Tym razem z mitami na temat islamu postanowiła się rozprawić dziennikarka NaTemat.pl Anna J. Dudek. Oddam tym razem głos w dużej mierze czytelnikom portalu, którzy, (dziękuję wam!), wykonali po części moją pracę.

REKLAMA
Gdyby nie komentarze internautów, lepiej wyedukowanych co do islamu niż niejeden dziennikarz, czułbym się zobowiązany, aczkolwiek co nieco znudzony, do odpowiedzi na powtarzające się poprawne politycznie zaklinanie rzeczywistości.
Pani Dudek, która koniecznie chce pokazać islam nie związany z przemocą, przemyca sporo błędów mówiąc o muzułmanach przepraszających świat za osiągnięcia naukowe, traktując IRA jako ugrupowanie terrorystyczne motywowane religią, robiąc z Tamilskich Tygrysów buddystów, oraz mówiąc o rzezi w Birmie.
Wojciech Spyra: „(…)W rzeczywistości cyfry arabskie to cyfry indyjskie, większość algebry, astronomii to dorobek greckich uczonych - Arystotelesa, pitagorejczyków, po prostu zachowany przez Arabów w czasach, gdy w Europie trwały wieki ciemne, (…) U podstaw ich (IRA, ETA – przyp. JW) działalności leżały raczej kwestie etniczne, aniżeli religijne”
Reszta świata: „Członkowie Tamilskich Tygrysów byli hinduistami. To ich przeciwnicy - rząd Sri Lanki, opanowany przez Sinhalów - są buddystami. (…) mówienie o ‘rzezi kobiet i dzieci’ (w Birmie – JW) jest tutaj sporym nadużyciem (…). Różnica skali pomiędzy zorganizowanymi bojówkami, podpierającymi się islamem, a konfliktami etnicznymi w tych dwóch buddyjskich krajach (Birma i Sri Lanka – przyp. JW), jest olbrzymia i nie można jej tak po prostu zamieść pod dywan.”
Nie opierajmy się jednak tylko na internautach.
Saudyjski intelektualista Ibrahim Al-Buleihi: „Kiedy przejrzymy nazwiska muzułmańskich filozofów i naukowców, takich jak Ibn Ruszd, Ibn Al-Hajsam, Ibn Sina, Al-Farabi, Al-Razi, al-Chuwarizmi i inni, których wkład w zachodnią cywilizację jest podkreślany przez zachodnich pisarzy, okaże się, że wszyscy oni byli uczniami greckiej kultury, jednostkami, które znajdowały się poza głównym nurtem. Byli i są w dalszym ciągu nieuznawani przez naszą kulturę. Nawet spaliliśmy ich książki, nękaliśmy ich, ostrzegaliśmy przed nimi i patrzymy na nich z podejrzeniem i niechęcią. Jak możemy być dumni z ludzi, od których się dystansujemy i których myśli odrzucamy?”
No tak, to wątki poboczne, ale co z mitem, że islam promuje przemoc?
Wojciech Słowacki: „Kobieto, poczytaj sobie Sury opowiadające jak żył Mahomet. Jak prowadził wojny, jak mordował ludzi, jak uciszał krytyków”.
I znowu, by nie narazić się na zarzut cytowania „jakichś tam” (przepraszam, nie ja tak o was myślę), internautów:
prof. Janusz Danecki: „Kolejne antyżydowskie posunięcia Mahometa nastąpiły w czwartym roku hidżry (wygnanie Banu an-Nadir) i piątym roku (wymordowanie plemienia Banu Qurayza za zdradę i konszachty z mekkańczykami)”.
Kulturoznawca Agata Marek: „Zdobywał on (Mahomet – JW) środki na prowadzenie walki, przejmując karawany podążające z Mekki, zajmował oazy żydowskie, podporządkowywał sobie arabskie plemiona”
Zaskoczeniem jest dla mnie jednak wypowiedź dr Krzysztofa Liedela cytowana w artykule, że mówienie o islamskim fundamentalizmie czy światowym dżihadzie jest nieuprawnione. Nie wiem, czy to jakiś skrót dokonany przez dziennikarkę, bo robiąc z nim wywiad usłyszałem: „Co do tego nie ma żadnej wątpliwości, że akurat islam jest tą religią, którą możemy określić jako bardziej podatną na wykorzystanie do tego typu działalności. Wyznawcę islamu, jeszcze takiego fundamentalnego, radykalnego, łatwiej pewnie jest zindoktrynować, zmanipulować, zrekrutować, niż członka innego kościoła czy innej religii, właśnie między innymi ze względów historycznych czy fundamentów tej religii”.
Dla Anny J. Dudek obrzezanie kobiet, a tak naprawdę okaleczenie narządów płciowych, nie jest związane z religią, a tym bardziej z islamem. Tak bardzo nie ma z nim związku, że uczeni czują się zobowiązywani wydawać różne, i przyznajmy, różniące się opinie, dotyczące tego procederu, przy czym spora część uznaje to jako czyn zalecany, a niektórzy nakazany przez Boga. W tej interpretacji posiłkują się wypowiedziami Mahometa. Można o tym było przeczytać w religijnym periodyku polskich muzułmanów „As Salam”.
Historycznie szkoła szaficka uważa FGM za obowiązkowe, hanbalicka za szlachetne, malikicka i hanaficka za dopuszczone lecz nie wymagane. Cieszyć można się, że w końcu w 2007 roku najwyższy autorytet w świecie islamu (ale nie jedyny jak słusznie wspomina pani dr Górak-Sosnowska), uniwersytet Al-Azhar, uznał te praktyki za nieislamskie. Mówienie jednak, że z islamem nie mają nic wspólnego, jest grubym nadużyciem.
Podobną manipulacją jest postawienie jako argumentu przeciwko powszechnej w islamie przemocy i dyskryminacji wobec kobiet faktu, że siedem z nich zostało prezydentami. Dudek przywołuje tu też prymitywne pytanie Rezy Aslana: „Ile kobiet prezydentów mieliśmy w USA?”. To prawda, w Stanach Zjednoczonych nie było jeszcze kobiety prezydenta. Co z tego, skoro w wielu wymienianych przez Dudek krajach, jak Turcja, Pakistan, Bangladesz, czy Indonezja (80-90% FGM u kobiet), prawa kobiet są jednak nadal o wiele słabiej respektowane niż w Ameryce.
Krzysztof Siamro: „Prawda, że kobiety traktuje się gorzej niż zwierzęta, ale weźcie pod uwagę, że w Bangladeszu mamy kobietę premier! Pani Anno, please :)”.