REKLAMA
W pierwszym Raporcie z 2007 po przeanalizowaniu kilkudziesięciu największych polskich , publicznych inwestycji z udziałem środków unijnych szacowałem ,ze jeśli nie będzie pełnej determinacji i mobilizacji to nawet po uchwaleniu zapowiadanych specustaw ze względu na niewydolność regulacyjno-administracyjną aparatu państwowego ( przetargi, decyzje środowiskowe, postępowanie administracyjne, protesty społeczne i ich rozpatrywanie etc) to w drogach zrobimy około 50 % programu rzeczowego na kolei 40 % a w dworcach kolejowych 30 %.Już wówczas sygnalizowałem ,ze na pewno w czerwcowym terminie zrobimy stadiony a dobrze powinno być na lotniskach. Jednak z cała mocą podkreślałem ,ze dróg, kolei czy lotnisk nie robimy i nie robiliśmy na samo EURO. To wydarzenie sportowe nałożyło się na wielki , wreszcie oparty nie na marzeniach ale potencjalnie największych w historii środków ( w tym europejskich) finansowych które były do dyspozycji w latach 2006-2013.Po przyznaniu EURO 2012 program inwestycyjny nie tylko na drogach został skorygowany a po pierwszych huraoptymistycznych politycznych zapowiedziach np. .Informacja Rządu o programie transportowym EURO ( 2008 rok) im bliżej czerwca 2012 roku tym więcej nie o sukcesach ale wstydliwych wpadkach. Połączenie miast –gospodarzy drogami ekspresowymi i zmodernizowanymi liniami kolejowymi w deklarowanej ilości i jakości z różnych względów okazało się ponad siły administracji publicznej i rynku wykonawczego. Bez politycznego często szyderczego zacięcia warto te procesy z profesjonalną uwaga prześledzić aby nie mieć złudzeń co do procesów inwestycyjnych dzisiaj już planowanych na nową perspektywę unijna 2014 – 2020.Brakuje bowiem odpowiedniej wydolności i sprawności administracji publicznej przygotowującej i oceniającej decyzje , szwankują na podstawie złych kryteriów wyboru zamówienia publiczne, rynek wykonawstwa jakże często rywalizuje o kontrakty będąc wielkim przegranym już w momencie podpisywania umowy.
Otóż to myślenie kategoriami kilometrów, przymykanie oczu na problemy odbiorów jakościowych wymuszone presją Euro do czerwca 2012 to najgorsze co tylko się wydarza. Już wiadomo ,ze nie będzie całych „transportowych ciągów drogowych „ planowanych na obsługę ruchu EURO. Proponowanie „zapewnienie przejezdności” jest to nie tylko próba politycznego mydlenia oczu ale też skończy się dodatkowymi konfliktami miedzy inwestorem wykonawcami nie wspominając już o konsekwencjach w zakresie bezpieczeństwa. Już wiadomo ,ze nie grozi nam istny potop kibiców na drogach , kolei czy lotniskach związany bezpośrednio z przyjazdem kibiców. W mojej ocenie w oparciu o już istniejącą infrastrukturę drogową uda się „obsłużyć ruch na i do polsko-ukraińskiego EURO”. Trzeba tylko dobrze logistycznie tę operację zaplanować i przeprowadzić. Co do „przepustowości” na czas EURO jest marzec , projekt krytykowanego , powszechnie i słusznie rozwiązania w podkomisji,
Czy warto dla niepewnego uruchomienia na czas czerwcowe EURO paru kawałków niedokończonych dróg robić ustawę- prowizorkę z dramatycznymi konsekwencjami. Nie tylko drogowcom i użytkownikom dróg polecam zawartość biuletynu z posiedzenia Sejmowej Komisji Infrastruktury w tej sprawie. Nacisk Resortu Transportu jest zadziwiający a może chodzi o coś innego w tym pomyśle rozwiązujące problemy „starych trupów z szaf „ Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad?