Ten list lekarza z Warszawy, przyszedł do redakcji latem 2009 roku jako głos w naszej akcji ''Polskie drogi''. I od dwóch dni jest najczęściej rozsyłanym tekstem na Facebooku.
REKLAMA
Możemy się tylko domyślać, że może to mieć związek z tragicznymi wypadkami do jakich
doszło w ciągu ostatnich dni: np. śmierci dwóch Chinek, potrąconych na
poboczu pod Warszawą, przez kobietę w BMW...
doszło w ciągu ostatnich dni: np. śmierci dwóch Chinek, potrąconych na
poboczu pod Warszawą, przez kobietę w BMW...
Jestem lekarzem, chirurgiem, pracuję w oddziale ratunkowym jednego z
największych warszawskich szpitali klinicznych. Stołeczne szpitale
rotacyjnie dyżurują w zakresie ostrych dyżurów urazowych. W jeden
dzień tygodnia przez 24 godziny trafiają do nas ofiary wypadków
komunikacyjnych z całego obszaru Warszawy i najbliższych okolic
podwarszawskich, a nawet z dalszych odległości, jeśli pacjent jest w
bardzo ciężkim stanie i wymaga specjalistycznego i kompleksowego
zaopatrzenia. Na tej podstawie czuję się upoważniony do wyrażenia
własnych wniosków co do sytuacji na drogach.
największych warszawskich szpitali klinicznych. Stołeczne szpitale
rotacyjnie dyżurują w zakresie ostrych dyżurów urazowych. W jeden
dzień tygodnia przez 24 godziny trafiają do nas ofiary wypadków
komunikacyjnych z całego obszaru Warszawy i najbliższych okolic
podwarszawskich, a nawet z dalszych odległości, jeśli pacjent jest w
bardzo ciężkim stanie i wymaga specjalistycznego i kompleksowego
zaopatrzenia. Na tej podstawie czuję się upoważniony do wyrażenia
własnych wniosków co do sytuacji na drogach.
Po pierwsze: media, policja i politycy kształtują całkowicie
nieprawdziwy obraz tego co się na polskich drogach dzieje. Gwoli
ścisłości: wszyscy są zgodni i ja też, bo wiem to z codziennej
praktyki, że na polskich drogach trwa nieustający horror. Tysiące
ludzi ginie zabitych przez drogowych morderców. To się zgadza.
Natomiast protestuję przeciwko powtarzaniu i powielaniu mitów co do
przyczyn tego stanu.
Co wynika z programów informacyjnych wszystkich kanałów telewizyjnych,
szczególnie w długie weekendy, w dniu 1 listopada lub w wakacje?
szczególnie w długie weekendy, w dniu 1 listopada lub w wakacje?
Wszystkie media, policja i politycy kreują następujący obraz
największego zagrożenia na polskich drogach:
największego zagrożenia na polskich drogach:
Wg nich jest to młodzieniec lat 20-25, który będąc pod wpływem
alkoholu lub amfetaminy, a najlepiej jedno i drugie, pędzi przez
środek miasta 200 km na godzinę stuningowaną beemką z ciemnymi
szybami, nie zatrzymuje się do kontroli policyjnej i po staranowaniu
kilkunastu samochodów zatrzymuje się na latarni.
alkoholu lub amfetaminy, a najlepiej jedno i drugie, pędzi przez
środek miasta 200 km na godzinę stuningowaną beemką z ciemnymi
szybami, nie zatrzymuje się do kontroli policyjnej i po staranowaniu
kilkunastu samochodów zatrzymuje się na latarni.
W lecie pierwszeństwo obejmuje motocyklista, szybkość wzrasta do 250
km/h, a nawet niektóre serwisy bez żenady mówią o 300 km/h.
km/h, a nawet niektóre serwisy bez żenady mówią o 300 km/h.
Diagnoza, utrwalona od wielu lat i powtarzana jako oczywisty,
niepodważalny dogmat jest jedna: największą przyczyną wypadków w
Polsce są: szybkość, brawura, alkohol. Czasem, z rzadka, gwoli już
największego obiektywizmu, ktoś jeszcze wspomni o dziurawych drogach i
kiepskim stanie technicznym pojazdów.
niepodważalny dogmat jest jedna: największą przyczyną wypadków w
Polsce są: szybkość, brawura, alkohol. Czasem, z rzadka, gwoli już
największego obiektywizmu, ktoś jeszcze wspomni o dziurawych drogach i
kiepskim stanie technicznym pojazdów.
Adekwatnie do tak zidentyfikowanych zagrożeń podejmuje się akcje: w
długi weekend tysiące policjantów czai się w krzakach z suszarkami i
alkomatami, słupów na fotoradary (w większości pustych) oraz znaków
ograniczenia prędkości jest już więcej niż reklam hurtowni.
długi weekend tysiące policjantów czai się w krzakach z suszarkami i
alkomatami, słupów na fotoradary (w większości pustych) oraz znaków
ograniczenia prędkości jest już więcej niż reklam hurtowni.
I wszyscy niezmiennie demonstrują zdziwienie, szok, oburzenie: "znów
na drogach w weekend zginęło 80 osób".
na drogach w weekend zginęło 80 osób".
To dlaczego zginęło? Na drogi wyległo tysiące policjantów, wszystkie
stacje telewizyjne na okrągło pokazywały ich w akcji, kiedy ofiarnie
wyskakują z lizakiem tuż przed pędzący samochód, a potem skruszony
kierowca dmucha w balonik. Czemu mimo to ci wszyscy ludzie zginęli, a
wielokrotnie więcej trafiło w ciężkim stanie do szpitala?
stacje telewizyjne na okrągło pokazywały ich w akcji, kiedy ofiarnie
wyskakują z lizakiem tuż przed pędzący samochód, a potem skruszony
kierowca dmucha w balonik. Czemu mimo to ci wszyscy ludzie zginęli, a
wielokrotnie więcej trafiło w ciężkim stanie do szpitala?
Z moich dwudziestoletnich obserwacji, popartych zresztą prowadzonymi
przeze mnie statystykami, wynika prosta odpowiedź: oni zginęli nie tam
gdzie stali policjanci, i zginęli nie z takich przyczyn, o jakich
wszyscy opowiadają . I nie chodzi tu o tak banalny fakt, że policjanci
stali na siedemdziesiątym kilometrze "gierkówki" a ktoś zginął na
siedemdziesiątym piątym.
przeze mnie statystykami, wynika prosta odpowiedź: oni zginęli nie tam
gdzie stali policjanci, i zginęli nie z takich przyczyn, o jakich
wszyscy opowiadają . I nie chodzi tu o tak banalny fakt, że policjanci
stali na siedemdziesiątym kilometrze "gierkówki" a ktoś zginął na
siedemdziesiątym piątym.
Chodzi o to, że w Polsce zdecydowana większość ludzi na drodze ginie w
zupełnie innych okolicznościach niż wynika to z obrazu kreowanego
przez media, policję i polityków.
zupełnie innych okolicznościach niż wynika to z obrazu kreowanego
przez media, policję i polityków.
Z moich statystyk wynika: małolat w czarnej beemce z ciemnymi szybami
pod wpływem amfetaminy lub alkoholu trafia do szpitala (lub trafiają
jego ofiary) raz na dwa miesiące. Motocyklista, który kogoś zabił,
trafia się raz na pół roku. Natomiast, motocyklista, którego ktoś
zabił lub próbował zabić, trafia do nas dwa razy w tygodniu.
pod wpływem amfetaminy lub alkoholu trafia do szpitala (lub trafiają
jego ofiary) raz na dwa miesiące. Motocyklista, który kogoś zabił,
trafia się raz na pół roku. Natomiast, motocyklista, którego ktoś
zabił lub próbował zabić, trafia do nas dwa razy w tygodniu.
A wiecie Państwo kto jest, też w moich statystykach, absolutnym
numerem jeden jeśli chodzi o liczbę ofiar? Jest to pani lat 30-40,
trzeźwa, w dobrym, służbowym samochodzie, przejeżdżająca pieszego na
pasach. To się zdarza CODZIENNIE, i to kilka - kilkanaście razy
dziennie.
numerem jeden jeśli chodzi o liczbę ofiar? Jest to pani lat 30-40,
trzeźwa, w dobrym, służbowym samochodzie, przejeżdżająca pieszego na
pasach. To się zdarza CODZIENNIE, i to kilka - kilkanaście razy
dziennie.
W 24-godzinny ostry dyżur urazowy, w zwykły dzień tygodnia, z terenu
Warszawy trafia do oddziału ratunkowego co najmniej 15 osób (cięższe
przypadki, w tym niektóre skrajnie ciężkie) oraz 30 na ortopedię
(lżejsze przypadki - złamania kończyn bez urazu głowy i narządów
wewnętrznych) - osób przejechanych podczas próby przekroczenia jezdni
na przejściu dla pieszych. I jeszcze jedna do kilku osób, które
trafiają już nie do nas, ale bezpośrednio do Zakładu Medycyny Sądowej,
na sekcję zwłok.
Warszawy trafia do oddziału ratunkowego co najmniej 15 osób (cięższe
przypadki, w tym niektóre skrajnie ciężkie) oraz 30 na ortopedię
(lżejsze przypadki - złamania kończyn bez urazu głowy i narządów
wewnętrznych) - osób przejechanych podczas próby przekroczenia jezdni
na przejściu dla pieszych. I jeszcze jedna do kilku osób, które
trafiają już nie do nas, ale bezpośrednio do Zakładu Medycyny Sądowej,
na sekcję zwłok.
Proponuję Państwu redaktorom "Gazety Wyborczej", zwykle bardzo
rzetelnie przygotowującej materiały do publikacji: sprawdźcie
ogólnopolskie statystyki we własnym zakresie. Ale krytycznie, nie na
zasadzie, że patrol policji wpisał w rubryce przyczyna wypadku:
szybkość, brawura itp. Po każdych wyborach publikujecie bardzo
dokładne statystyki kto gdzie na kogo głosował, w podziale na
kategorie wiekowe, materialne, miejsce zamieszkania, wykształcenie
itd. Opublikujcie, proszę, podobne statystyki w odniesieniu do
wypadków komunikacyjnych.
rzetelnie przygotowującej materiały do publikacji: sprawdźcie
ogólnopolskie statystyki we własnym zakresie. Ale krytycznie, nie na
zasadzie, że patrol policji wpisał w rubryce przyczyna wypadku:
szybkość, brawura itp. Po każdych wyborach publikujecie bardzo
dokładne statystyki kto gdzie na kogo głosował, w podziale na
kategorie wiekowe, materialne, miejsce zamieszkania, wykształcenie
itd. Opublikujcie, proszę, podobne statystyki w odniesieniu do
wypadków komunikacyjnych.
Jeśli najwięcej ludzi zabija 20-letni młodzieniec, to zakażmy
wydawania mu prawa jazdy przed 25. rokiem życia. Ale jeśli okaże się,
że najwięcej ludzi zostaje zabitych przez kierowców w wieku 30-60 lat,
trzeźwych, którzy nigdy w życiu nie przekroczyli 120 km/h, prawo jazdy
mają od co najmniej kilku lat (a tak właśnie jest !) - to mamy
problem.
wydawania mu prawa jazdy przed 25. rokiem życia. Ale jeśli okaże się,
że najwięcej ludzi zostaje zabitych przez kierowców w wieku 30-60 lat,
trzeźwych, którzy nigdy w życiu nie przekroczyli 120 km/h, prawo jazdy
mają od co najmniej kilku lat (a tak właśnie jest !) - to mamy
problem.
Bo żadna akcja policyjna ani kampania medialna, w dotychczasowej
formie, nie powstrzyma tej najgroźniejszej grupy morderców drogowych.
WPROST PRZECIWNIE: wszystkie te akcje tylko ich uspokajają: "Nie
jestem młodym kierowcą, mam zwykły samochód 1,3 litra, 70 koni, nie
grzeję "gierkówką" 180 km/h, nie piłem, więc jadę zadowolony z siebie,
prowadzę pewnie, bezpiecznie. Trzask! Lecące w powietrzu ciało
uderzonego pieszego. Wtargnęła na jezdnię! Wszyscy widzieli, wtargnęła
prosto pod koła, nie miałem szans!"
formie, nie powstrzyma tej najgroźniejszej grupy morderców drogowych.
WPROST PRZECIWNIE: wszystkie te akcje tylko ich uspokajają: "Nie
jestem młodym kierowcą, mam zwykły samochód 1,3 litra, 70 koni, nie
grzeję "gierkówką" 180 km/h, nie piłem, więc jadę zadowolony z siebie,
prowadzę pewnie, bezpiecznie. Trzask! Lecące w powietrzu ciało
uderzonego pieszego. Wtargnęła na jezdnię! Wszyscy widzieli, wtargnęła
prosto pod koła, nie miałem szans!"
Myślicie Państwo, że ktoś, kto kogoś przed chwilą zabił, ma chwilę
refleksji nad sobą? A może wręcz myślicie, że ktoś taki nie wygrzebie
się z wyrzutów sumienia do końca życia? Zapewniam, nic z tego. Policja
przywozi sprawców śmiertelnych wypadków do szpitala na pobranie krwi,
więc z nimi muszę rozmawiać, choć napełniają mnie wstrętem. Zero
refleksji! Zero wyrzutów sumienia! "To ta staruszka wtargnęła na pasy!
Jakie czerwone, jeszcze było żółte!". Pani przywieziona przez policję
zrobiła w oddziale ratunkowym awanturę mężczyźnie, którego pół godziny
wcześniej przejechała wraz z prowadzoną przez niego za rączkę
pięcioletnią córeczką na przejściu dla pieszych, a to oni mieli
zielone światło: "Gdzie lazłeś baranie! Ja miałam zieloną strzałkę, a
więc pierwszeństwo!"
refleksji nad sobą? A może wręcz myślicie, że ktoś taki nie wygrzebie
się z wyrzutów sumienia do końca życia? Zapewniam, nic z tego. Policja
przywozi sprawców śmiertelnych wypadków do szpitala na pobranie krwi,
więc z nimi muszę rozmawiać, choć napełniają mnie wstrętem. Zero
refleksji! Zero wyrzutów sumienia! "To ta staruszka wtargnęła na pasy!
Jakie czerwone, jeszcze było żółte!". Pani przywieziona przez policję
zrobiła w oddziale ratunkowym awanturę mężczyźnie, którego pół godziny
wcześniej przejechała wraz z prowadzoną przez niego za rączkę
pięcioletnią córeczką na przejściu dla pieszych, a to oni mieli
zielone światło: "Gdzie lazłeś baranie! Ja miałam zieloną strzałkę, a
więc pierwszeństwo!"
Głównymi przyczynami wypadków w Polsce nie są szybkość, brawura,
alkohol, dziurawe drogi, kiepskie samochody. Głównymi przyczynami są:
bezmyślność, skrajna głupota, kretynizm, debilstwo, idiotyzm i durnota
kierujących samochodami osobowymi.
alkohol, dziurawe drogi, kiepskie samochody. Głównymi przyczynami są:
bezmyślność, skrajna głupota, kretynizm, debilstwo, idiotyzm i durnota
kierujących samochodami osobowymi.
Las fotoradarów, ani suszarki w krzaczorach tego nie poprawią. Jedyne,
co może wpłynąć na zmniejszenie liczby ofiar na drogach, to
zdeterminowana, konsekwentna, organiczna, prawdziwa edukacja od
najmłodszych lat. I tu akcja "Gazety" spełnia rolę nie do
przecenienia. Jestem wam wdzięczny, że w pierwszym artykule
opisaliście nie dresiarza w beemce czy motocyklistę na tylnym kole,
ale panią w mercedesie, która zabiła pieszą na przejściu.
co może wpłynąć na zmniejszenie liczby ofiar na drogach, to
zdeterminowana, konsekwentna, organiczna, prawdziwa edukacja od
najmłodszych lat. I tu akcja "Gazety" spełnia rolę nie do
przecenienia. Jestem wam wdzięczny, że w pierwszym artykule
opisaliście nie dresiarza w beemce czy motocyklistę na tylnym kole,
ale panią w mercedesie, która zabiła pieszą na przejściu.
Dziś odbędzie się „rajd” z Tuskiem i Nowakiem radarów szlakiem! o 11:30 zjeżdżamy się samochodami pod Torwar i ruszamy we wspólną trasę "radarową". FOTORADARY w takim wydaniu TO DLA WŁADZY WYŁĄCZNIE SPOSÓB NA ŁATANIE BUDŻETU. Spodziewani są wśród nas nie tylko politycy różnych opcji ale i celebryci. Maski Tuska i Nowaka zapewniają organizatorzy :))
