Kadr z filmu
Kadr z filmu Czy leci z nami pilot?

„Spokojnie, to tylko kalifat” brzmi jak tytuł amerykańskiej komedii z lat 80: „Spokojnie to tylko awaria”. Generalnie poobijamy się trochę, będzie masa absurdów, ale wszystko dobrze się kończy. Nie byłbym taki pewien.

REKLAMA
Pierwsza teza artykułu jest taka, że kalifat zakładany na terenie Iraku i Syrii będzie czymś takim jak republiki prorosyjskich separatystów. Różnice między prorosyjskimi separatystami a dżihadystami są takie, że oni lgną do większego terytorium z mocnym hegemonem i nie łączy ich żadna ideologia. Bojownicy ISIL realizują swój cel w imię pewnej ideologii, a na horyzoncie nie pojawia się nikt, kto weźmie na siebie ciężar koncesjonowania quasi państwa. Zarówno Syria, Iran, Jordania, jak i Arabia Saudyjska są raczej zaniepokojone tym, że ISIL rośnie w siłę. Może to spowodować, że kraje te będą zmuszone same stworzyć kontrolę nad danym terytorium, bo nie będą mogły się na nikim oprzeć.
Dr Górak-Sosnowska uważa także, że kalifat ma tutaj wymiar symboliczny, nie będzie hymnu, państwa, drużyny piłkarskiej. To prawda, ale też takie właśnie są aspiracje dżihadystów. Nie nowoczesne państwo, a jakaś ich wizja tradycyjnej społeczności muzułmańskiej rządzonej w sposób zalecany przez Mahometa.
Trudno jednak mówić o symbolicznym wymiarze, o tym, że „to raczej nawiązanie do dawnej idei muzułmańskiej, według której kalifat jednoczy ummę, czyli wszystkich muzułmanów”, kiedy za ideą podążają egzekwowane surowe prawa.
Może też sami Irakijczycy się opamiętają? Ci, którzy „dołączyli do ISIL, to są ci niezadowoleni z władzy w Iraku. Być może powołanie kalifatu to będzie dla nich zbyt daleko idące posunięcie”, spekuluje Górak-Sosnowska. Jeżeli spojrzymy na przewrót Chomeiniego w Iranie, to rzeczywiście ludzie w pewnym momencie się opamiętali. Trochę za późno.
Słusznie zauważa też mój kolega redakcyjny Marcin Lachowski, że ISIL nie jest osamotnione. Po drugiej stronie szyickiego Iranu coraz silniejsi są talibowie w Afganistanie i Pakistanie. Nie mówiąc o ugrupowaniach terrorystycznych w Afryce Północnej, Nigerii, Jemenie, Somalii. „Pora przestać koncentrować się na poszczególnych drzewach i zauważyć las”, podsumowuje Lachowski.
Jeżeli już mamy odwoływać się do wspomnianego wyżej cyklu filmów, to brak wyraźnych działań, zmęczenie Stanów Zjednoczonych zaangażowaniem w Bliski Wschód i niewydolność NATO raczej skłaniają do postawienia pytania: „Czy leci z nami pilot?”