
Stało się, mamy w Warszawie najwęższy dom świata. Uważam, że miasto słusznie postąpiło dofinansowując ten projekt. Te 150 tysięcy złotych dało Warszawie międzynarodowe "publicity", warte dużo, dużo więcej.
REKLAMA
Warszawa nie jest Pragą ani Berlinem, zabytków mamy mało i nie są specjalnie okazałe, dlatego tym bardziej się cieszę, że wybudowano ten dom. Takie "naj…" zawsze dobrze wyglądają w przewodnikach - najwyższa wieża, największy rynek itd. To w końcu fajnie się pochwalić: widziałem najwęższy dom świata, w Warszawie! W rezultacie mamy, wybudowaną niedużym kosztem, nową atrakcję turystyczną, coś co może przyciągnąć do nas turystów, i - w rezultacie - pieniądze.
Szkoda tylko, że sam budynek nie wygląda tak ładnie, jak na wizualizacjach - jego frontowa elewacja jest zupełnie inna, i chyba gorsza. Ale nie narzekajmy - teraz trzymajmy kciuki, żeby domek przetrwał naszą ciężką zimę, która podobno nadchodzi.
Szkoda tylko, że sam budynek nie wygląda tak ładnie, jak na wizualizacjach - jego frontowa elewacja jest zupełnie inna, i chyba gorsza. Ale nie narzekajmy - teraz trzymajmy kciuki, żeby domek przetrwał naszą ciężką zimę, która podobno nadchodzi.
*
Nie od dziś dokucza Warszawie problem wszechobecnych reklam. Są wszędzie, i potrafią być wielkości budynku, psują krajobraz, zaśmiecają przestrzeń. Ktoś ostatnio podliczył, że w dużo większym Londynie powierzchnia łączna outdooru jest kilkadziesiąt razy mniejsza, niż w grodzie nad Wisłą. A najciekawsze w całym tym zjawisku jest to, że pomimo zmęczenia i ogólnej niechęci do tychże reklam, tłumy ruszyły na otwarcie muzeum, by oglądać… właśnie takie reklamy. To fenomen, któremu i ja uległem. Wernisaż wystawy Warszawa w Budowie, w cieniu skandalu związanego z pawilonem Emilia, udał się znakomicie.
*
Mówią, że metro cywilizuje miasto. Sam pamiętam, gdy stacja Kabaty wychodziła na środku jakiegoś dzikiego pola, z lasem na horyzoncie. A teraz - sami wiecie. Ale w przypadku II linii metra coś już jest nie tak. Liczyłem, że okolice Ronda Daszyńskiego odżyją (ożyją?) dzięki podziemnej kolejce, a tymczasem w okolicach tych stwierdzono ostatnio zwiększoną liczbę… lisów. Jest ich ponoć w tym rejonie kilka sztuk. Ciekawe, czym się żywią, bo tam naprawdę nic nie ma, ani kur, ani nawet śmietników. W ogóle Wola to taka dzika dzielnica - widuje się tam też łosie, wilki, a jeże w parku Sowińskiego to ponoć codzienność.
*
Pechową datę na publiczną prezentację nowego budynku wybrał sobie PZPN. Tuż po "aferze dachowej", i tuż po tym, gdy okazało się, że Grzegorz Lato naprawdę reklamuje dachy, związek zaprezentował makietę swojej nowej siedziby, wyglądającej, jakby nie patrzeć - jak stadion. Pomijając sens budowania obiektu za 40 milionów złotych, w którym prezesi będą mieć m.in. basen, najbardziej dziwi, że ostatnia kondygnacja wyraźnie nie ma… dachu. Zła wróżba!
*
Na modnej i drogiej ulicy Mokotowskiej zaczepił mnie starszy pan, elegancko acz skromnie ubrany, z pytaniem, czy nie wiem gdzie tu jest sklep z częściami do samochodów. "Takimi gumowymi częściami, wie pan". Nie wiedziałem - wokół same luksusowe sklepy, modne kawiarnie, galerie sztuki, winiarnie... Oczywiście może gdzieś w podwórku jest taki, ale ja nie wiem. "Jest, jest, na pewno" - powiedział staruszek - "kupowałem tu części do mojego auta, bo ja sam naprawiam, wie pan. Dawno kupowałem, ale był". Przykro mi było, bo nie pomogłem. Potem widziałem go jak błądził jeszcze wzdłuż ulicy, zaglądając do różnych sklepów, zapewne z tym samym pytaniem. Eh... miasto się zmienia.
