Krąży z rąk do rąk i z ust do ust już kilka miesięcy. Owiana legendą, przekazywana ze ściszonym głosem i tajemniczym uśmiechem na ustach. Niczym odnaleziona Schultzowska "księga". Oczekiwane słowo. Co? Mowa Baumana.

REKLAMA
Wygłoszona w maju na zjeździe krakowskiej Kuźnicy tajemnicza mowa Baumana, zawiera odpowiedzi na pytanie: co z tą lewicą?
Kilka stron uważnej refleksji o kondycji polityki i zapaści lewicy. Tekst wart lektury, ale póki co - dostępny tylko wtajemniczonym. Dlatego postanowiłem trochę rozpowszechnić jej treść.
Główne tezy tego wystąpienia poznałem w czerwcu - dokładnie 30 czerwca 2011 roku, na dzień przed rozpoczęciem polskiej prezydencji w Unii.
W Krasnogrodzie miała miejsce uroczystość otwarcia ośrodka "Pogranicze" w dawnej posiadłości kuzynów Czesława Miłosza. To dziś bez wątpienia najciekawsze miejsce po Miłoszu w kraju. Bauman, Wodziński, Markowski - mieli tam wykłady w obecności pary prezydenckiej. Wykłady o inności, o Europie, o dialogu. Po tych zajęciach pojechaliśmy na obiad do restauracji "Pod Sieją" nad Wigrami. I gadaliśmy po drodze i na miejscu, o kondycji polityki. Tamte opinie w dużym stopniu znalazły się w słynnej mowie! O co więc chodzi?
Najmocniejsza teza profesora Baumana, to teza o rozejściu się mocy i polityki. Polityka dziś nie ma mocy sprawczej, czyli zdolności do działania. Polityka tylko udaje, że działa. Pozoruje! Nie ma mocy! Nie ma tej mocy i to z wielu powodów. Po pierwsze, pozbyła się wielu narzędzi w skutek prywatyzacji przemysłu i banków. Po drugie, wielkie przemiany spowodowane globalizacją i swobodnym przepływem kapitału doprowadziły do sytuacji, w której regulacje lokalne, czyli krajowe - są mało skuteczne. Po trzecie, zmiany w przemyśle doprowadziły do tego, że nie ma wielkich grup pracowniczych. Przemysł wytwarza zaledwie kilka procent wzrostu w USA. Sytuacja w Niemczech i w Polsce - relatywnie najlepsza - jest i tak zupełnie inna niż sto lat temu. Dziś żadna władza w Europie nie ma prawdziwych zdolności do działania. Jest to teza wdzięczna i w części prawdziwa. Ale przecież nie jest tak, że politycy nie mogą zrobić całej masy działań, mniej spektakularnych niż drukowanie pieniędzy w narodowych bankach, czy dofinansowanie kulejących zakładów państwowych!
Przeciwnie, gdyby to politycy byli dziś zdolni i wykształceni do działania, tak jak menadżerowie korporacji, to - mając za sobą państwo - wiele mogliby mimo wszystko zdziałać - także w przemyśle!
Inna teza profesora: lewica i prawica, to to samo!
Liberalna gospodarka i nic więcej! Lewica zrezygnowała z własnej koncepcji gospodarczej i proponuje w zasadzie to samo, co prawica. Deregulacja, outsourcing, rozproszenie odpowiedzialności.
Dziś czołowi politycy lewicy, jedynie powtarzają propozycje liberałów i nic więcej. Wraz z upadkiem komunizmu presja na bardziej społeczne myślenie w kapitalizmie całkowicie się skończyła. Symbolem takiego myślenia w kraju jest Leszek Miller z jednej strony, a z drugiej Dariusz Rosati. Obaj politycy, rzekomo lewicowi, a w gruncie rzeczy liberalni i konserwatywni.
Z tą tezą mogę się zgodzić, choć przykłady z Ameryki Południowej, a w szczególności Luli, też temu przeczą. Jest wciąż ogromny potencjał rozwojowy w sytuacji zmniejszania nierówności. Najsłabiej zarabiający, a nie najlepiej jak chcą liberałowie - stanowią wciąż największy potencjał rozwoju. To zresztą i dla Baumana jest kryterium dzisiejszej lewicowości - więcej równości!
I wreszcie najważniejsza moim zdaniem teza, to propozycja nowych wartości, a zarazem starych wartości, jako podstawowych narzędzi polityki lewicowej dzisiaj. Oprócz wspomnianej już równości, to ciągła myśl o najsłabszych w społeczeństwie. Niby nic. A przecież to jest dziś oś sporu.
Dla liberałów to właśnie silny, bogaty, wykształcony jest podstawą rozwoju. Jego dalsze sukcesy mają dać w konsekwencji poprawę losu pozostałych. I to poprawę losu ludzi z miast, czy regionów! Tymczasem lewica kierując się do słabszego, nie tylko w sposób radykalny wyraża inne niż wzrost priorytety, ale także praktycznie nazywa niedającą się zasypać przepaść z prawicą.
Na zadane przeze mnie rok temu pytanie: kto bardziej zostanie w polskiej kulturze, Gombrowicz czy Miłosz? - profesor odpowiedział wówczas: Harry Potter.
I niech to będzie znak czasu.