REKLAMA
Jeśli przez 20 lat zajmowałem się polityką, kosztem rodziny, pracy naukowej, kontaktów ze studentami, to chcę ją uprawiać na moich warunkach - deklaruje Janusz Piechociński w rozmowie z "Tygodnikiem Powszechnym". A moje warunki są takie, że koalicję rozliczają wyborcy po upływie kadencji, a nie jest codziennie niszczona grami wizerunkowymi pod sondaże. Nie chcę, żeby z dnia na dzień puszczano przecieki na koalicjanta do mediów, a dziennikarze z dnia na dzień mogli się dopytywać, kiedy przedterminowe wybory. Podkreślam trwałość koalicji, bo w tym Sejmie innej nie widzę. Nie ma alternatywy w postaci premiera Glińskiego, ani w postaci premiera Palikota.
- Obaj nasi silni liderzy nie sądzili, że kiedy już zaczną rządzić, będą aż tak drogo płacić za swoje brutalne zagrania w drodze do władzy - dodaje, pytany o możliwości uprawiania polityki merytorycznej i pozbawionej konfliktu w dzisiejszym kształcie debaty publicznej. - Kaczyńskiemu to wręcz uniemożliwiło rządzenie. Mógł „ścigać układ”, ale rządzić nie mógł. A w końcu poziom emocji jest już taki, że ktoś wyjmuje pistolet albo zaczyna konstruować bombę.
Piechociński opowiada nie tylko o sytuacji swojej partii, ale pokazuje też szerszy obraz społeczny. – Przez ostatnie 20 lat wiele się w całym kraju, także na wsi, zmieniło na lepsze. Ale jednocześnie osłabieniu uległo wszystko, co stanowiło szkielet społecznej organizacji, począwszy od transportu publicznego, aż po sieć urzędów, szkół i sądów. Także dezindustrializacja najmocniej uderzyła w prowincje i wieś – zwraca uwagę polityk.
