… pod biurem, bo kolega się bardzo spieszył. A potem zaparkował auto. Po drodze dał cukierka dziecku i przeprowadził staruszkę przez jezdnię. Tych pozytywnych informacji nie znajdziecie na islamożerczych stronach, nawet na tych zawierających „bardziej wyważone poglądy”, jak strona euroislam.pl.
REKLAMA
W mniemaniu Kamila Kamińskiego prawdopodobnie „skupiamy się na negatywnych faktach i eksponujemy zagrożenie ze strony islamu” po to, żeby budować negatywny wizerunek, czyli stymulować nasz hejt powszedni.
Naszym pierwszym i najcięższym przewinieniem jest to, że przedstawiamy „poglądy garstki radykałów jako opinie wszystkich muzułmanów i muzułmanek”. Nic to, że w sondażu Gallupa z 2006 roku znacząca większość muzułmanów uważała, że szariat ma być istotnym lub jedynym źródłem legislacji w ich państwach.
Dwa lata później, przy okazji następnego raportu Gallupa „Kto mówi w imieniu islamu?”, „Gazeta Wyborcza” (to odnośnie zarzutu przemilczania poglądów większości) pisze: „Ponad 90 proc. muzułmanów twardo sprzeciwia się terroryzmowi, marzy o demokracji i podziwia dokonania Zachodu”. Jeżeli jednak komuś chciało się zajrzeć do środka raportu, to miał to być szczególny rodzaj demokracji - z nadrzędną rolą szariatu. Posiadając taką wiedzę, można było już tylko kibicować Arabskiej Wiośnie i jej rezultatom.
Niestety, my prezentujemy głosy nielicznych muzułmańskich radykałów tego rodzaju, co prof. Bassam Tibi, który przestrzega przed islamem politycznym w takiej samej mierze, jak przed islamskim terroryzmem. Nie przeszkadza nam w ogóle, że imam Arkadiusz Miernik mianuje go, chociaż zupełnie bezpodstawnie, idolem ruchów antyislamskich, bo lepiej mieć takich idoli niż np. Chomeiniego. Więc będziemy zanudzać was tym cholernym Tibim, dopóki nie zauważycie, że ów muzułmanin, naukowiec i badacz islamizmu jasno oddziela demokrację od poglądów politycznych islamistów. Nie da się „wyzwolić demokracji z okowów sekularyzmu”, jak chcieliby tego islamiści.
Nie ma też może u nas miejsca na całe to „przeprowadzanie staruszek przez ulicę”, bo zajmujemy się publikacją filmu kolejnego muzułmańskiego radykała - Walida Al-Kubaisiego z Norwegii, który obnaża działanie Bractwa Muzułmańskiego.
Czasami też próbujemy coś zrobić, żeby inni radykałowie muzułmańscy, tacy jak Hamza Kashgari czy Raef Badawi nie stracili głów (własnych, nie cudzych). Niestety mało to zajmuje prezydenta Komorowskiego i małżonkę jego.
Wiemy, że radykalne poglądy, które głoszą tacy muzułmanie jak Tarek Fatah – który uważa, że terroryzm jest inspirowany naukami islamu - mogą zbytnio ranić czyjeś uszy, ale bywają też i weselsze momenty, na przykład wtedy, gdy islamskiego radykalnego zwolennika demokracji dr Zuhdiego Jassera „New York Times” oskarża o islamofobię.
Tak więc to są nasi – euroislamu - radykałowie, ci, którzy idą wbrew zastałym poglądom i próbują zmienić rzeczywistość w ramach swojej religii. Niestety, jak sami często przyznają, w zgodzie z tezą pana Kamińskiego, nie reprezentują oni opinii większości.
„Potrzebujemy (...) oddolnego ruchu w Wielkiej Brytanii. Jedynym sposobem na stawienie czoła islamizmowi jest wspólne zaangażowanie. Islamizm musi stać się tak odrażający, jak dzisiaj postrzegany jest rasizm”, pisze autor książki „Radical” (sic!) muzułmanin Maajid Nawaz. Niestety, po polubieniu przezeń komiksu „Jesus and Mo” grupa współwyznawców chce mu złamać karierę polityczną.
I dopóki naszym radykałom nie uda się zdobycie większego poparcia, Szanowni Państwo, to tytuł dzisiejszego wpisu będzie budził takie wasze skojarzenia, jakie budzi. A za konotacje powstałe w Państwa głowach autor nie ponosi odpowiedzialności.
