
Certyfikat islamskiej prawdziwości nie jest ani potrzebny Ewie Kalecie ani kalifowi Abu Bakr Al-Baghdadiemu. O wiele istotniejsze jest to, w którą stronę podążą muzułmanie?
REKLAMA
Dawno nie było tyle pracy administratora na fanpage’u Euroislamu jak po opublikowaniu wywiadu z Ewą Kaletą „Jestem muzułmanką i feministką”. Zaskakująca ilość inwektyw, które poleciały do kosza, a publikowaliśmy już materiały bardziej nośne emocjonalnie.
Ewa Kaleta, nie pójdzie do meczetu, nie założy chusty, żyje z nie-muzułmaninem, imigrantom, którzy mówią o prawie szariatu, mówi wracajcie do siebie i powołuje się na Orianę Falacci w kwestii obstawania za europejskimi wartościami. Z jednej strony nie pasuje do standardowego wyobrażenia o muzułmance i dla wielu trąci to fałszem, nie w sensie uczciwości jej deklaracji, ale w sensie przedstawiania takiego obrazu islamu. Z drugiej gdyby islam tak wyglądał to nie mielibyśmy tego problemu. Tymczasem główny zarzut wobec „europejskiej muzułmanki”, którą przedstawiliśmy jest taki, że jest ona w pewnym sensie nieprawdziwa.
W takim razie nieprawdziwie islamska musi być też w sporej części Tunezja, która w ubiegłym tygodniu oddała ponad 35% głosów na świecką partię „Nida Tunis” zapewniając jej zwycięstwo w wyborach. Choć nie przesądza to jeszcze o losach kraju, to jednak faktem jest, że spora część muzułmanów sama wybiera projekt sekularny. Czy mają prawo, zdaniem części krytyków islamu, mienić się muzułmanami?
Na przeciwległym biegunie mamy Państwo Islamskie z jego okrucieństwem, które mimo to popiera spory odsetek muzułmanów, a muzułmańska młodzież z całego świata, w tym z Europy nie waha się by do nich dołączyć. To tylko jedna z wielu organizacji radykalnych, Al-Kaida, Boko Haram, Al-Szabaab, Hamas, Moro Islamic Liberation Front, Lashkar-e-Taiba itp.
Pomiędzy tymi skrajnościami profesor Bassam Tibi w książce „Political Islam” wylicza te ruchy, które chcą izolować się od społeczeństw i żyć według reguł islamu, ale bez walki zbrojnej; te, które dążą do wprowadzenia reguł szariatu w procesie politycznym; oraz konserwatystów, dla których działanie takie będzie właściwe przy sprzyjających warunkach.
Co jest tym prawdziwym islamem? Co da nam ustalenie, którzy z tych muzułmanów są bliżsi prawdy? Nawet jeżeli ISIS byłoby najprawdziwsze, ale na całym świecie wierzyłoby w to 500 osób nie mielibyśmy czym się zajmować. I odwrotnie nawet gdyby wyznający nurt reformatorski mylili się zupełnie co do islamu, a byłoby ich "chociażby" kilkaset milionów, to również nie mielibyśmy problemu. Problem jednak jest, bo proporcje są inne.
Badanie tekstów źródłowych islamu jest potrzebne, by ustalić jakie może być zagrożenie, co może być sprzeczne z naszym systemem politycznym, jak do tego odnoszą się sami muzułmanie. Natomiast certyfikat prawdziwości nie jest ani potrzebny Ewie Kalecie ani kalifowi Abu Bakr Al-Baghdadiemu. Każde z nich będzie robiło zapewne swoje. Dla nas nurtujące jest to ile osób, i w którą stronę będzie chciało podążyć?
