Dobra wiadomość: umiejętności lekarzy i organizacja szpitali tylko w 10 procentach determinują stan naszego zdrowia. Dziedziczne skłonności do zapadania na określone choroby to też niewiele – 15 procent. Pozostałe trzy czwarte zależy od stylu życia i środowiska. Wniosek jest prosty: myśląc o ochronie zdrowia publicznego powinniśmy koncentrować się na profilaktyce. Tym bardziej, że zapobieganie chorobom jest o wiele tańsze niż ich leczenie.

REKLAMA
Zacząć trzeba od dzieci: zwiększyć liczbę godzin WF w szkołach, wprowadzić obowiązkowy przedmiot „wiedza o zdrowiu” (jego częścią będzie, bez względu na to, co myślą o tym biskupi, edukacja seksualna) oraz zapewnić wszystkim uczniom i uczennicom szkół publicznych zdrowy, ciepły posiłek we wszystkie dni nauki. W Finlandii obiady takie wydawane są od kilkudziesięciu lat – i owocuje to nie tylko najlepszymi wynikami w międzynarodowych rankingach edukacyjnych, lecz także zdrowymi nawykami żywieniowymi. Warzywa, kasze i woda muszą zastąpić chipsy, batoniki i słodkie napoje w rodzaju Coca-Coli!
Do tego pielęgniarka, lekarz i badania profilaktyczne zdrowia dzieci w szkole!

Oczywiście nie rozwiąże to wszystkich problemów: konieczna jest także naprawa systemu ochrony zdrowia, którego plagą są dziś wieloletnie kolejki do lekarza i na operacje. Trzeba także bardziej efektywnie wykorzystywać zasoby: nie tylko nowoczesny sprzęt, który pracuje 4-5 godzin dziennie zamiast trzykrotnie dłużej, lecz także lekarzy, którzy powinni być może pracować krócej, ale za to skupieni na leczeniu, a nie liczeniu pacjentów.
Według ekspertów Twojego Ruchu, pierwszymi krokami do uzdrowienia systemu są zwiększenie finansowania oraz likwidacja NFZ. Sytuacja, w której jedna instytucja jest nie tylko jedynym płatnikiem, lecz także sama wycenia procedury (większość za nisko, nieliczne – zdecydowanie za wysoko), sama kontroluje i sama karze świadczeniodawców jest ewidentnie patologiczna. Kontrolne zadania NFZ powinny wrócić w gestię Ministra Zdrowia, wycena świadczeń – w ręce niezależnej agencji, a finansowanie leczenia – do konkurujących ze sobą kas chorych (w tym także prywatnych), które powinny podlegać nadzorowi ze strony Komisji Nadzoru Finansowego.
Po trzecie, należy zweryfikować Koszyk Świadczeń Medycznych. Dokonają tego konsultanci krajowi i wojewódzcy oraz przedstawiciele towarzystw naukowych. Propozycje usunięcia lub wprowadzenia poszczególnych procedur medycznych trzeba oczywiście poddać konsultacjom społecznym, przeznaczając na nie przynajmniej rok. Wszystkie procedury ratujące życie i zdrowie muszą być nadal gwarantowane przez państwo. W wyniku tego muszą zniknąć kolejki do specjalistów, które są zmorą obecnej sytuacji.
Po czwarte, należy upowszechnić dobrowolne dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne, obejmujące procedury usunięte z koszyka świadczeń gwarantowanych oraz koszt zakupu leków, w tym refundowanych. Wydatki na wykup tego rodzaju polis ubezpieczeniowych byłyby przynajmniej częściowo odpisywane od podatku, możliwe stałoby się także finansowanie ich przez zakłady pracy z funduszu socjalnego. Rozwiązanie to może przywrócić do systemu od 20 do 30 miliardów złotych z tzw. szarej strefy.
Po piąte, lekarze rodzinni powinni odgrywać większą rolę w systemie – oczywiście pod warunkiem, że rzeczywiście będą znać swoich pacjentów, co oznacza że nie mogą ich mieć zbyt dużo. A jednym z ich zadań powinno być dbanie o profilaktykę. Dziś lekarz rodzinny nie leczy, tylko kieruje do specjalistow i pobiera opłatę za wizytę. To jest absurdalne! Krótko mówiąc – chodzi o to, żebyśmy nie chorowali!
O tych i innych pomysłach na ochronę zdrowia będziemy rozmawiać z zewnętrznymi ekspertami dzisiaj w Lublinie na otwartej debacie programowej o służbie zdrowia.
Start o godz. 13:00, wstęp wolny!

Zapraszam!
logo