Sylwester 2012 r. na Placu Konstytucji w Warszawie.
Sylwester 2012 r. na Placu Konstytucji w Warszawie. fot. Weronika Kołacz

W oryginalnej, płytowej wersji utworu-pastiszu, w którym Maleńczuk śpiewa fragmenty kiczowatych dyskotekowych przebojów, po ostatnim głośnym "hej!" wybrzmiewa w tle głos piosenkarza "hej k…wa jeszcze". Tak, żeby podkreślić, że cały ten kawałek jest prześmiewczy, co zresztą słuchacz łapie od początku. Na sylwestrowej miejskiej imprezie w Warszawie Maleńczuk z tego dodatku zrezygnował. No bo tu to było na serio.

REKLAMA
To, że miejski sylwester jest imprezą mało ambitną z założenia, ma się po prostu podobać, zapewnić możliwość poskakania i pośpiewania między kolejnymi łykami ruskich szampanów - wiadomo. To, że jest odgrywany prawie całkowicie z plabyacku - to też żadna nowina, nie da się tak szybko zmieniać artystów na scenie, gdyby każdy grał na żywo. Dlatego nie spodziewałem się jakichś wielkich doznań artystycznych, gdy z temperaturą siedziałem przed telewizorem w sylwestrową noc.
Parafrazując Kabaret Moralnego Niepokoju - było mi wszystko jedno, co zobaczę. Ale potem okazało się, że nie aż tak wszystko jedno! Choćby - czemu ta scena była taka paskudna? Ładniej wyglądały jej rusztowania, niż finalna, obłożona plastikiem wersja. Przypominała tandetną grzechotkę-błyskotkę kupioną na odpuście. Prowadzący nudni i bez polotu. Misiek Koterski - aż się chciało zapytać, czy to naprawdę syn tego reżysera? Liczyłem na Maleńczuka, ale on tam był chyba tylko ciałem, albo za wcześnie zaczął wieczór. Nie pomógł import zza granicy (Mirami, Ukraina) ani dinozaury z Oddziału Zamkniętego.
A tak naprawdę weszliśmy w ten nowy rok w rytmie Gangnam Style i "Ona tańczy dla mnie", sądząc po tym, kiedy publiczność bawiła się najlepiej.
logo
fot. Weronika Kołacz

Dobrze, że na dwójce leciał sylwester z Wrocławia, z grającym na żywo Wojtkiem Waglewskim i Sebastianem Riedlem, i z wykazującymi większą klasę prowadzącymi. Zasłużenie Wrocław pokonał Warszawę w konkursie na europejską stolicę kultury.
Po co to wszystko piszę? Bo jakoś tak pomyślałem, że to w końcu stolica - ta Warszawa. Jak mówiła Bożena Dykiel w Alternatywy 4: "Wiadomo, stolica! Do kina można codziennie pójść, do teatru można codziennie pójść". Okej, może nie musimy urządzać wielkiego koncertu muzyki klasycznej (choć nie obraziłbym się) - nie jesteśmy Wiedniem i nie będziemy. Bardziej chodzi o to, że stolica jakiś poziom powinna reprezentować, również w "igrzyskach", które organizuje dla swojego ludu. Tak, żeby w skali obciachu od 0 do 10 było, powiedzmy 3-4, a nie 1.
Na imprezę miasto wydało 3,6 mln zł.
logo
To podobno ostatni alkohol wypity na miejskim Sylwestrze, w przyszłym roku impreza nie odbędzie się. fot. Weronika Kołacz