
„Nie śledziłem postępów budowy” meczetu na Ochocie, przyznaje Roman Pawłowski na wstępie felietonu „Meczet już prawie gotowy. Protesty nie przyniosły efektów” zamieszczonego na gazeta.pl. Uczciwiej z jego strony byłoby przyznać, że w ogóle w sprawie islamizmu nie śledził wiele, ponieważ jego radość z ukończenia meczetu nie byłaby wówczas tak wielka.
REKLAMA
Zacznijmy od nieprawdziwych informacji na temat protestów wokół budowy. „Wysiłki skrajnej prawicy na szczęście nie przyniosły efektu i (…) budowa Centrum (…) zbliża się do finału”, podsumowuje autor felietonu. Islamistom i ich sojusznikom, takim jak Pawłowski, wygodnie jest bić w bęben ostrzegający przed rosnącym nacjonalizmem, powoływać się na te czy inne wypowiedzi na prawicy. Ten zabieg jest znany, ale nadużywany i przez to robi coraz mniejsze wrażenie na czytelnikach.
Protestu jednak nie zorganizowała Młodzież Wszechpolska, jak pisze, bo mu tak wygodnie, Pawłowski, lecz stowarzyszenie Europa Przyszłości, które w krytyce politycznego islamu wychodzi z pozycji liberalnych, silnie związanych z prawami człowieka. Wszechpolacy byli na tej manifestacji persona non grata, o czym informowaliśmy jasno przed akcją – to mógł redaktor Pawłowski sprawdzić w archiwach gazety, w której pracuje. To jest minimum oczekiwanej od dziennikarzy rzetelności.
Krytyka islamu politycznego nie jest wyłączną domeną skrajnej prawicy, jak mogłoby wynikać z lektury felietonu. Na łamach "Gazety Wyborczej" prof. Andrzej Szahaj napisał: „W przypadku rażącego pogwałcenia jej zasad, wspólnota kulturowo dominująca ma prawo interweniować - np. w przypadku cywilizacji zachodniej wtedy, gdy się chce wprowadzić w jej granicach zasady tzw. szariatu, całkowicie sprzeczne z jej systemem wartości oraz prawodawstwem”.
Lewicowa działaczka, ateistka i była muzułmanka Maryam Namazie na Dniach Ateizmu w Warszawie oskarżała część lewicy, że „używa żałosnych wytłumaczeń, żeby sprzymierzać się z islamistami i chronić ich kosztem życia i praw ludzi”. Z kolei według duńskich socjologów Jensa-Martina Eriksena i Frederika Stjernfeltjesta, badających rodzący się w Europie konflikt, zasadna jest krytyka islamu jako „krytyka ruchu politycznego pozostającego w sprzeczności z otwartym społeczeństwem i podstawowymi zasadami demokracji”. To tylko niektóre głosy.
Prowadzą one jednak do pytania - czy ma to miejsce w przypadku organizacji budującej meczet, czy też rację ma Pawłowski wierząc „w społeczność islamską i jej zdolność do dialogu”.
By wiarę swą umocnić, felietonista fakty ujawnione przez "Rzeczpospolitą", dotyczące powiązań z radykalnym islamem, nazywa „rzekomymi powiązaniami budującej ośrodek Ligi Muzułmańskiej z organizacjami terrorystycznymi”. Ale jak na tak ciężkie gatunkowo zniesławienie, nie przypominam sobie sprostowania ze strony "Rzeczpospolitej" ani też pozwu sądowego wobec niej.
Dzisiaj wiemy dużo więcej niż w dniach protestu. Okazało się, że budowniczy meczetu wydawał pisma Saida Qutba, Fajsala Mawlawiego czy Abu Ala Maududiego, którzy z dialogiem i demokracją nie mają nic wspólnego. To „ojcowie islamskiego fundamentalizmu”, jak określił ich kilkukrotnie zapraszany przez "Gazetę Wyborczą" muzułmanin prof. Bassam Tibi (też skrajna prawica i islamofob?).
Ówczesny przewodniczący Ligi Muzułmańskiej Samir Ismail zasiadał w komisji Federacji Islamskich Organizacji w Europie oraz w Europe Trust - obydwie to organizacje Bractwa Muzułmańskiego. W pierwszej, wspólnie z człowiekiem uważanym za przedstawiciela Hamasu w Berlinie, w drugiej z imamem skazanym za udzielanie zgody na obrzezanie dziewczynek w jego włoskim meczecie. Ismail o tym nie wiedział?
Opinie dotyczące Ligi Muzułmańskiej nie są prywatnymi moimi poglądami, czy dziennikarki "Rzeczpospolitej", ale są także prezentowane są przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego na jej oficjalnej stronie www.
Wreszcie trzeba zwrócić uwagę na kluczową osobę, wielokrotnie przywoływaną przez Ligę Muzułmańską jako autorytet i wzór. Szejk Jusuf Al-Karadawi – duchowy przywódca Bractwa Muzułmańskiego, antysemita wspierający zamachy terrorystyczne w Izraelu. Karadawi uważa Hitlera za bicz Boży na żydów i wyraża nadzieję, że Allach odda w ręce muzułmanów następne wymierzenie kary i pokazanie miejsca Żydom.
Wiara Pawłowskiego w dialog istotnie musi być silna. W dialog z ludźmi uznającymi antysemitę za wzór i autorytet. W dialog z ludźmi wydającymi książki, których autorzy uważają prawa człowieka za „cierniste krzewy zasiane ręką szatana w ogrodzie duszy ludzkiej” (Qutb). W dialog z imamem meczetu, Nedalem Abu Tabaqiem, który propaguje "sprawiedliwość" dla płci zamiast równouprawnienia płci. Aż dziw bierze, że Pawłowski nie posiada takiej samej wiary w dialog ze skrajną prawicą, bo różnice bywają czasami niedostrzegalne.
