
Rozmowa z Iloną Karwińską, założycielką i szefową pierwszego w Europie (a drugiego na świecie) Muzeum Neonów, o tym jakie są dalsze plany muzeum i o tym, co dalej będzie z neonami.
REKLAMA
Powiedzmy sobie szczerze - przed powstaniem Waszego muzeum neony na ogół lądowały w śmietnikach. A dziś każdy modny klub, restauracja czy sklep chce mieć neon. Zdajesz sobie sprawę, że to w dużej mierze Wasza zasługa?
To było zaskoczenie. Nie spodziewałam się, że aż tak w dużej mierze obudzimy wrażliwość na neony. Myślałam, że cały projekt zrobienia muzeum zajmie mi pół roku, a trwa to wszystko już siedem lat, bo tak duże jest zainteresowanie i wciąż pojawia się coś nowego.
Czy uważasz, że coś się Wam w związku z tym należy? Zrobiliście w końcu niezłą robotę, której wcześniej nikt się nie podejmował?
Dużo słów wdzięczności słyszę od starszych osób, od ludzi, którzy robili neony, projektowali je i pamiętają ich świetność. Przychodzą do nas, opowiadają o dawnych czasach, dziękują, to jest bardzo miłe. Młodsze pokolenie z kolei może mniej kojarzy powrót neonów z nami, ale dla nas najważniejsze, że neony są znowu modne i doceniane, bo dzięki temu nie są już wyrzucane na złom. I wciąż powstają nowe - o to przecież nam chodzi.
Właśnie - mam wrażenie, że te nowe neony nie są tak piękne, jak stare. Dlaczego?
Kilka rzeczy się na to składa. Po pierwsze ogromną rolę gra ich wielkość. Kiedyś neony były dostosowywane do skali budynku, na którym wisiały - budynek był duży, to i litery miały po 2-3 metry. Dziś częściej mamy do czynienia z małymi napisami nad oknami lub wejściem. Po drugie: kwestia użytych rurek - dziś często stosuje się rurki kolorowe, a dawniej kolor uzyskiwało się z odpowiednio dobranego gazu, a rurka była zawsze biała. Po trzecie - dawniej neony były projektowane przez wybitnych architektów, artystów, tzw. neoniarzy, a teraz różnie z tym bywa.
W muzeum macie sporo takich neonów, z których została tylko metalowa konstrukcja, a szkło jest całkiem wytłuczone.
Tak, i właśnie dzięki temu, że była to konstrukcja łączona, to dziś możemy je wciąż oglądać i wiemy, jak rekonstruować szkło. Bo były też piękne neony zrobione z samych rurek, ale mało który dotrwał do naszych czasów.
Wspominasz o rekonstrukcji. Można powiedzieć, że jesteście autorytetem w tej dziedzinie, bo dużo neonów sami naprawiliście.
Rzeczywiście, coraz więcej osób się do nas zgłasza z pytaniami technicznymi. Najczęściej są to pytania o możliwość wykonania małego neonu do domu. To jest nowość - neony wieszane w domach prywatnych jako elementy wystroju wnętrza - coraz więcej ludzi chce mieć coś takiego. Poza tym pytają na przykład o to, czemu neon świeci na niebiesko, a inny na czerwono. Mamy na szczęście wspaniałego technika Darka Bąka, który zawsze chętnie odpowiada na pytania, udziela rad, sam też wykonuje neony na zamówienie. Współpracujemy też z wieloma firmami neonowymi.
Czy to jest dobry pomysł - neon w domu?
Oczywiście! Te "domowe" neony są niewielkie, zużywają mało prądu i w ogóle nie hałasują, bo pracują za zwykłych zasilaczach. To te wielkie, zewnętrzne, "bzyczą", bo tam używa się transformatorów. Decydując się na neon do domu, trzeba tylko pamiętać, że jest delikatny, łatwo go potłuc.
A Ty masz neon w mieszkaniu?
Często mnie o to pytają. Nie, nie mam - chyba dlatego, że ciągle na nie patrzę w pracy, to w domu muszę od nich odpocząć :)
Czy jeśli ktoś zapragnie własnego neonu, może się do Was zwrócić?
Kto wie, może zajmiemy się tym kiedyś? Ja i mój mąż David prowadzimy w Londynie studio graficzne i bardzo chętnie podejmujemy się projektowania neonów, ale nie mamy na razie zaplecza do ich produkcji. Pośrednio współpracowaliśmy przy niedawno powstałym neonie kina Iluzjon. Ekipa, która się tym zajmowała, zwróciła się do nas z prośbą o konsultacje, pokazywali nam różne projekty, pytali o kolory, to było bardzo fajne.
Kto wie, może zajmiemy się tym kiedyś? Ja i mój mąż David prowadzimy w Londynie studio graficzne i bardzo chętnie podejmujemy się projektowania neonów, ale nie mamy na razie zaplecza do ich produkcji. Pośrednio współpracowaliśmy przy niedawno powstałym neonie kina Iluzjon. Ekipa, która się tym zajmowała, zwróciła się do nas z prośbą o konsultacje, pokazywali nam różne projekty, pytali o kolory, to było bardzo fajne.
Myślisz, że taki "neonowy konsulting" stanie się jednym ze źródeł utrzymania muzeum?
Być może. Zgłasza się do nas coraz więcej firm, które chcą produkować neony, ale nie mają doświadczenia w ich projektowaniu. Jeśli ten trend się utrzyma, to czemu nie - my chętnie udzielamy porad. Zresztą nie patrzymy na to tylko komercyjnie, myślimy też o edukacji młodszego pokolenia. Kończymy teraz rozmowy z potencjalnym sponsorem, i jeśli wszystko dobrze pójdzie, to od przyszłego roku zaczniemy robić zajęcia dla szkół, w tym m.in. spotkania z twórcami i projektantami neonów, warsztaty, festiwal filmowy, planów jest dużo i są ambitne :)
Wracając do samego muzeum - mam wrażenie, że niedługo zabraknie Wam miejsca na kolejne neony, niektóre już stoją przed wejściem, co będzie dalej?
To jest coś, co nas cieszy i martwi jednocześnie. Na szczęście tam, gdzie mamy siedzibę, w Soho Factory, jest tak fajnie, że możemy wieszać neony na zewnątrz. Już kilka powiesiliśmy, dzięki wsparciu właściciela terenu udało się je wyremontować i dziś pięknie świecą. My zresztą chcemy, żeby neony wisiały na budynkach, taka jest przecież ich rola. Także jak nie będziemy się już mieścić w naszej hali, to planujemy ekspansję na zewnątrz - najpierw w Soho, a potem dalej na Pragę, a kto wie - może kiedyś dotrzemy do Centrum. Tak naprawdę ja bym chciała, żeby jak najwięcej neonów wróciło "na ulicę". Tak jak udało nam się z syrenką, która wisi na Grójeckiej.
Nie boisz się, że gdy one wszystkie wrócą na budynki, to muzeum zostanie puste?
To niemożliwe. Większość neonów, które mamy, reklamują firmy i instytucje już nieistniejące. One po prostu nie mają dokąd wrócić. Mamy teraz taki dylemat z neonem "Kino Ochota". Chcemy go wyremontować i powiesić z powrotem przy Grójeckiej, ale w dawnym budynku kina jest teraz "OchTeatr". Natomiast coraz częściej jest tak, że na miejsce starego neonu wieszana jest kopia, a oryginał ląduje u nas w muzeum. Grają tu względy ekonomiczne - wykonanie repliki jest często dużo tańsze od naprawy oryginału. Kilka dni temu dostaliśmy resztki bardzo pięknego neonu Atom z Tychów, właśnie dlatego, że w jego miejscu zawieszono replikę.
Podobnie było chyba z napisem "Stadion" z warszawskiego dworca PKP?
Dokładnie, albo z globusem "Orbis" z Alej Jerozolimskich - ten obecny to kopia, a część oryginału jest w naszym magazynie, konkretnie same kontynenty. Są wielkie - mają ponad 3 metry wysokości, pokazywaliśmy je na Nocy Muzeów kilka lat temu.
Czy można powiedzieć, że przed Wami świetlana (dosłownie i w przenośni) przyszłość?
Oby! :) Potencjał jest duży, ale na wiele rzeczy potrzeba wsparcia finansowego. Jeśli wszystko dobrze się ułoży to na pewno wyjdziemy bardziej "na miasto", zrobimy więcej warsztatów, spotkań, wykładów. Trzymajcie za nas kciuki!
Rozmawiał Jarek Zuzga
