REKLAMA
Szanowny Panie Pośle,
Głosując na partię, którą również Pan reprezentuje, miałem nadzieję, że tego rodzaju inicjatyw, jak ogłoszona ostatnio, nie zabraknie w Waszej działalności. Walki z paranoją i „dyktaturą urzędasów”.
Popieram absolutnie Wasz wniosek, tym bardziej, że sam jestem ofiarą wspaniałej ustawy „o ochronie zabytków” i oczywiście zamiast zajmować się dalszym powiększaniem dochodu narodowego Polski, powiększam deficyt budżetowy, zajmuję czas urzędnikom w gminie, sędziom Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (jak na razie z mizernym skutkiem) i Wasz.
W paru zdaniach mój problem:
- wiosną zeszłego roku postanowiłam odnowić elewację w moim domu w Warszawie na Mokotowie, przy okazji wymienić część okien i ocieplić ściany jako świadomy, oszczędzający energię Polak.
- złożyłem w gminie stosowne „zgłoszenie wykonania robót budowlanych niewymagających pozwolenia na budowę".
- dość szybko dostałem z gminy decyzję: „sprzeciw” i nałożono na mnie "obowiązek uzyskania pozwolenia na budowę”, ponieważ: budynek mój „figuruje pod nr.... w wykazie gminnej ewidencji zabytków m. st. Warszawy, tj. "wykazie zabytków nieruchomych przekazanych do Stołecznego Konserwatora Zabytków przez Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w dniu 15 lipca 2010 r, o którym mowa w art 8 ust 3 ustawy o ochronie zabytków......”. Jednocześnie w gminie z uśmiechem poinformowano mnie, że żadne z powyższych prac nie wchodzą w rachubę, ponieważ ich realizacja może spowodować "pogorszenie stanu zachowania zabytku”.
- wtedy dopiero dowiedziałem się, że istotnie „niewidzialna ręka” wstawiła mój budynek, jako JEDYNY na całym osiedlu z lat trzydziestych XX wieku, do tzw. gminnego wykazu zabytków. Oczywiście nikt nigdy nie powiadomił mnie wcześniej o tym fakcie.
- sprawdziłem u Stołecznego i Wojewódzkiego konserwatora - budynek nie figuruje w rejestrze zabytków.
I słusznie - ponieważ:
- budynek wybudowany w 1932 roku był odbudowany w 1949 roku, kiedy po raz pierwszy zmieniono jego kształt
- w latach 1988-92 za zgodą Gminy zupełnie przebudowałem budynek zmieniając jego kształt, powiększając jego powierzchnię o około 30%, zmieniłem lokalizację wejść, ilość i kształt okien ( w tym zastosowałem sprowadzone z Niemiec okno/drzwi o rozmiarze 312 x 268 cm na nowopowstały taras, dobudowałem połączony z budynkiem garaż i wprowadziłem do elewacji okładziny klinkierowe.
- od tej zupełnie niezrozumiałej decyzji odwołałem się,
- Wojewoda Mazowiecki podtrzymał niekorzystną dla mnie decyzję i nawet zauważył, że „odzyskane....okładziny klinkierowe ( faktury zakupu z 1991-92 !!!) nie gwarantują zachowania obiektu zabytkowego w odpowiednim stanie”.
- oraz Wojewódzki Sad Administracyjny zauważył, że „obiekt wpisany jest do ewidencji zabytków. Dopóki będzie w niej figurował, organ administracji architektoniczno-budowlanej nie może oceniać, jak chcieliby skarżący, czy ma walory obiektu zabytkowego” i „roboty miałyby wpływ na zmianę elewacji (z 1992 roku !!!) i jej charakterystycznych elementów w tym okien ( z 1988 roku !!!) i detali”.
Sąd moją skargę również oddalił.
Do dzisiaj nie mogę znaleźć autora wpisu do gminnego wykazu. Ani trybu w jakim obiekt do niego trafia, ani jak go z tego wykazu wykreślić.
Może Pan się orientuje ?
Jeśli chciałby Pan Poseł zapoznać się z całą dokumentacją sprawy, oczywiście pozostaję do dyspozycji.
Z wyrazami szacunku,
- wyborca
Zero dla partii i Kościoła
Dziś sztandarowy projekt RP w Sejmie!
Zero pieniędzy z budżetu dla partii politycznych!
Z budżetu i to decyzją polityków w Sejmie. Proponujemy, aby to obywatele, a nie posłowie, decydowali, która partia i ile dostanie środków – poprzez odpis od podatków 1%! Możemy dyskutować o tym 1%, choć naszym zdaniem trudno marzyć o tym, by więcej niż 40% podatników skorzystało z tej możliwości, nie jest to bowiem istotą zmiany!
Pomysł polega na tym, aby co roku partie musiały wywalczyć środki od podatników. To prawdziwa rewolucja obywatelska. Jeśli do tego dodamy jeszcze kadencyjność funkcji politycznych, to mamy zmianę i wielką odnowę polskiej polityki!
Ale przecież z góry wiadomo, że podobnie jak w przypadku finansowania Kościoła, partie władzy nie zdecydują się na żadną poważną zmianę. Będziemy więc konsekwentnie powtarzać - zero dla partii i Kościoła - decyzja posłów! Jeden procent - decyzja obywateli!
To stanie się kiedyś konieczne!