REKLAMA
Bonus z widokiem na więcej
Karol Manys 02-12-2012, ostatnia aktualizacja 02-12-2012 18:29
Redakcja poleca:
a.. Dwa warianty Piechocińskiego
Nie jest istotne, czy Janusz Piechociński wejdzie do rządu, a jeśli tak, to
kim w nim będzie. W tej rozgrywce nie o to chodzi. Gra toczy się o
zogniskowanie uwagi wokół PSL – twierdzi publicysta.
Wyobraźmy sobie taką oto sytuację – Janusz Piechociński nie otrzymuje dwa
tygodnie temu 17 głosów więcej niż Waldemar Pawlak. Niewielką liczbą głosów
przegrywa wybory na prezesa Polskiego Stronnictwa Ludowego.
Zaskoczenia nie ma – Pawlak triumfuje i pozostaje przywódcą ludowców. Czy
kogoś to dziwi? Nudy. Pawlak? Wiadomo – mocna pozycja, niekwestionowany
lider, potwierdzony mandat do rządzenia ugrupowaniem… Widać co prawda, że
rośnie mu opozycja, ale dla przeciętnego odbiorcy to kompletnie bez
znaczenia.
Stary-nowy prezes wychodzi na konferencję prasową, mówi, że nadal będzie
działał dla dobra kraju, że sytuacja jest trudna, ale jego partia pomoże i
będzie stabilizatorem. Odpowiada na kilka pytań i jedzie do domu. Czy u
kogoś to budzi emocje? W wieczornych serwisach informacyjnych i nazajutrz w
gazetach pojawiają się krótkie materiały – Pawlak ponownie został prezesem
PSL.
Wszystko jest tak, jak miało być, więc o czym tu mówić? O PSL nikt nie
rozmawia. Nikt prócz jej członków i sympatyków, których i tak jest garstka
pozwalająca jedynie na wejście do Sejmu, nie wie, jaki ta partia ma program,
co ma do zaproponowania. Krótko mówiąc – wszystko po staremu.
A tymczasem…
Partyjni koledzy robią Pawlakowi psikusa. Nieoczekiwanie wybory w partii
wygrywa Piechociński. Nikt się tego nie spodziewał, więc stacje telewizyjne
zaczynają nadawać programy specjalne. Przy wieczornej kolacji zaczynają się
rozmowy – Pawlak przegrał! To już budzi emocje wyborców. Co więcej – Pawlak
ogłasza odejście z rządu, więc napięcie rośnie.
Nowy prezes go prosi, by to przemyślał i nie rezygnował. W serwisach
informacyjnych i gazetach rusza festiwal. I tak przez kilka tygodni. W roli
głównej PSL. No bo kto wejdzie za Pawlaka do rządu? Czy zostanie
wicepremierem? Ministrem gospodarki czy może transportu? Jakim będzie
liderem? Czy partię czekają czystki? Pytania się mnożą, Piechociński się
zastanawia, przygotowuje „koperty”. A przy okazji zaczyna wygłaszać
płomienne mowy.
Odbiorcy serwisów informacyjnych nie dowiadują się co prawda, kim będzie w
rządzie, ale słyszą, że ludowcy są przeciw kłótniom, że wobec kryzysu, który
już nie puka, ale łomocze do drzwi, politycy powinni odłożyć spory i
skoncentrować swoje wysiłki na sytuacji gospodarczej. O partii się mówi. I
będzie się mówić dalej. Bo co powie premier na propozycje, które przywiezie
mu Piechociński? Czy je zaakceptuje? A może odrzuci? A jeśli będzie już nowy
minister i wicepremier, to jak sobie poradzi? Jakie będą jego pierwsze
decyzje? O PSL cały czas jest i będzie głośno.
Dla każdego coś miłego
I o to chodzi! Bo może ktoś, kto przy kolejnym wyborze Pawlaka nie zwróciłby
uwagi na ludowców, teraz posłucha. Nawet jeśli będzie to tylko co dziesiąty
odbiorca, a tylko co setnemu spodoba się to, co Piechociński mówi o
podejściu do polityki, to i tak robi się z tego pokaźna armia potencjalnych
wyborców.
Piechociński mówi przy tym tak, że może się to spodobać wszystkim
zniechęconym do polityki w wydaniu Platformy i PiS. A mówcą na pewno jest
lepszym i bardziej charyzmatycznym niż Pawlak. Przemawia tak, że może za
sobą pociągnąć. Mówi więc, jaka jest jego partia i o co jej w polityce
chodzi. W sobotę na rozpoczęcie pierwszego po wyborach posiedzenia władz
partii wygłasza przemówienie, z którym w zasadzie każdy wyborca może się
zgodzić. Nie ma w nim nic kontrowersyjnego. Wręcz przeciwnie – dla każdego
coś miłego. To nic, że wizja polityki nastawionej na współpracę wszystkich
partii, a nie na konfrontację, jest utopijna. Do ludzi zmęczonych
politycznym zgiełkiem ostatnich lat może trafić, a nawet ich ująć. To
nieistotne, że na poziom unijnych dopłat dla rolników w rzeczywistości nie
będziemy mieć wielkiego wpływu. Nie ma przecież osoby, która nie zgodziłaby
się z tym, że ich poziom w Polsce powinien być taki sam jak na Zachodzie. A
czy ktoś zaprotestuje, że w polskiej polityce za dużo jest Machiavellego, a
za mało Jana Pawła II?
Magia świeżości
Do władz partii Piechociński wprowadza sporo nowych, młodych twarzy. To
dynamiczni, dobrze wykształceni ludzie. Mają wolę działania i nie brakuje im
determinacji, by w polityce odnieść sukces. Również ten mierzony zdobywaniem
najwyższych stanowisk w państwie. Potencjalni wyborcy mogą dzięki temu
zobaczyć, że PSL to już nie ta partia, której uosobieniem był Waldemar
Pawlak. Skostniała, trochę staroświecka, mało dynamiczna i po prostu nudna.
I dlatego spokojnie można zaryzykować twierdzenie, że choć Piechociński
prezesem PSL jest zaledwie od dwóch tygodni, to już w tej chwili zrobił dla
swojej partii więcej, niż byłby w stanie osiągnąć Waldemar Pawlak, nawet
przy największych staraniach. Stary prezes, choćby nie wiem jak chciał, nie
przyciągnąłby uwagi tak, jak robi to jego następca. Nie dlatego, że od
Piechocińskiego zasadniczo się różni, ale dlatego, że po prostu już się
opatrzył i nie zaskakuje.
Piechociński jest nowy, działa więc magia świeżości. A to dla PSL bonus,
którego bez wymiany lidera ludowcy by nie uzyskali. A że może się to
przełożyć na wymierny wzrost poparcia w sondażach, a być może lepszy wynik w
wyborach? Piechociński zrobi wszystko, by nie zmarnować szansy i ten bonus
wykorzystać jak tylko się da.
Jest na tyle doświadczonym politykiem, że nie dopuści, by uwaga od niego i
jego partii się odwróciła. Dlatego w najbliższych tygodniach o PSL i jego
nowym liderze będzie jeszcze głośno. To stwarza ludowcom szansę, jakiej nie
mieli od dawna – możliwość na wyrwanie się z letargu, zaklętego kręgu kilku
procent w wyborach, które pozwalają jedynie na wejście do parlamentu.
Autor jest publicystą „Bloomberg Businessweek Polska”