra) porównał nasze członkostwo w Unii do utratę przez Polskę niepodległości w wyniku zaborów. Insynuował, jakoby o naszych sprawach decydowano w odległych stolicach, gdzie „zabiera się pieniądze, które my wypracowujemy”. Trudno o bardziej fałszywy obraz obecności w Unii kraju, który od roku 2004 otrzymał z budżetu UE na czysto, po odliczeniu składki 130 mld euro. Ale tu znowu z Dudą ściga się Morawiecki, który na kongresie gospodarczym w Katowicach w roku 2018 zaliczył Polskę do płatników netto!
Politycy PiS chętnie przecinają wstęgę na kończonych inwestycjach, które na ogół są zasługą poprzedników i na ogół stały się możliwe dzięki funduszom UE. O tym nie wspominają, a udział Unii deprecjonują. Dlatego rząd PiS, jako jedyny został pouczony o obowiązku informowania o udziale Unii w finansowaniu polskich projektów. Milczą o tym, bo to nie idzie w parze z codziennym praniem mózgów, portretującym Unię jako biurokratyczny twór, nieprzyjazny i nieprzydatny Polsce.
Teraz mamy wzmożenie tej kampanii, bo trzeba mocno odurzyć Polaków, by uwierzyli, że wetowanie budżetu, w którym kryją się miliardy dla Polski jest „wstawaniem z kolan” w obronie naszej suwerenności. By nie dali się przekonać, cytując Kaczyńskiego, że „białe jest białe, a czarne jest czarne”!