
Na zachodzie Warszawy straszy Dworzec Zachodni. Jakiś czas temu kolej ogłosiła, że wraz ze Słowakami wybudują nowy dworzec wraz z biurowym otoczeniem. Dworzec dla jednych, biurowce dla drugich i wszyscy będą zadowoleni. Niestety, nasi południowi sąsiedzi zrobili na tym dużo lepszy interes.
REKLAMA
Ostatecznie bowiem będą same biurowce, a stacja zostanie zredukowana do kawałka przejścia podziemnego. Warszawiacy, sądząc po komentarzach w internecie, czują się zrobieni w konia. Ale może kolej ma rację? Jakby Słowakom sprzedać jeszcze cały teren pod torami kolejowymi w Warszawie, to może nam od razu wybudują metro pod spodem?
***
Okazało się, że słupkowo-parkingowo-szlabanowy bałagan, który od lat mamy pod Pałacem Kultury, zawdzięczamy jemu samemu, a właściwie jego zarządowi. Teraz w ramach budowania świątecznego klimatu dostawiono tam jeszcze budki z kiełbaskami i przaśny diabelski młyn. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w tym samym czasie zarządcy Pałacu postanowili pilniej zadbać o godny wizerunek obiektu, ogłaszając, że nie będzie już można fotografować go w celach innych, niż prywatne. Drżyjcie producenci pocztówek! A zarządowi gratuluję, to na pewno poprawi wizerunek gmachu, który i tak słynie z przyjazności i otwartości. Widzę już tłum biegnący po wynajem biur (o ile nie potkną się o łańcuchy i słupki po drodze).
Okazało się, że słupkowo-parkingowo-szlabanowy bałagan, który od lat mamy pod Pałacem Kultury, zawdzięczamy jemu samemu, a właściwie jego zarządowi. Teraz w ramach budowania świątecznego klimatu dostawiono tam jeszcze budki z kiełbaskami i przaśny diabelski młyn. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w tym samym czasie zarządcy Pałacu postanowili pilniej zadbać o godny wizerunek obiektu, ogłaszając, że nie będzie już można fotografować go w celach innych, niż prywatne. Drżyjcie producenci pocztówek! A zarządowi gratuluję, to na pewno poprawi wizerunek gmachu, który i tak słynie z przyjazności i otwartości. Widzę już tłum biegnący po wynajem biur (o ile nie potkną się o łańcuchy i słupki po drodze).
***
3,6 mln złotych - tyle zapłacimy za dyskotekową imprezę na pl. Konstytucji w Sylwestra. Nie ma co rzucać populistycznych haseł, że lepiej byłoby te pieniądze wydać na coś rozsądniejszego, niż podrygiwanie w rytm Zakopałera i zbiorowe picie ruskich szampanów. Chleba i igrzysk nam trzeba, prawda?
***
Była na Mariensztacie "Kawiarnia Ogrody", w której kawa była dobra i klimat zacny. W ciepłe dni wystawiali na zewnątrz leżaki i poduchy, zimą można było poczytać książkę w przytulnym wnętrzu. Bez alkoholu, bez hałasów. Dziś już jej nie ma, a wróble ćwierkają, że to wspólnota mieszkaniowa ją pogoniła. Dla przypomnienia: utworzenie kawiarni było kolejną próbą ożywienia półmartwego rynku. Ale kawiarnia wytrwała chyba tylko rok. Niedawno miasto ogłosiło, że chce tu wybudować podziemny parking, ale znowu mieszkańcy zaprotestowali. Wyprowadził się też sklep monopolowy, a z sąsiedniej Bednarskiej zwinął się jedyny w okolicy kiosk. Nudna się robi ta "przygoda na Mariensztacie".
Była na Mariensztacie "Kawiarnia Ogrody", w której kawa była dobra i klimat zacny. W ciepłe dni wystawiali na zewnątrz leżaki i poduchy, zimą można było poczytać książkę w przytulnym wnętrzu. Bez alkoholu, bez hałasów. Dziś już jej nie ma, a wróble ćwierkają, że to wspólnota mieszkaniowa ją pogoniła. Dla przypomnienia: utworzenie kawiarni było kolejną próbą ożywienia półmartwego rynku. Ale kawiarnia wytrwała chyba tylko rok. Niedawno miasto ogłosiło, że chce tu wybudować podziemny parking, ale znowu mieszkańcy zaprotestowali. Wyprowadził się też sklep monopolowy, a z sąsiedniej Bednarskiej zwinął się jedyny w okolicy kiosk. Nudna się robi ta "przygoda na Mariensztacie".
***
Zaczepił mnie obcokrajowiec, który na moim osiedlu rozwieszał ogłoszenia. Na dworze był ziąb, a on opowiedział mi, że przyjechał tu ze słonecznej Hiszpanii pracy szukać. Bo tam - mówił - żadnej pracy już nie ma. Dla nikogo. A on jest mechanikiem samochodowym i słyszał, że u nas praca jest. Pomogłem mu rozwieszać te ogłoszenia, a w zamian Orlando (o ile dobrze pamiętam imię) rzekł mi łamaną polszczyzną: "ty teraz mój przyjaciel, ja ci naprawić samochód za darmo jak się zepsuje, zadzwoń". A to się nam czasy się zmieniły.
