Gigantyczna reklama mięsa wieprzowego na budynku w Al. Jana Pawła II.
Gigantyczna reklama mięsa wieprzowego na budynku w Al. Jana Pawła II.

Zauważyliście, że w Warszawie ostatnio mocno promuje się wieprzowina? Najpierw był targ połączony z promocją wieprzowiny na rynku mariensztackim, pod tytułem "„Piknik Mięsny - wieprzowiny smak lubimy”. Cytuję z materiałów prasowych: "Będą także przeprowadzane konkursy z nagrodami dla dzieci i dorosłych, a pobyt na pikniku umili program muzyczno-artystyczny".

REKLAMA
Potem media podały, że książeczki o wieprzowinie rozdawane są dzieciom w stołecznych przedszkolach. W książeczkach występowały uczłowieczone świnki i zachęcały do spożycia ich mięsa, bo jest zdrowe i chude. Dzieci, prócz książeczek, dostawały tłuczki do mięsa i dyplomy "mistrza tłuczenia kotletów". Ostatnio gigantyczna reklama z kawałkiem krwistego mięsa zawisła na skrzyżowaniu al. Solidarności i Jana Pawła II. Rozumiem, że Warszawa to niepokorny teren, być może wegetarianizacja społeczeństwa tak się tu rozwinęła, że producenci zaczynają mieć straty. Mam jednak nadzieję, że nie posuną się do prowadzenia warsztatów z uboju i rozbiórki.
***
Skoro jesteśmy przy żywności: pamiętacie zapewne, gdy z okazji Euro2012 na wyremontowanym dworcu centralnym pokazano rozkłady jazdy, pokazujące czas w hamburgerach i frytkach. Na przykład: do odjazdu pociągu zdążysz zjeść 3 burgery i zapić je kolą. Ja pamiętam, że fakt ten był mocno obśmiany przez warszawiaków, zarówno w internetowych komentarzach, jak i mediach społecznościowych. Ale nie mieliśmy racji. Akcja została nagrodzona na dużym festiwalu reklamowym na Słowacji. Czekamy teraz na wyróżnienie obklejonego pomarańczem hotelu Forum - pamiętacie?
***
W tzw. Długi Weekend Zmarłych, na moim wolskim osiedlu większość sklepów monopolowych przeszło w całodobowy tryb pracy, ledwo ogarniając wychodzące na zewnątrz kolejki. Ale mimo to pijanych kierowców złapano w Warszawie zaledwie 98 - dla porównania rok temu było ich 120. Jeśli doliczymy do tego tylko jedną cmentarną bójkę (na Wolskim, a jakże), to w ogóle pełny sukces. Ja z kolei nosa za drzwi nie wystawiłem, głównie dlatego, że co roku z okazji tegoż święta zmieniają mi całkowicie zasady ruchu na osiedlowych uliczkach, w taki sposób, że połapać się nie idzie, a pilnujące nowych reguł radiowozy czają się za każdym większym krzakiem. Taki to urok mieszkać na Woli, gdzie dużych cmentarzy jest mnóstwo.
***
Na Bemowie wymyślono, że replikę barejowskiego misia ze słomy będą nosić w te i nazad, dwa razy do roku, z miejsca na miejsce. Z dwóch powodów - raz, że nie wiadomo było, gdzie go na stałe postawić (przypomnę, że w poprzedniej lokalizacji, czyli na środku jeziora, spłonął). Dwa, że na Bemowie przyda się nowa świecka tradycja, i przenosinom misia ma towarzyszyć fiesta dla mieszkańców. Świetnie. To i tak tańsza wersja, mogli przecież ustalić, że co roku będą go płonącego wrzucać do połczyńskiej glinianki.
***
Siedzę sobie na ławce w centrum handlowym, nieopodal dwóch młodocianych, z wyglądu kibiców, bije się wzajemnie pięściami po rękach i ramionach. Dość mocno, ale po koleżeńsku. Podsłuchuję: "i co, jak cię bardziej bolało? Tak jak z góry walisz" - odpowiada drugi. "Dobra, to tak będę bić". Zawsze wierzyłem, że wczesna edukacja to podstawa.