Zacznijmy od expose PDT.
REKLAMA
"Co najmniej połowę dzisiaj regulowanych zawodów zamierzamy uwolnić od
wszelkich regulacji, które czynią te zawody typowo regulacyjnymi."
Projekt nie uwalnia nawet jednego zawodu od "wszelkich regulacji,
które czynią te zawody typowo regulacyjnymi".
Prawda jest porażająca - Minister Sprawiedliwości zastępuje jedne
regulacje innymi i nawołuje do poparcia tego dzieła.
Zacznijmy od zawodów prawniczych, których regulacja wyjątkowo - w
odniesieniu do całego projektu - należy do kompetencji ministra
sprawiedliwości.
Zawód: adwokat (aplikant adwokacki) !!!
Aplikacja ma być krótsza - zamiast 3 lat tylko 2. Ale dlaczego 2, a nie 1 rok albo 6 miesięcy?
Czy test regulacyjny (zakładam się o wszystko, że nie istnieje) pokazał,
że 3 letnia aplikacja jest wadliwa? Co złego jest w tym modelu?
Na czym polega problem i czy jego rozwiązanie wymaga ustawowej zmiany?
A może aplikacje prawnicze trzeba wydłużyć, bo aplikanci są niedouczeni?
Lub przeciwnie - trzeba znieść aplikacje, bo nasi krajowi
absolwenci prawa są najlepszymi prawnikami w Europie?
Idźmy dalej tropem testu regulacyjnego - jakie są oczekiwane rezultaty wdrożenia
tej zmiany? Czy więc polepszy się jakość szkolenia, czy wiadomo jakie
zajęcia aplikanckie zostaną zniesione?
Czy reforma aplikacji sprzed 3 lat (2009 r.) była zła, kto ją tak ocenił?
Już wówczas skrócono aplikacje o 6 miesięcy i jeszcze nie skończył się pierwszy kurs według tego modelu, a minister znowu ją na nowo reguluje. Wróćmy do testu. Jakie będą efekty tej zmiany? Efekty sformułowane w możliwie konkretny, określony w czasie, mierzalny, akceptowalny oraz realistyczny sposób?
Tu powrót do expose:
"Wbudujemy w prace kancelarii premiera i liczymy także na analogiczne
działania w Sejmie, taki mechanizm, który uniemożliwi nadprodukcję
ustaw. Wyłącznie jednoznacznie pozytywna ocena wszystkich skutków
danego projektu ustawy, pozwoli na zwolnienie tej ustawy z rządu do
parlamentu. Będziemy także pracowali nad nowymi projektami ustaw w
taki sposób, aby uzyskać przynajmniej ten algorytm minimum jakim jest
równowaga między nowymi przepisami a likwidowaniem starych przepisów.
W niektórych państwach o rozbudowanej tradycji deregulacyjnej istnieją
wręcz precyzyjnie opisane mechanizmy, które nakazują przy wprowadzaniu
nowej ustawy zlikwidować co najmniej tyle samo przepisów, jakie
wprowadzą nowe ustawy. Będziemy pracowali nad wprowadzeniem takiego
mechanizmu w naszej praktyce legislacyjnej."
wszelkich regulacji, które czynią te zawody typowo regulacyjnymi."
Projekt nie uwalnia nawet jednego zawodu od "wszelkich regulacji,
które czynią te zawody typowo regulacyjnymi".
Prawda jest porażająca - Minister Sprawiedliwości zastępuje jedne
regulacje innymi i nawołuje do poparcia tego dzieła.
Zacznijmy od zawodów prawniczych, których regulacja wyjątkowo - w
odniesieniu do całego projektu - należy do kompetencji ministra
sprawiedliwości.
Zawód: adwokat (aplikant adwokacki) !!!
Aplikacja ma być krótsza - zamiast 3 lat tylko 2. Ale dlaczego 2, a nie 1 rok albo 6 miesięcy?
Czy test regulacyjny (zakładam się o wszystko, że nie istnieje) pokazał,
że 3 letnia aplikacja jest wadliwa? Co złego jest w tym modelu?
Na czym polega problem i czy jego rozwiązanie wymaga ustawowej zmiany?
A może aplikacje prawnicze trzeba wydłużyć, bo aplikanci są niedouczeni?
Lub przeciwnie - trzeba znieść aplikacje, bo nasi krajowi
absolwenci prawa są najlepszymi prawnikami w Europie?
Idźmy dalej tropem testu regulacyjnego - jakie są oczekiwane rezultaty wdrożenia
tej zmiany? Czy więc polepszy się jakość szkolenia, czy wiadomo jakie
zajęcia aplikanckie zostaną zniesione?
Czy reforma aplikacji sprzed 3 lat (2009 r.) była zła, kto ją tak ocenił?
Już wówczas skrócono aplikacje o 6 miesięcy i jeszcze nie skończył się pierwszy kurs według tego modelu, a minister znowu ją na nowo reguluje. Wróćmy do testu. Jakie będą efekty tej zmiany? Efekty sformułowane w możliwie konkretny, określony w czasie, mierzalny, akceptowalny oraz realistyczny sposób?
Tu powrót do expose:
"Wbudujemy w prace kancelarii premiera i liczymy także na analogiczne
działania w Sejmie, taki mechanizm, który uniemożliwi nadprodukcję
ustaw. Wyłącznie jednoznacznie pozytywna ocena wszystkich skutków
danego projektu ustawy, pozwoli na zwolnienie tej ustawy z rządu do
parlamentu. Będziemy także pracowali nad nowymi projektami ustaw w
taki sposób, aby uzyskać przynajmniej ten algorytm minimum jakim jest
równowaga między nowymi przepisami a likwidowaniem starych przepisów.
W niektórych państwach o rozbudowanej tradycji deregulacyjnej istnieją
wręcz precyzyjnie opisane mechanizmy, które nakazują przy wprowadzaniu
nowej ustawy zlikwidować co najmniej tyle samo przepisów, jakie
wprowadzą nowe ustawy. Będziemy pracowali nad wprowadzeniem takiego
mechanizmu w naszej praktyce legislacyjnej."
Czy Premier wie, że cały projekt Gowina zaprzecza jego słowom?
Czy wie, że nie uwolniono w nim żadnego zawodu, a co najwyżej poluzowano
niektóre formy wykonywania zawodów? (Największe osiągnięcie: Gowin
będzie sam mógł oprowadzać Premiera po krakowskim rynku, bez
przewodnika).
Teraz coś o geodetach. Deregulacja u Gowina polega na zniesieniu
wymogu praktyki zawodowej w zakresie geodezyjnych pomiarów
podstawowych, redakcji map, fotogrametrii i teledetekcji. To naprawdę
robi wrażenie - nie trzeba już praktykować w tym obszarze, wystarczy
uzyskać wyższe lub średnie wykształcenie geodezyjne i można sobie
mierzyć, redagować i co tam jeszcze, a efekt - 3 !!!! uwolnione zawody - może nawet 4, bo fotogrametria, to coś innego niż teledetekcja.
Panie Premierze, a może wystarczy samo kierunkowe wykształcenie?
Aleksander Grad, inżynier geodeta, poseł na Sejm IV, V, VI i VII
kadencji, od 2007 do 2011 roku minister skarbu państwa w Pana
rządzie, miał kwalifikacje do pełnienia najwyższych stanowisk w
państwie, a według ministra sprawiedliwości będzie mógł teraz nawet
redagować mapy bez praktykowania u starszego kolegi.
W przypadku zarządcy nieruchomości, pośrednika w obrocie
nieruchomościami, różnych trenerów, detektywów, doradców,
specjalistów, liderów, etc, projekt nic nam nie mówi o obecnym stanie
tych zawodów, czy też raczej form aktywności na rynku pracy (ale
minister liczy to jako zawody - wiadomo, Premier zapamięta). Nie
dowiemy się z uzasadnienia, czy w kolejce do tej pracy stoi te 100
tysięcy bezrobotnych młodych ludzi. Nie dowiemy się jakie racje stoją
za zniesieniem obowiązku znajomości przez taksówkarza topografii
miasta i z jakiego powodu trener uczący nasze dziecko pływać pokaże mu
styl grzbietowy tylko na ilustracji, bo sam nie będzie umiał (może
nawet będzie bał się wody). Nie zrozumiemy, po co utrzymuje się centralne
rejestry zarządców i pośredników, skoro nikt już nie nadaje im
uprawnień. Nie ujawniono nam także, jaki to zabieg deregulacyjny każe
podnieść pułap punktowy (z 90 do 100) warunkujący pozytywną ocenę z
egzaminu na aplikację komorniczą. Tu tu zaskoczenie, nasze Państwo
szkoli młodzież do tego zawodu "prawniczego", ale teraz będzie
trudniej. Za to łatwiej będzie można zostać "stermotorzystą" i szyprem
żeglugi śródlądowej oraz liderem klubów pracy.
Przedstawione wyżej niektóre tylko rozwiązania projektu deregulacji
pokazują, że ów projekt jest gniotem, przygotowanym z naruszeniem
zasad przyzwoitej legislacji. Na szczęście nie wszyscy dali się zwieść
tej propagandowej akcji.
Mam nadzieję, że Premier zada i tym razem pytanie: kto mnie na tę minę wsadził?
Opary absurdu, psucie prawa i lekceważenie rozumnego obywatela, to
ocena tego projektu.
Prawdziwa szajba, trzeba przyznać.
Czy wie, że nie uwolniono w nim żadnego zawodu, a co najwyżej poluzowano
niektóre formy wykonywania zawodów? (Największe osiągnięcie: Gowin
będzie sam mógł oprowadzać Premiera po krakowskim rynku, bez
przewodnika).
Teraz coś o geodetach. Deregulacja u Gowina polega na zniesieniu
wymogu praktyki zawodowej w zakresie geodezyjnych pomiarów
podstawowych, redakcji map, fotogrametrii i teledetekcji. To naprawdę
robi wrażenie - nie trzeba już praktykować w tym obszarze, wystarczy
uzyskać wyższe lub średnie wykształcenie geodezyjne i można sobie
mierzyć, redagować i co tam jeszcze, a efekt - 3 !!!! uwolnione zawody - może nawet 4, bo fotogrametria, to coś innego niż teledetekcja.
Panie Premierze, a może wystarczy samo kierunkowe wykształcenie?
Aleksander Grad, inżynier geodeta, poseł na Sejm IV, V, VI i VII
kadencji, od 2007 do 2011 roku minister skarbu państwa w Pana
rządzie, miał kwalifikacje do pełnienia najwyższych stanowisk w
państwie, a według ministra sprawiedliwości będzie mógł teraz nawet
redagować mapy bez praktykowania u starszego kolegi.
W przypadku zarządcy nieruchomości, pośrednika w obrocie
nieruchomościami, różnych trenerów, detektywów, doradców,
specjalistów, liderów, etc, projekt nic nam nie mówi o obecnym stanie
tych zawodów, czy też raczej form aktywności na rynku pracy (ale
minister liczy to jako zawody - wiadomo, Premier zapamięta). Nie
dowiemy się z uzasadnienia, czy w kolejce do tej pracy stoi te 100
tysięcy bezrobotnych młodych ludzi. Nie dowiemy się jakie racje stoją
za zniesieniem obowiązku znajomości przez taksówkarza topografii
miasta i z jakiego powodu trener uczący nasze dziecko pływać pokaże mu
styl grzbietowy tylko na ilustracji, bo sam nie będzie umiał (może
nawet będzie bał się wody). Nie zrozumiemy, po co utrzymuje się centralne
rejestry zarządców i pośredników, skoro nikt już nie nadaje im
uprawnień. Nie ujawniono nam także, jaki to zabieg deregulacyjny każe
podnieść pułap punktowy (z 90 do 100) warunkujący pozytywną ocenę z
egzaminu na aplikację komorniczą. Tu tu zaskoczenie, nasze Państwo
szkoli młodzież do tego zawodu "prawniczego", ale teraz będzie
trudniej. Za to łatwiej będzie można zostać "stermotorzystą" i szyprem
żeglugi śródlądowej oraz liderem klubów pracy.
Przedstawione wyżej niektóre tylko rozwiązania projektu deregulacji
pokazują, że ów projekt jest gniotem, przygotowanym z naruszeniem
zasad przyzwoitej legislacji. Na szczęście nie wszyscy dali się zwieść
tej propagandowej akcji.
Mam nadzieję, że Premier zada i tym razem pytanie: kto mnie na tę minę wsadził?
Opary absurdu, psucie prawa i lekceważenie rozumnego obywatela, to
ocena tego projektu.
Prawdziwa szajba, trzeba przyznać.
