Jaki jest stan inwestycji telekomunikacyjnych ?

REKLAMA
Głos na sejmowej Komisji Innowacyjności
Informacja Najwyższej Izby Kontroli o wynikach kontroli działania organów administracji publicznej podejmowanych w celu zapewnienia dostępu do sieci i usług telekomunikacyjnych.

Poseł Janusz Piechociński (PSL):
Proszę państwa, jako analityk procesów inwestycyjnych już od 1987 r., bo wtedy napisałem pracę „Polityka inwestycyjna Polski 1958-1965”, dodam to, co wpływa na ten temat, a nie zostało objęte raportem NIK, a później przejdę do samego raportu. Otoczenie tych procesów, o których mówimy, nie jest korzystne, łącznie z wykorzystaniem środków unijnych, z tego prostego powodu, że przez lata mieliśmy monopolistę na tym rynku. Nastąpiła jego prywatyzacja, łącznie z siecią i, uwaga, jeszcze przed wejściem Polski do UE zaczęło się wyhamowywanie inwestycji w sieć, w infrastrukturę. Temu sprzyjała polityka regulatora, który preferował konkurencję, prawa konsumentów i chciał zbudować rynek, ale odbywało się to kosztem zachęt do inwestowania. Toczyły się też boje wokół błędu z początku lat dwutysięcznych – prywatyzacji TP SA, gdy sprywatyzowano przedsiębiorstwo wraz z infrastrukturą. Zupełnie inaczej przebiegałyby polskie procesy telekomunikacyjne, gdyby z tego procesu wyłączono infrastrukturę, gdyby był przetarg na prowadzenie działalności telekomunikacyjnej na infrastrukturze. To już jest za nami, ale warto to przypomnieć.
Polityka zmniejszania kosztów i wzrostu efektywności prowadzona przez nowego właściciela – dominującego operatora, a zarazem dominującego właściciela infrastruktury telekomunikacyjnej, wręcz monopolisty w tym zakresie – była taka, że wyprowadzał ze swoich struktur wszystko to, co potaniało koszty funkcjonowania. Outsourcingowano wpierw procesy inwestycyjne, doradztwo, później nawet naprawy, ograniczano potencjał. Uwaga, kiedy pieniądz na inwestycje w pierwszej połowie lat dwutysięcznych zaczął być ograniczany, to te małe firmy, które się z tego tworzyły, czyli ten potencjał ludzki się zestarzał i nie wchodziły w to nowe. Dlaczego o tym mówię? Dlatego, że kiedy pojawiła się deklaracja pieniądza, to, po pierwsze, w funduszach przedakcesyjnych nie mieliśmy telekomunikacji. Były przede wszystkim drogi i trochę kolej już korzystała i przygotowywała się do tego, rosło pewne zaplecze. Po drugie, w tym obszarze rozpadło się także zaplecze konsultingowe. W związku z tym można powiedzieć, że bilans wyjścia roku 2005/2006, kiedy gdzie indziej na polskim rynku pojawiły się duże pieniądze, to w telekomunikacji rynek nie generuje inwestycji i skala wsparcia publicznego dla tych procesów jest, przez politykę regulacyjną – delikatnie mówiąc – niewielka, to nagle okazało się, że jeszcze był dodatkowy antymotywacyjny impuls do tego, żeby ten potencjał redukować.
W związku z tym, kiedy pojawia się wreszcie pieniądz unijny i ciągnie za sobą mobilizację, to nagle okazuje się, że, po pierwsze – mamy rekordowy niski potencjał w projektowaniu, w konsultingu, a nawet w wykonawstwie, bo nie mamy w ogóle doświadczeń. Część tych zadań chcemy realizować przy pomocy bardzo ważnego partnera, czyli poprzez samorząd wojewódzki – jeszcze w wojewódzkim zarządzie dróg, czy na kolei, jest jakaś kadra, ona się utrzymała – w którym zwykły urzędnik musi nagle nauczyć się telekomunikacji i ma nadzorować ten proces. Oprócz tego mamy znaną chorobę systemową, to jest ustawa – Prawo o zamówieniach publicznych z konsekwencjami najniższej ceny i wielką niewiadomą.
W związku z tym Polska samorządowa podeszła do realizacji tych pieniędzy dwoma drogami. Drogą zachodniopolską – czyli oparcie się i zrozumienie, że najlepiej zrobić to poprzez dużego gracza – patrz lubuskie porozumienie z TP SA i sposób realizacji, oraz Polska Wschodnia, która poszła trochę inną drogą i starała się przy pomocy rozproszonych rozwiązań zrealizować te zadania. Zwracam uwagę, to jest bardzo istotne, że ten przyrost szerokopasmowego Internetu nie dzieje się w infrastrukturze trwałej. Dzieje się przede wszystkim w satelitarnej i w telefonach komórkowych. To pokazuje bardzo wyraźnie, w którą stronę poszedł rynek, wbrew temu co myśleliśmy, jeśli chodzi o generowanie popytu i podaży pieniądza.
Cieszę się, że raport NIK wskazuje, że na szczeblu państwa, czyli na szczeblu resortów, nawet kiedy wypominamy, że nie wszystkie strategie zostały zrobione o czasie albo je wygenerowano na zewnątrz, to jednak raport potwierdza zainteresowanie administracji rządowej tym, żeby ten program się udał. Trzeba poprzednim szefom UKE i właściwych dla sprawy resortów podziękować, że było widać, było czuć to zainteresowanie. Były szkolenia, były strony, była pomoc itd. Ona często trafiała w pustkę po stronie samorządów. Mieliśmy różne spotkania w sejmowej Komisji Infrastruktury w poprzedniej kadencji, mieliśmy jedno spotkanie w Komisji Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii, na którym te sprawy się poruszało. Widzieliśmy, jakiego mamy partnera ze strony samorządowej, gdzie na dobrą sprawę to była pojedyncza osoba w województwie, która zajmowała się tym programem. Zależnie od tego, na kogo się trafiło, można było mieć różnej jakości ocenę, czy się to uda, czy nie.
W związku z tym, że jest teraz zmiana przełożenia i poczucie, że wchodzimy w okres realizacyjny, to, po pierwsze, trzeba się cieszyć, że jest istotny postęp – bo ten raport kończył się w sierpniu zeszłego roku – jeśli chodzi o alokację środków. W każdym właściwie programie widzimy, że od strony rozdysponowania środków nie ma zagrożeń, ale uwaga, to jest dopiero początek trudnej drogi, to jeszcze jest w przetargach. Dzisiaj jest taki dzień, że dobrze, że dyskutujemy nad tym raportem NIK, za który dziękuję, bo równolegle mamy posiedzenie Sejmowej Komisji Infrastruktury i podkomisji, którą powołaliśmy do ustawy, którą będzie Wysoka Komisja opiniowała o 17:00. Mówimy tutaj o zmianie w ustawie o wspieraniu rozwoju usług i sieci telekomunikacyjnej i innych ustaw. Tu widać i chciałem podziękować, bo i po stronie rządu, i po stronie UKE bardzo dokładnie monitorowano stan problemów, na które natrafiają samorządy.
Ten projekt ustawy jest zbiorem uwag praktycznych, bo nagle okazało się, że w procesie uruchamiania realizacji projektu inwestycyjnego skupia się jak w soczewce słabość procesów inwestycyjnych, słabość administracji – a to mapy nie w takiej skali, a to pewne opóźnienia, a to uzgodnienia, kto jest władającym terenem, kto ma dzierżawę wieczystą itd. Pokazuje to bardzo wyraźnie, że dobrze, iż po stronie władzy – administracji rządowej i regulatora, było zrozumienie, że to co zrobiliśmy w ustawie, a miałem przyjemność prowadzić te prace, to nie jest twór doskonały i trzeba bardzo dokładnie monitorować, na jakie opory w praktyce partner społeczny i rynkowy, który będzie ją realizował, trafi. Zwracam uwagę, że staramy się maksymalnie te procesy uprościć.
Cieszę się też, bo jest to bardzo ważne, że NIK sygnalizuje w procesach problem wieloletnich wzrostów cen surowców, materiałów, robocizny czy energii. Cieszę się, że organ kontrolny to sygnalizuje, bo często inwestor publiczny o tym zapomina przy ogłaszaniu przetargu czy podpisywaniu umowy. Dramatyczne byłoby, gdyby po tym doświadczeniu, z którym jeszcze się nam przyjdzie w różnych wymiarach spotkać na drogach, na kolei, a także w inwestycjach deweloperskich, te procesy, które dopiero ruszają w telekomunikacji, skazili tym samym błędem – wzrostu cen podstawowych produktów, energii, oleju napędowego itd. Uważam, że także w standardowych programach rządu powinno być zalecenie dla ogłaszających przetargi, aby umieszczali waloryzację wzrostu cen na podstawowe kategorie materiałów na podstawie wskaźnika Głównego Urzędu Statystycznego. Widzimy, co się wydarzyło na drogach, jakie są tego gospodarcze, społeczne i polityczne konsekwencje, jak trudno ex post uzdrowić ten proces, kiedy się popełniło błędy na wejściu. Nagle jest problem, gdy nie ma obiektywnego kryterium, jak podwyższać te liczby, tworzy się przestrzeń dla braku decyzyjności urzędnika. Ten chciałby, żeby to premier podjął decyzję, czy aneksować o 18% półtoraroczny wzrost ceny stali zbrojeniowej w jakieś tam kategorii, czy nie aneksować. Później NIK ma też problemy, jeśli chodzi o kontrolę – jak ocenić urzędnika. Czy tego, który miał odwagę decydować pochwalić, czy też go ukarać widząc, jakie są tego głębokie konsekwencje.
Zwracam uwagę, że w tych procesach, o których mówimy, jest to najlepszy przykład, kiedy to władza publiczna chce zrealizować cel publiczny, ale nie poprzez metody administrowania procesami, ale ich regulację. Poprzez podmioty rynkowe, na podstawie reguł zamówień publicznych i racjonalność wydatkowania pieniędzy. Chcę zwrócić uwagę, że my zbyt często nie wiemy w tych procesach – to jest także pytanie metodologiczne do NIK – jak wyjść z tego narożnika, w który weszliśmy, jak tego nie sprowadzić tylko do kategorii ilościowych? Żeby także we wnioskach NIK była próba oceny nie ilościowej, tylko jakościowej, bo będziemy tylko liczyć kilometry i posiłkować się tym, że Deloitte zrobił badanie na zamówienie firm telekomunikacyjnych i wyszło nagle, że szerokopasmowy Internet daje cztery razy więcej, niż daje.
Gdybyśmy policzyli wszystkie raporty zrobione przez różne sektory, także w celach propagandowych, to by wyszło, że mamy 10 razy większe PKB niż mamy, bo w rachunku łącznym, jak to się zsumuje, to nie daje to 100%, tylko 1000%. Uważam, że jest to gruba przesada, ile to wygeneruje itd. Otóż w mojej ocenie i na tym kończę, nie ma już dzisiaj dylematu, że jest e-gospodarka. Jest gospodarka z „e” w środku, albo nie ma gospodarki. W związku z tym trzeba, jak myślę – przepraszam, że tak pokazuję ten mechanizm myślenia – ale te wszystkie działania to jest tak naprawdę gospodarka i społeczeństwo, a nie e-społeczeństwo, e-gospodarka itd., których się często nie sumuje. To się musi przekładać właśnie na tę sumę.
Po pierwsze, mamy potwierdzenie, że administracja publiczna trzyma rękę na pulsie, czuje, rozumie itd. Mamy rzeczywiste kłopoty. Mamy potencjalne zagrożenia, które trzeba uprzedzająco rozwiązać. Mamy też zapowiedź dodatkowej protezy dla przyśpieszenia procesów, czyli zmiany w prawie, regulacji w zakresie tych czterech ustaw, które są w ramach tego rozwiązania. Jednocześnie – myślę, że to trzeba bardzo mocno wyartykułować – jest także bardzo ważna kwestia poszerzenia potencjalnych odbiorców usługi internetowej. Powiem tak, z mojej wiedzy wynika, że ponad 200 działaczy młodzieżówki zgłosiło chęć bycia latarnikami. Uważam, że jest to bardzo dobra metoda, żeby młodzi, aktywni ludzie, poprzez służbę publiczną tego typu zweryfikowali się w konkretnej działalności. To jest kapitalna okazja, także w tym wymiarze pokazała się ich rzutkość i racjonalność w funkcjonowaniu w obywatelskim społeczeństwie. Przy tej okazji rozszerzenie tego programu na użytkowników jest bardzo istotne i myślę, że dobrze, iż taki sygnał napłynął.
Sprawą dla mnie fundamentalną jest jakość i potencjał rynku wykonawczego. To pozornie tak jest, że jak gdzieś indzie wysychają źródła finansowania i będzie mniej inwestycji, to z taką łatwością przejdzie się na te inwestycje, bo one z reguły polegają na położeniu jakiejś tam studzienki, uruchomieniu iluś plastikowych czy ceramicznych rurek i ułożeniu w określonej kolejności. Okazuje się, że to jest bardziej skomplikowane. Dlatego myślę, że dobrze byłoby, gdyby któreś z posiedzeń naszych komisji, np. wspólne Komisji Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii oraz Komisji Infrastruktury odbyło się na temat tego rynku. Żeby z przedstawicielami tego rynku po prostu szczerze w Sejmie porozmawiać, jakim rzeczywistym potencjałem operują, na ile to szacują, gdzie widzą zagrożenia, gdzie ze strony regulacji i administracji chcieliby wsparcia prostymi metodami, gdzie są te bariery, także administracyjne. Przypomnę, że nawet, jeśli chodzi o kwestie oddziaływania na środowisko, to telekomunikacja jest w ostatniej kolejności dziobania. Były drogi, koleje, EURO 2012 itd., a teraz okazuje się, że w tej wydzielonej dyrekcji zaczyna trzeszczeć z punktu widzenia mocy przerobowych na wydanie bardzo prostych opinii. Dlatego wydolność administracji publicznej, która wspiera i tworzy otoczenie procesów inwestycyjnych, jest też pewnym dramatycznym wyzwaniem, kiedy te zadania się nakładają.
Na koniec jedno – NIK słusznie zwraca na to uwagę i tego powinniśmy dopilnować. To jest kwestia nie tylko racjonalnego wykorzystania pieniędzy unijnych, zgodnie z programami i założeniami. To jest nie tylko kwestia ilości, ale i jakości tego, co osiągamy na końcu tej drogi, bo im bardziej będą napięte terminy, tym większa będzie presja, żeby iść w kierunku rozwiązań ilościowych – zdążyć, odebrać, przyjąć. Stąd od samego początku partnerowi samorządowemu musimy zwrócić uwagę na inżyniera kontraktu i nadzór nad tymi zadaniami, na bardzo wysokie wymagania w stosunku do tego nadzoru. Bo znowu, w przypadku dróg przetargi były rozstrzygnięte na poziomie 30% kosztorysu. Jak będziemy robić te 200 czy 300 km sieci i będzie to miało dwóch ludzi, to z reguły może to być emeryt z uprawnieniami budowlanymi. Jak on to zrobi za 30% kosztorysu inwestorskiego, to okaże się, że był tylko raz na wbiciu łopaty i był raz na odbiorze. Później przyjmiemy to zrobione. Stąd myślę, że sygnał dla beneficjentów tych programów jest taki – od samego początku kontrolowanie. Prosiłbym też NIK, żeby w swoich bieżących kontrolach samorządów, które to realizują, ten wątek nadzoru nad procesami inwestycyjnymi, w tym telekomunikacyjnymi, bardzo mocno w kolejnych raportach wyeksponowała.
Przepraszam, że się tak rozgadałem, ale sprawa jest wyjątkowo ważna. Myślę, że jak będzie duża mobilizacja – i po stronie administracji, i po stronie społeczeństwa obywatelskiego i informacyjnego, a przede wszystkim po stronie rynku – to wydaje się, po tych dzisiejszych wnioskach, w porównaniu do ocen NIK sprzed roku, że są powody do umiarkowanego optymizmu, który nie przeradza się w euforię, tylko mobilizuje do zwiększonego wysiłku. Dziękuję bardzo.