Raz na dziesięć lat (lub mniej więcej coś koło tego) każdy z nas robi te same głupstwa jakby nie pamiętał poprzednich doświadczeń!

REKLAMA
Co dowodzi, że iluzje naszego umysłu są silniejsze niż nasza wola postępu.
Mniej więcej dziesięć lat temu byłem w Prowansji i byłem przekonany, że to miejsce piękne i pełne inspiracji ale, że nie ma sensu tam wracać. Pobyt w Prowansji kończy się, bowiem zawsze doświadczeniem bycia sardynką w puszce przejechana przez holenderskiego campera.
Kiedy, jednak po wielu latach tamto doświadczenie się zatarło, a znajomi kupili dom i postanowili nas zaprosić uznałem, że będzie pięknie odnowić doświadczenie tego niezwykłego miejsca: starożytnego Arles, Camargue, Luberon i wielu innych miejsc pełnych koloru i stylu życia opartego bardziej na radości chwili niż czymkolwiek innym.
Rzeczywiście, kilkudniowy pobyt u znajomych był miły z racji ich towarzystwa, ale reszta była dokładnie taka jak dziesięć lat temu: ścisk, hałas, zapach silników nad powierzchnią morza etc. Morze z zimną wodą, bo wiał mistral itp. Cóż przez następne dziesięć lat się nie wybieram. A później? Kto wie?
Podobnie mniej więcej raz na dziesięć lat piję kawę, w tym cappuccino. Zawsze w moim przypadku kończy się tak samo; senność i dolegliwości gastryczne. I znów, choć minęło, zaledwie dziesięć lat postanowiłem dać sobie szansę. Wokół wszyscy piją, komplementują, stawia ich to na nogi, więc dlaczego nie ja? A że dziesięć lat temu.... Tego już prawie nie jestem pewien, nie pamiętam. To jakby sen. Więc cóż - dam się uwieść! A efekt ten sam co wówczas. Dzień w toalecie.
Słyszę podobne historie od znajomych dotyczące oczywiście zupełnie innych sytuacji, choć wszędzie powtarza się zasada po dziesięciu latach każde głupstwo jest znów możliwe.
Choć jak każda zasada ma ona swoje odstępstwa. W moim przypadku jest to Wenecja. Zawsze, co roku, tam trafiam z przekonaniem, że tym razem Wenecja mnie zawiedzie; upał, turyści, kicz i wysokie ceny. I jak zawsze jest inaczej, choć to przecież wbrew jakiemukolwiek rozsądkowi. Wenecja w sierpniu? Tak, właśnie.
Kolor wody, bryza na twarzy przy wizycie na sąsiedniej wyspie Torcello, spaghetti alle vongole, kanapeczki w Osteria dei Boci i cała reszta! Łącznie z Bellinim w Chiesa di Zaccheo. Wszystko na medal!
logo
Zosia pierwszy raz w Wenecji. Czy wróci tu za rok wbrew zasadzie?