REKLAMA
Te oto dwa psy zjadły mój kilogram sera pecorino. Ograbiły mnie z niego dlatego, że nie było parmezanu, który wolą. To psy polskie, żeby nie było wątpliwości. Ser kupiłem w Pienzy, stolicy tego gatunku sera. Kupiłem z myślą o rodzinnym obiedzie urodzinowym Franka u teściów pod Wrocławiem. Paczkę z serami zostawiłem na skrzynce wina kupionego dokładnie w tym samym celu. Kiedy po kolacji wróciłem z gospodarzami do domu, połowa sera zniknęła, a psy leżały koło miski z wodą, którą piły cały następny dzień. Na szczęście nie piją wina i udało się go nie stracić.
Tak wiele rzeczy widziałem w Toskanii. I obrazy mistrzów sieneńskich i wieżę Montepulciano i morze w Maremmo, ale to te polskie psy jedzące pecorino znaczą prawdziwe katharsis!
Wracam do kraju wstrząśnięty i pozbawiony sera. Arrivederci pecorino.
Tak wiele rzeczy widziałem w Toskanii. I obrazy mistrzów sieneńskich i wieżę Montepulciano i morze w Maremmo, ale to te polskie psy jedzące pecorino znaczą prawdziwe katharsis!
Wracam do kraju wstrząśnięty i pozbawiony sera. Arrivederci pecorino.
