Kiedy piszę o tym, że bardzo trudno być dobrą matką na obecnym rynku pracy i wobec obowiązującego prawa, słyszę zarzut „to co, one mają nie mieć dzieci?”. Bardzo często przyjmujemy taką perspektywę, zamiast presję przenieść z matek na praco- i prawodawców.
REKLAMA
Na temat tego, co dzieci potrzebują, tutaj tylko napiszę krótko, że przede wszystkim obecności (czasem nawet biernej) rodzica. W pierwszym etapie życia zdecydowanie lepiej, żeby to była mama (co zdecydowanie nie wyklucza dużej wagi obecności ojca). Więcej na ten temat piszę w innych artykułach.
Równocześnie prawo pracy pozwala matce tylko na pięciomiesięczną nieobecność w pracy (o ile ma umowę o pracę). Rozumiem ekonomiczne przesłanki, dzieci rozumieją je znacznie mniej. W wielu firmach matka potem po prostu MUSI wrócić do pracy, a prezes może się właśnie zasłonić prawem, że skoro ustawa tak mówi, to znaczy, że to jest w porządku dla dziecka. Rzadko można liczyć na taryfę ulgową. Najwyżej wymienimy trybik i w miejsce matki przyjdzie ktoś bezproblemowy (nie bójmy się tego nazwać – dziecko na rynku pracy bywa „problemem”).
W ten sposób w konflikcie trójstronnym dostosować się musi matka i dziecko. Trzecia strona jest „świętą krową”, która palcem kiwać nie musi. Kiedy spojrzymy tylko i wyłącznie z krótkowzrocznej perspektywy pieniądza, to jest to ze wszechmiar słuszne. Człowieczeństwo niech idzie precz, bo ma pusty portfel!
Mam jeszcze nadzieję, że stać nas na coś więcej, niż perspektywę pieniądza, wobec której faktycznie - można się tylko dostosować. Chciałbym, żebyśmy przestali myśleć jedynie przez pryzmat emerytur i dziury budżetowej (prawo), tudzież suchego wyniku biznesowego (praca). Najbardziej mi zależy, żeby firmy nie zbliżały się coraz bardziej do sztywnego „jak Ci się nie podoba to...”, Chciałbym, byśmy oczekiwali społecznie zrobienia choćby małego kroku w stronę mam.
Ta odrobina elastyczności, która może mamom naprawdę pozwolić na zupełnie inne podejście, zarówno do pracy, jak i macierzyństwa bez poczucia winy, że coś jest zaniedbywane, naprawdę nie musi kosztować dużo. W niektórych przypadkach część obowiązków można wykonywać w domu. Niedużym nakładem finansowym można umożliwić także mamie przychodzenie z dzieckiem do pracy – jeśli jest to praca na to pozwalająca (zachęcam do zadania sobie magicznego pytania „dlaczego nie?”. Ba, firma przyjazna mamom to jest naprawdę dobry PR. Każda firma i posada ma inną charakterystykę, więc trudno tutaj wyciągać konkretne rozwiązania, dobre na każdą sytuację.
Bardziej jednak chodzi o to, żeby mama jak najrzadziej stawała przed wyborem „praca czy dziecko?”. Żeby nie miała dylematów (czasem bez wyboru) „mniej pieniędzy i lepsze macierzyństwo” czy „więcej pieniędzy i samotne dziecko”. Na tę chwilę coraz rzadziej można połączyć obie funkcje i presja na przykład na oddawanie dzieci do żłobków jest coraz silniejsza. Niesamowite jest to, że mamy wstydzą się mówić, że zostały ze swoimi dziećmi w domu do trzeciego roku życia!
Chciałbym, żeby Dzień Matki był świętem pod każdym względem. Chciałbym, żeby bycie mamą nie było problemem. Żeby dziecko nie było „problemem”. Tego właśnie przy okazji Dnia Matki wam życzę.
