Zabrali mi neta , telefon i gazety...
REKLAMA
Pierwszy tydzień wakacji sejmowych wyjątkowo pracowity. Domownicy zabrali mi neta, telefon, nawet codzienne gazety. Mam tylko kosić trawniki, sprzątać, malować dachy i parkany, łazić na działkę, zbierać warzywa i owoce. Wszystko kwasić, mrozić , porcjować.
Co dwa dni ogórki, cukinie i inne różnokształtne dyniowate. Szpinak zebrać, umyć, pokroić, wysuszyć i zamrozić. Posiać nowy. To samo z koperkiem. Jabłka zbieram, obieram i przygotowuję do przyszłych szarlotek. W międzyczasie śledzę na ekranie Londyn i zaczyna mnie krew zalewać - kolejny dzień bez medalu, a co gorsza rzadko który z niezłym występem polskiego reprezentanta. Jak na złość susza zrobiła się niemiłosierna i moje grzybki się skończyły. Nie jestem więc tak zrelaksowany, jak nasza II rakieta świata w tenisie co to im gorzej grała tym pogodniejszą twarzyczkę miała. Rozumiem za medal olimpijski mniej płacą niż za ćwierćfinał w USA Open, ale …..nasze nadzieje i zawody dla Agi jakby mało znaczyły?
Jestem więc do końca tygodnia skazany na robótki domowe z olimpijskimi transmisjami w roli głównej. Nie dzwońcie więc do mnie, nie piszcie do soboty, no chyba, że z wiadomością, że mamy medal ZŁOTY i znowu jesteśmy w I dwudziestce kwalifikacji.
Kibicom piłkarskim po „sukcesie" Śląska radzę dobrze: nie oglądajcie meczy naszych w pucharach. Szanse na dobrą grę i awans po tej rundzie są niewielkie. Co prawda w eliminacjach do Ligi Mistrzów drużyna z Luksemburga pokonała Mistrza Austrii ale nasze Orzełki to jeszcze nie Luksemburg, a na pewno już nie Szwecja. Teraz jakby lepiej rozumiemy sukces naszej Reprezentacji w remisowych meczach na EURO z Grecją I Rosją.
Teraz walę na działkę po ogóry, pozdrowienia!
