Czy muzułmanie mogą być bardziej krytyczni wobec islamu niż eksperci? Dwójka polskich muzułmanów Ewa Kaleta i Piotr Ibrahim Kalwas pokazuje, że tak, chociaż przyznają, że nie należą do głównego nurtu muzułmańskiej tradycji.

REKLAMA
Odcinek talk-show Hala Odlotów w TVP Kultura „Islam i jego stereotypy” warto polecić przede wszystkim ze względu na dwójkę obecnych tam muzułmanów: feministki i dziennikarki Ewy Kalety oraz mieszkającego w Egipcie Piotra Ibrahima Kalwasa.
Co prawda Kaleta i Kalwas przyznają, że islam, który wyznają, jest ich pewną prywatną formą wyznawania tej religii, poddaną intelektualnej interpretacji i oddzieloną od mainstreamowej tradycji, to jednak poznawszy wiarę muzułmanów nie uciekają w relatywizm, który cechuje większość ekspertów.
I tu Kalwas zaprzecza specjaliście Centrum Badań nad Terroryzmem, Andrzejowi Mroczkowi, który twierdzi, że najwięcej zamachów i prób dokonywanych jest przez lewicowy i skrajnie prawicowy terroryzm w Europie. Mówi, że jednak najbardziej krwawe żniwo przyniosły muzułmańskie ataki.
Na statystykę w ogóle trzeba patrzeć ostrożnie. Według danych Europolu, którymi posługiwał się zapewne Mroczek, najwięcej aresztowań (a więc i wykryć spisków terrorystycznych) w Europie dotyczyło separatystów, a później muzułmanów. W tym kontekście - biorąc pod uwagę liczebność populacji oraz długość trwania niektórych separatystycznych konfliktów, takich jak baskijski - palma pierwszeństwa będzie się przesuwać w stronę terroryzmu islamskiego .
Kolizja jest też wyraźnie widoczna, gdy zestawimy wypowiedź dr Agaty Skowron-Nalborczyk, która twierdzi, że Koran i hadisy można dowolnie interpretować, ze stwierdzeniem Kalwasa, że od wieków muzułmański mainstream interpretuje Koran tak samo, a odmienne interpretacje są raczej prześladowane. I dodaje coś, co wpisuje go w szereg szlachetnych heretyków: „Może muzułmanie powinni o tym mówić, że pewne wersety w Koranie, pewne hadisy (…) są obecnie nie do przyjęcia, są nie do zaakceptowania, są nie ruszone od setek lat”.
Stawkę podbił redaktor Jerzy Haszczyński, który powiedział, że islam nie tylko się nie modernizuje, ale następuje jego konserwatywna globalizacja.
Ewa Kaleta z kolei podkreśla problem meczetu na Wiertniczej, do którego deklaruje się nigdy nie pójść, ponieważ sala modlitw jest tam oddzielna dla kobiet i dla mężczyzn (podobnie będzie w meczecie na Ochocie – przyp. autora). Dodatkowo imam tegoż meczetu namawia wszystkie młode konwertytki na ślub z imigrantami muzułmańskimi, a kiedy sprawa kończy się w opłakany sposób dla kobiety, człowiek ten umywa ręce.
Za dobry sygnał można uznać, że Mroczek, Kalwas oraz Nalborczyk uważają, że muzułmanie, którzy przybywają do Europy, mają zaakceptować obowiązujące tutaj prawo. Kalwas stwierdza nawet, że należy bać się imigracji w sensie ilościowym. Jak ujął to Mroczek: „Jeżeli pali mi się dom, uciekam z tego domu i ktoś mnie przygarnia (…) to ja w jego domu nie zakładam nóg na stół”. Chociaż zdarza się i taka czarna owca jak Paweł Smoleński, który w programie twierdził, że powinniśmy stworzyć takie warunki, żeby imigranci czuli się u nas jak u siebie.
Na koniec w mojej głowie pozostaje jedno pytanie: skąd taka nagonka na naszą (Europy Przyszłości) działalność, począwszy od demonstracji pod meczetem, skoro nasze i opisanych tu muzułmanów poglądy prawdopodobnie różnią się od siebie tylko w wąskim zakresie?