Co kilka, najrzadziej kilkanaście miesięcy, mamy w Polsce "katastrofę", "wielką katastrofę" lub "prawie katastrofę".
REKLAMA
Samoloty, samochody, pociągi, busy – to maszyny, które na zmianę się rozbijają, wykolejają, spadają. Jeśli z czegoś słynie nasz kraj w ostatnich latach, to z jakiejś katastrofy.
Oczywiście świat pełen jest katastrof. Powodzie na Filipinach, trzęsienia ziemi w Japonii, tajfuny w USA są coroczną plagą, o której informują media. Są to jednak katastrofy spowodowane przez siły natury, w których ludzie lepiej lub gorzej sobie radzą.
Nasze plagi są jednak całkiem inne!
To plagi ludzkiej woli, słabości charakteru lub frustracji z powodu statusu społecznego. Oczywiście każda z tych naszych tragedii ma swoją "indywidualną" historię.To zawsze jest błąd konkretnych ludzi, często wzmocniony w skutkach fatalnym stanem maszyn i różnych urządzeń. A jednak trudno nie uznać, że w tym wszystkim jest coś nam wspólnego, co leży u podstawy każdej z wspomnianych tragedii.
Gdy tak szukam jakiś ogólnych przyczyn, to, to co mi się rzuca w oczy, to jakiś nasz "wschodni" brak szacunku dla procedur i gdzieś głęboka zgoda na nieliczenie się z pojedynczą śmiercią.
Śmierć kraju, śmierć narodu, to są nasze normy. Pojedynczy człowiek i jego tragiczna śmierć jest zawsze wtórna, jest rodzajem cienia wspólnej sprawy.
Pojedyncza śmierć jest zawsze ubrana w szaty "sprawy".
Mówimy: "polski pilot wylądował bez kółek". NIE pilot LOT-u, ale "polski" pilot. Doszukujemy się intrygi wrogów Polski, w katastrofie lotniczej. Przelana krew – nie bezmyślnie rozlana – ale przelana właśnie. Niech ta śmierć stanie się znakiem, niech służy – itp. W cieniu wielkiej sprawy śmierć jest oswojona i nie razi! Za dużo było tej przelanej krwi i stąd ten sposób, aby sobie z nią poradzić.
Temu stosunkowi do śmierci często towarzyszy też brak wiary w państwo, w jego administrację i procedury.
Dlatego z taką łatwością widzimy jak wielu ludzi kieruje się "swoim" rozumem, własnym doświadczeniem, a nie normą - swoją drogą, w kraju gdzie jest tak dużo absurdalnej biurokracji to wcale nie dziwi. Połączenie tych dwu spraw: braku sprawnego państwa i lekceważenia prywatnego życia, daje efekt kolejnych tragedii komunikacyjnych.
Komunikacja dochodzi do skutku, ale nie w wymiarze realnym lecz w wymiarze symbolicznym!
Oczywiście świat pełen jest katastrof. Powodzie na Filipinach, trzęsienia ziemi w Japonii, tajfuny w USA są coroczną plagą, o której informują media. Są to jednak katastrofy spowodowane przez siły natury, w których ludzie lepiej lub gorzej sobie radzą.
Nasze plagi są jednak całkiem inne!
To plagi ludzkiej woli, słabości charakteru lub frustracji z powodu statusu społecznego. Oczywiście każda z tych naszych tragedii ma swoją "indywidualną" historię.To zawsze jest błąd konkretnych ludzi, często wzmocniony w skutkach fatalnym stanem maszyn i różnych urządzeń. A jednak trudno nie uznać, że w tym wszystkim jest coś nam wspólnego, co leży u podstawy każdej z wspomnianych tragedii.
Gdy tak szukam jakiś ogólnych przyczyn, to, to co mi się rzuca w oczy, to jakiś nasz "wschodni" brak szacunku dla procedur i gdzieś głęboka zgoda na nieliczenie się z pojedynczą śmiercią.
Śmierć kraju, śmierć narodu, to są nasze normy. Pojedynczy człowiek i jego tragiczna śmierć jest zawsze wtórna, jest rodzajem cienia wspólnej sprawy.
Pojedyncza śmierć jest zawsze ubrana w szaty "sprawy".
Mówimy: "polski pilot wylądował bez kółek". NIE pilot LOT-u, ale "polski" pilot. Doszukujemy się intrygi wrogów Polski, w katastrofie lotniczej. Przelana krew – nie bezmyślnie rozlana – ale przelana właśnie. Niech ta śmierć stanie się znakiem, niech służy – itp. W cieniu wielkiej sprawy śmierć jest oswojona i nie razi! Za dużo było tej przelanej krwi i stąd ten sposób, aby sobie z nią poradzić.
Temu stosunkowi do śmierci często towarzyszy też brak wiary w państwo, w jego administrację i procedury.
Dlatego z taką łatwością widzimy jak wielu ludzi kieruje się "swoim" rozumem, własnym doświadczeniem, a nie normą - swoją drogą, w kraju gdzie jest tak dużo absurdalnej biurokracji to wcale nie dziwi. Połączenie tych dwu spraw: braku sprawnego państwa i lekceważenia prywatnego życia, daje efekt kolejnych tragedii komunikacyjnych.
Komunikacja dochodzi do skutku, ale nie w wymiarze realnym lecz w wymiarze symbolicznym!
