
Przed Teatrem Kamienica w Alei Solidarności stanie niebawem tramwaj, na chodniku. Będzie promować Warszawę i teatr, ma być atrakcją turystyczną, mieć tabliczki nawiązujące do przedwojennych. Takie tramwaje mają inne miasta, np. Słupsk, Toruń i Bydgoszcz, w Warszawie to nowość.
REKLAMA
Pomysł fajny, sprawdzony, przyciąga turystów i fotografów. Żałuję tylko, że takiego pomnika nie doczekało się Krakowskie Przedmieście, które w przeciwieństwie do Alei Solidarności (Leszna), straciło tramwaje bezpowrotnie.
***
Co zrobić z Mariensztatem - od dawna wielu łamie sobie nad tym głowy. Bo tak blisko Starówki, a nic się tam nie dzieje, i w ogóle szkoda miejsca. Ale miejsce to jakieś pechowe, bo próbowano już różnych rzeczy, od kawiarni, po targ mięsny i nic tam nie chwyta. Sprawa jest na tyle trudna, że w końcu wezwano na pomoc amerykańskich naukowców. I dobrze. Ożywili już parę miast za oceanem, teraz zmierzą się z Mariensztatem. Życzę im oczywiście powodzenia, nawet mogę służyć radą - kiedyś odbyłem rozmowę z jedną z mieszkanek osiedla, która wyjaśniła mi, czego tam potrzebują: sklepu spożywczego i spokoju.
***
Nie potrafię zrozumieć, o co chodzi ze zmianami nazw stacji metra. Zamiast Nowego Światu, będzie Nowy Świat Uniwersytet. Centrum Nauki Kopernik w miejsce Powiśla. Rondo Daszyńskiego o mało nie zostało stacją Muzeum Powstania Warszawskiego. Jednocześnie, jakby wbrew tej tendencji do komplikowania, nie zgodzono się na Świętokrzyską Pastę. Trochę mi to przypomina chaos z nazewnictwem stacji Ratusz. Miała się zwać Plac Bankowy, ale skoro ją wybudowano ją za placem, to uznano, że bez sensu, więc wymyślono Ratusz. Potem ktoś skojarzył, że ratusz przecież również jest na placu, a nie poza, więc dokoptowano Arsenał, bo ten był najbliżej. Aż boję się, co będzie, gdy 2. linia dojdzie do bemowskich blokowisk. Bo w końcu skoro Uniwersytet i Politechnika już są, to czemu nie Wojskowa Akademia Techniczna, to przecież tylko rzut beretem od planowanej stacji Lazurowa.
***
Na ul. Chłodnej, podobnie jak na Mariensztacie, nic się nie dzieje. Po zbadaniu problemu okazało się, że to efekt remontu ulicy, na który dzielnica wydała sporo pieniędzy, ale czegoś tam nie wzięto pod uwagę i życie na ulicy zamarło. Teraz trzeba kombinować, co by tu zmienić, zakładając, że na kolejną przebudowę pieniędzy nie ma. Podpowiem: jakiś czas temu rozmawiałem z panią, której rodzina od pokoleń mieszkała w tej okolicy. To było wtedy, gdy trwał wspomniany remont, Chłodną zwężano i likwidowano tory tramwajowe. Powiedziała mi tak: "Przed wojną to była duża, modna i snobistyczna ulica. Tu się przychodziło z przyjaciółmi do kawiarni, a nie na Nowy Świat - tam było kameralnie, a tu było wielkie miasto, tramwaje, duży ruch." I to jest sedno problemu - po remoncie Chłodna zaczęła przypominać nadmorski deptak, dobry co najwyżej do okolicznościowych festynów. A wystarczyło tylko wziąć starą pocztówkę i zakreślić na niej kółkiem trzy elementy, które były wówczas, a teraz ich nie ma. I za wszelką cenę starać się je przywrócić.
