O kryzysie europejskim, reformie emerytalnej i koalicji PSL-PO

REKLAMA
O kryzysie europejskim, reformie emerytalnej i współpracy koalicyjnej między PSL a PO Tomasz Michał Kolmasiak rozmawia z posłem Polskiego Stronnicwa Ludowego, Januszem Piechocińskim.
Jak PSL ocenia to co się dzieje ostatnio w Europie, a zwłaszcza w Grecji?
Kryzys się nie skończył. Kryzys trwa i niestety będzie trwał. I nie zmieniają tego nawet uspokajające w jednym kwartale dane wzrostu, mniejszej inflacji, restrukturyzacji długów. Moim zdaniem cały mechanizm pomocy Grecji polega na tym, aby upadłości tego państwa nie ogłosić dziś. Ale jako ekonomista, bardzo uważnie przyglądający się tym procesom, jestem przekonany, że najdalej w przyszłym roku Grecja ogłosi upadłość.
Czy taki los może spotkać inne kraje? Czy Unia także jest zagrożona?
Kryzys wywołał nowe odsłony polityki i nowe mechanizmy w Europie. Po pierwsze na skalę niespotykaną odwracanie się obywateli od dotychczasowych instytucji i demokracji. Niektórzy, nie tylko w Grecji mówią politykom, bankowcom, menedżerom oraz kwiatowi europejskiej gospodarki – kryzys to wy, a nie my. I nie chcemy tu żadnych cięć i zmian – ma być tak jak dotąd a nawet lepiej. W związku z tym nie tylko ACTA, a także te ruchy oburzonych, zajmowanie londyńskiego City, pokazały bardzo wyraźnie, że budzą się nowe społeczne emocje, a nowe technologie tylko ułatwiają ich koordynację.
A jakie jest Pańskie zdanie na temat pomagania kosztem budżetu Polski bankrutującej Grecji? Głosy Polaków są w większości podobne – nie powinniśmy tego robić. Nie stać nas.
Ale jeszcze Polska nie zapłaciła nic na Grecję. Odłóżmy to, że w polskiej polityce, nie tylko w sloganach mówimy, że Europa musi być solidarna i racjonalna. Chcielibyśmy, żeby te decyzje dotyczące Grecji, a w chwilę później pewnie i Portugalii, Włoch czy Hiszpanii, a może także Węgier, nie były tak obdarte z solidarności. A więc myślenie kategoriami jednolitego rynku. Drugie wyzwanie. Kryzys światowy pokazał, że Europa konkurencyjnie zaczyna co raz bardziej odstawać od nowych centrów gospodarczych w Azji. Nie nadąża także za Ameryką, która też jest pogrążona w poważnym kryzysie. I uwaga – nawet druga pod względem eksportu gospodarka niemiecka nie wyprowadza Europy w tym wyścigu globalnym. Niestety nie jesteśmy konkurencyjni. Teraz powstaje pytanie – jak ma zmieniać się Europa.
Czy wina leży w nadmiernie rozbudowanej biurokracji unijnej?
Różnie to definiujemy. W Polsce mówimy o instytucjonalnym wymiarze Unii w nowym kryzysie, a więc unia ojczyzn, federacja, czy jeszcze inne. A w międzyczasie w tym realnym świecie, przede wszystkim spraw gospodarczych, pogłębia się integracja. Silne gospodarki mają więcej, silne ośrodki finansowe mogą więcej, w związku z czym patrzmy na te procesy bardzo uważnie, żeby nie tylko oskarżać się wzajemnie na krajowym rynku, kto tu wywiesza białą flagę, a kto ma biało-czerwoną flagę w ręce, bo nie w tym wymiarze polska polityka potrzebuje dziś spraw czy wyzwań. To jest też mój apel do wszystkich partnerów politycznych, aby mieć świadomość, że polityka zagraniczna, polityka europejska, polityka bezpieczeństwa, powinny być wyłączone z prostej bijatyki krajowej, dlatego, że jest potrzebne silne współdziałanie. Mam taką wiarę, że wszyscy polscy politycy wyciągną wnioski, bo nie odbieram nikomu dobrych intencji i w roku 2014 na starcie nowego Parlamentu Europejskiego wszystkie polskie ugrupowania będą w dwóch głównych, najważniejszych frakcjach. A więc lewica we frakcji socjaldemokratycznej, a wszyscy od lewicy na prawo we frakcji ludowo – chadeckiej. Wtedy siła polskiego głosu będzie skoordynowana i maksymalnie ważna. A jeśli chodzi o trzeci obszar spraw, to wyzwania globalne powodują, że rywalizacja dotyczy nie tylko gospodarki państw, ale globalizacja dotyczy też walki o inwestycje, jakości i poziomu edukacji, wydolności państwa. I kiedy popatrzymy z uwagą, co dzisiaj jest w naszej przestrzeni życia publicznego najsłabsze, to radzi sobie Polak na swoim dobrze, radzi sobie w rodzinie, najbliższym otoczeniu, nieźle też jest w samorządzie. Za to instytucje państwa polskiego są niewydolne, co pokazała niedawna katastrofa kolejowa pod Szczekocinami, co pokazują procesy inwestycyjne pod Euro 2012, a także bieżąca polityka zaplątana w tej agresji. Popatrzmy choćby w ciągu ostatniego miesiąca, co było w Polsce komentowane: agresja w sferze partyjnej polityki, agresja w sferze idei pomysłów, agresja w sferze stosunków państwo – Kościół, agresja w sferze niezdefiniowanej do końca reformy emerytalnej…
Janusz Palikot odgraża się w mediach, iż posiada receptę na uzdrowienie finansów państwa i na inne jego bolączki.
Bawi mnie to, że polityk, który zasiada w parlamencie, pełnił funkcję przewodniczącego jednej z ważniejszych komisji, z którą wiązaliśmy duże nadzieje, z taką łatwością nie tylko obrzuca obelgami i złymi słowami konkurencję czy rywali, ale też zapowiada, że są łatwe i proste rozwiązania problemów na skróty. Łatwo jest nabrać ludzi na nowoczesne, innowacyjne państwo, najnowocześniejszego polityka, tylko że od tego jeszcze nic się nie zmieniło i polska furmanka nie przeobraziła się w polskiego mercedesa.
Jest Pan członkiem najwyższych władz stronnictwa. Może Pan zatem powiedzieć, jak układa się współpraca z Waszym współkoalicjantem, Platformą Obywatelską?
Po pierwsze trzeba wyraźnie powiedzieć, że Platforma miała w wyborach 40 procent, a my mieliśmy 10 procent w zaokrągleniu.
To znaczy, że ich racja jest cztery razy ważniejsza niż Wasza?
Nie, tu nie chodzi o rację, ale o głosy jakie zdobyły dwie partie koalicyjne. Zawsze głosy stanowią rację i to jest pytanie, o to czego chcą obywatele. Jeżeli w moim podwarszawskim okręgu młode pokolenie bardziej interesowała legalizacja marihuany niż budowa obwodnic, to wybrali sobie nieznanego posła, a za mało głosów dali, żebym mógł w większym potencjale politycznym popartym głosami mówić o polskiej infrastrukturze. Ludzie, którzy nawet nie głosują na Polskie Stronnictwo Ludowe bardzo dużo od PSL-u wymagają. Jeśli mamy 10 procent głosów to trudno, żeby od nas wymagać 200 procent odpowiedzialności i jeszcze więcej skuteczności.. Dla przykładu PSL oskarża się dzisiaj o to, że dopuszczamy do tego, iż stosunki państwo – Kościół są ustawicznym poligonem starć partyjnych i politycznych. Ale to czy my stworzyliśmy kryzys krzyża na Krakowskim Przedmieściu, to my napędziliśmy tam emocje? Czy to my nierozumnymi decyzjami i słowami prowokujemy dzisiaj jakieś akcje? Nie. PSL jako centrowa formacja mówi – starajmy się eliminować to co nas dzieli, a eksponujmy w naszej przestrzeni debaty publicznej, obywatelskiej, samorządowej, narodowej, to co nas łączy. Bo w tych procesach globalnych, jeśli Polska i Polacy, w tym także nasza polityka, będzie taka bardziej arogancka i egoistyczna, skoncentrowana na walce ze sobą, to przegramy wyścig globalny. 40-milionowy naród, szósta gospodarka w Europie, dwudziesta na świecie, nie mogą sobie pozwolić na to, by znaczna część potencjału, energii społecznej, gospodarczej, samorządowej czy politycznej szła w konflikt. I PSL mówi bardzo wyraźnie: ludzie, wybory to jest skazanie tych, którym dajemy władzę, ale też nie zawsze większość znaczy mądrość. Dlatego z większą pokorą trzeba patrzeć nie tylko na te swoje kartki wyborcze, tylko z większą pokorą na problemy. Jeśli ma się taką postawę – bardziej służyć i wsłuchiwać w głos ludzi, to wtedy pojawiają się wartości dodane.
Czy PSL jest formacją antyreformatorską? Tak w jednym z ogólnopolskich tygodników podsumował Was dość znany publicysta.
Najbardziej zabawne jest, że kiedy ktoś powie tak: wystarczy, że ogłoszę reformę, a tak zwani zwolennicy reform z góry zakładają, że to jest dobra reforma nawet nie czytając co zawiera to hasło. Trochę w Polsce słowo reforma jest nadużywane. Reformować to znaczy poprawiać. Bardzo często zdarza się, że reformowanie jest też pogarszaniem. Proszę zwrócić uwagę ile polska polityka wygenerowała reform i podreform w obszarze służby zdrowia. Gdybyśmy dzisiaj popatrzyli na pieniądze, które kierujemy nie tylko w systemie publicznym, ale i prywatnym na służbę zdrowia, to widać jak dramatyczne błędy zostały zrobione. I ani pacjenci ani służba zdrowia nie są szczęśliwi. Po pierwsze, my czujemy się racjonalni. W związku z tym, jeśli ktoś przedkłada mi jakąś propozycję zmiany, to ja z zimną krwią analizuję konsekwencję. Jeśli to coś poprawia, to taką zmianę popieram, jeśli zmiana jest niedopracowana to należy ją odłożyć na bok. Pamięta Pan cztery wielkie reformy w 1999 roku – jak to ładnie wyglądało. Po czym był wielki bałagan z dziurą Bauca na czele. W związku z tym - mniej takiego reformatorskiego zacięcia. Rzuca się słowo reforma dla samego rzucenia. Ja w tym roku jeszcze nie zrobiłem żadnej reformy i czy czuję się z tego powodu sfrustrowany? Niestety raczej w ten sposób odbieram zmiany premiera Tuska w systemie emerytalnym. Nieprzygotowane, nieprzemyślane, nieuzgodnione z koalicjantem. I dlatego tak zdecydowanie walczyliśmy na etapie koalicyjnym o istotną zmianę w kształcie „67” Tuska.
Jednak PSL popiera zmiany w systemie emerytalnym proponowane przez PO.
Ale powoli – jak istotnie skorygowaliśmy tą propozycję premiera, jak zwróciliśmy uwagę na to co jeszcze trzeba uwzględnić. I chcemy na etapie prac parlamentarnych uzupełnić to co rząd przedstawił, tak aby tych niechęci społecznych i lęków było mniej.
Na koniec pytanie na temat zapowiadanego na listopad kongresu krajowego PSL. Czy kandydował będzie obecny prezes partii, Waldemar Pawlak, czy też można spodziewać się jakiś niespodzianek?
Prezes Pawlak będzie kandydował. W mojej ocenie może jeszcze zgłosić swoją kandydaturę Marek Sawicki, ewentualnie prezes organizacji świętokrzyskiej Adam Jarubas. Na pewno PSL nie będzie szukało zająca, aby wypełnić wymóg statutowy. Ja już rok temu zgłosiłem swoją kandydaturę aby nie tylko Ludowcy mieli alternatywę. Polskiej polityce potrzeba uczciwej także wewnętrznej konkurencji, ścierania się wizji i pomysłów.
Dziękuję za rozmowę.