Pechowy kuferek przy domu towarowym Vitkac
Pechowy kuferek przy domu towarowym Vitkac

W większości miast reklama Louis Vuitton w postaci wielkiego kufra doklejonego do budynku nie wzbudziłaby większych emocji. Gdyby ta ekskluzywna marka w ten sam sposób otwierała swój salon, powiedzmy, w Wiedniu, nikt by słowa nie powiedział. Czemu zatem w Warszawie wzbudza takie kontrowersje?

REKLAMA
Przeciwnicy tej reklamy powołują się na zaniżanie estetyki krajobrazu miasta. Czy to nie dziwne, skoro mówimy o mieście obklejonym wielkoformatową reklamą od Kabat po Młociny? Potrafimy zasłonić Pałac Kultury, cały dworzec Centralny, większość domów przy stacji metra Centrum, połowę Alej Jerozolimskich, reklamie nie oparły się też liczne zabytki, rzekomo remontowane kamienice, mieliśmy reklamy nawet na mostach. Gdy z Rotundy zniknie na parę dni reklama, ludzie wrzucają jej zdjęcia na facebooka - toż to fenomen! Toniemy w tej plastikowej tandecie, więc czemu reagujemy negatywnie, gdy ktoś włoży ciut więcej wysiłku w reklamę, niż zlecenie wycięcia gigantycznych liter upstrzonych klipartem czy stockowym zdjęciem?
logo
To normalne, że zasłaniamy reklamami zabytki

Odpowiedź jest prosta - winne są temu agencje reklamowe. Same sobie strzeliły tego gola. Zatruwając nam życie, nie licząc się z opinią społeczną, walcząc o zawłaszczenie jak największej powierzchni miasta pod reklamę, spowodowały, że w społeczeństwie zalęgło się ziarno buntu, które błyskawicznie kiełkuje. Basta. Mamy taki przesyt reklam, że nieistotne już jest, czy są one "kreatywne". Mamy ich po prostu dość.
logo
Podczas Euro 2012 nie oszczędziliśmy nawet mostów

Pojawiają się komentarzach głosy, że przecież reklama Vuittona jest pomysłowa i na tle innych - niebrzydka, więc o co ten hałas. Owszem, tak jest. Problem tylko, że to już nie ma znaczenia. Liczy się tylko fakt, że kolejna korporacja stawia gigantyczną reklamę w środku miasta. Nieważne, co reklamuje. Nikt tego kuferka już nie doceni. Jakieś agencje się napracowały na marne, bo inne (a może te same?) wcześniej przygotowały tak fatalny grunt, że dziś lepiej z takimi pomysłami w Warszawie się nie pokazywać.
logo
Centrum Warszawy wygląda tak praktycznie cały czas

Czy to dobrze, że ta czara goryczy wreszcie się przelewa? Sądzę, że tak. Śmietnisko reklamowe mamy straszne - załączone zdjęcia to tylko kropla w stołecznym morzu. Reklama przestała pełnić swoją funkcję, bo po prostu nie patrzymy na nią. Korporacje myślą tylko o tym, żeby powiesić większą plandekę niż konkurencja. Kreatywności nie ma praktycznie żadnej. Kiedy Prudential został sponsorem filmu "Warszawa 1935" ucieszyłem się, że wreszcie jakaś duża korporacja postanowiła fajnie pokazać się w stolicy - w końcu byli tu przed wojną, mieli największy, symboliczny dla Warszawy budynek, idealnym podkreśleniem powrotu do stolicy Polski jest wsparcie takiej inicjatywy. Niestety - zaraz potem pojawiła się olbrzymia płachta Prudentialu zasłaniająca elewację przy pl. Konstytucji, i cały wizerunek szlag trafił. Kto im to doradził - naprawdę nie wiem.
logo
Praktycznie nie ma żadnej kreatywności, liczy się ilość i wielkość

W miastach, w których nie ma takiej inwazji wielkiego formatu, kuferek Vuittona byłby przyjęty z sympatią, ostatecznie - z obojętnością. U nas pojawił się w złym momencie i dlatego zebrał cięgi. A przecież fachowcy od reklamy, pr-u i marketingu powinni byli to przewidzieć, prawda?
logo
Kolejna wielka plandeka reklamowa rozwija się na elewacji domu przy pl. Konstytucji - w Warszawie to codzienność

Na szczęście powstaje coraz więcej inicjatyw, które otwarcie sprzeciwiają się zaśmiecaniu miasta reklamami. Jakiś czas działa już Stowarzyszenie Miasto Moje a w Nim, znany jest też facebookowy profil Warszawa bez Syfu (które ma ponad 10 tys. fanów), czy ostatnio powstała Antygencja. Kibicuję im wszystkim z całego serca. I liczę na to, że w przyszłości w Warszawie pojawienie się na parę dni reklamowego kuferka nikomu przeszkadzać nie będzie, bo wokół będzie pełno pięknych, niezasłoniętych elewacji domów, więc tej jednej reklamie wybaczymy.