Prezydent Francji organizował coroczne konkursy dostaw pieczywa dla jego kancelarii. Piekarnia, która wygrała mogła zawiesić na witrynie informację o tym, że jest dostawcą dla prezydenta.

REKLAMA
Wczoraj jechałem z Warszawy do Dzierwan. Z całą rodziną, przez śnieg i zawieje. Droga zajęła nam 6, zamiast zwyczajowych, 5 - ciu godzin. Była to jakby droga na Syberię. Wiele samochodów po wypadkach w rowach, zwały śniegu na drodze, zaspy, zawieruchy.
Przed Augustowem, w Bargłowie, zatrzymaliśmy się tradycyjnie u piekarza. Dokładnie to we wsi Górskie, kilometr obok Bargłowa. Jest tam najlepszy chleb w Polsce. Tradycyjny , żytni, bez konserwantów, na tataraku. Można go trzymać i miesiąc, a z każdym dniem staje się lepszy. Pan piekarz jest jak bajkowy młynarz. Jasny, pogodny, uczynny - niezwykły człowiek. Bije od niego solidność, uczciwość i rzetelność. Jest tak dobry jak chleb, który piecze. Wizyta u niego , to coś w rodzaju medytacji, modlitwy w świątyni, rytualnego oczyszczenia z kurzu błahych spraw. Przeżywam tam spowolnienie, wyciszenie i wchodzę w ten sposób w czas wolny.
W swoim czasie prezydent Francji organizował coroczne konkursy dostaw pieczywa dla jego kancelarii. Piekarnia, która wygrała mogła zawiesić na witrynie informację o tym, że jest dostawcą dla prezydenta. Piękny przykład działania małymi krokami na rzecz małego biznesu przez politycznego lidera. Warto to powtórzyć w kraju. Nie tylko w sprawie chleba zresztą. Jestem pewien , że piekarnia z Bargłowa zdobyłaby ten laur.
Jest coś wzruszającego w tym, że gdzieś na końcu świata, w noc i zamieć, ktoś piecze w małej piekarni doskonały chleb na tataraku. Amen!